Reklama

Tu widać wrażliwość

2018-03-14 11:06

Z abp. Grzegorzem Rysiem, metropolitą łódzkim, rozmawia Anna Skopińska
Edycja łódzka 11/2018, str. III

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

Anna Skopińska: – Przed nami duże wydarzenie – „Arena Młodych” – 20 i 21 marca, rekolekcje dla gimnazjalistów i licealistów w łódzkiej Atlas Arenie. Pierwsze takie wielkopostne skupienie dla młodych w historii archidiecezji. Jako rodzice dzieci w tym wieku czekamy z nadzieją, zapewne także Ksiądz Arcybiskup ma nadzieje z tym związane. Jakie?

Abp Grzegorz Ryś: – Po pierwsze mam nadzieję na spotkanie z młodymi. A po drugie – z tymi młodymi, którym trudniej dojść do kościoła niż na halę sportową.

– Ta hala to taki magnes?

– Nie chodzi o to, by młodzież wyprowadzać na halę, tylko o to, by znaleźć miejsce spotkania. Nie bez znaczenia chyba jest też to, że oni będą mogli zobaczyć się w pewnej liczbie. Dzisiaj młodemu człowiekowi wydaje się, że wiara jest jakimś przeżytkiem. I dobrze, gdy zobaczą, że nie są z tymi swoimi średniowiecznymi – w cudzysłowie – poglądami sami. I że to nie jest prawdą, że młodych wierzących jest mało. Poza tym rzeczywiście hala daje możliwości zastosowania rozmaitych środków przekazu, które zwykle w parafii są po prostu niedostępne. A to ważne, by nauczyć się mówić do młodych ich językiem, z zastosowaniem ich wrażliwości i ich poetyki.

– A dużo jest ludzi młodych szukających?

– Z tego, co widać, dużo. Jestem pod mocnym wrażeniem ankiety na temat religijności, która została ogłoszona jeszcze przez arcybiskupa Marka i przez prof. Kaję Kazimierską wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Jej wyniki są dlatego cenne, że obraz młodych, jaki otrzymujemy, nie jest wcale jednokolorowy. Jest bardzo zróżnicowany. Z jednej strony mamy młodych, którzy zasadniczo chodzą do kościoła. Prawie 50 procent z nich przynajmniej raz na dwa tygodnie jest na Eucharystii, więc są to młodzi, którzy przychodzą do kościoła niemal regularnie. I nawet, jeśli mówią, że w kościele nic ciekawego dla nich się nie dzieje, to z jakiś powodów tam przychodzą. Przychodzą nierzadko sami, wcale nie wysyłani czy prowadzeni przez rodziców. Pytani o wartości, wskazują takie, które są bardzo bliskie chrześcijaństwu, ale – i tu warto się zatrzymać – definiują je jednak trochę inaczej niż chrześcijaństwo. W każdym razie wyraźnie widać, gdzie się można z nimi spotkać, mając na myśli nie arenę, ale miejsca duchowe. To rodzina, przyjaźń, relacje, których oni są ciekawi. Myślę, że jest wiele obszarów spotkania. Nasz kłopot polega na tym, że my tam nie wchodzimy i zostawiamy młodych samych na tych miejscach.

– To taki wiek, że się szuka. Ksiądz Arcybiskup też miał pewnie taki czas, gdy zastanawiał się nad wyborem swojej drogi...

– Myślę, że myśmy te 30 czy 40 lat temu w Polsce mieli dużo prościej. To, co jest właściwe dla młodego człowieka, czyli potrzeba pewnego zbuntowania się – było w czasach naszej młodości o wiele prostsze. Sensowność tego była o wiele bardziej oczywistsza. Bo to oznaczało tak naprawdę ustawić się w opozycji do świata, który był „czerwony”, totalitarny, zły, gwałcący podstawowe wolności itd. Dziś tych propozycji jest ogromnie wiele. To, co się zwykle podkreśla: to jest świat, w którym jest bardzo wiele możliwości i stosunkowo niewiele odpowiedzi dotyczących sensu. Bardzo wiele każdy może zrobić, bo ma do tego takie i inne możliwości techniczne, ale co ma zrobić? I jeszcze ważniejsze pytanie: dlaczego? Tych odpowiedzi jest bardzo niewiele. Albo czasami jest za wiele, ale z kolei takich, które nie idą w głąb. Bardzo doraźnych – na zasadzie tu i teraz. Młody człowiek za bardzo nie może i nie chce funkcjonować w taki sposób. W każdym razie – tak myślę – młodzi mają dziś trudniej, niż nasze pokolenie miało w ich wieku.

– W Łodzi jest zaplecze, które pomoże tym młodym?

– Jest ogromne zaplecze. Sama grupa, która w zasadzie inicjuje „Arenę Młodych”, liczy prawie 30 osób. A za każdą z tych osób stoi całe środowisko, a nie oni sami. Więc tak. Tu na pewno jest z kim.

– Powiedział kiedyś Ksiądz Arcybiskup: „ważna jest dla mnie wiara przeżywana w małych wspólnotach”. Nie każdy ma szansę taką wspólnotę odnaleźć, odnaleźć to miejsce dla siebie, ale też we wspólnotach nie ma oferty dla każdego...

– Po pierwsze: wiara musi być przeżywana w sposób głęboko osobisty. Nie może być sprowadzona do abstrakcyjnych pojęć. Bóg nie może być teologicznym czy filozoficznym abstraktem, miłość bliźniego nie może być abstrakcyjną teorią. A to oznacza dwie rzeczy: najpierw oznacza po stronie Kościoła pewien styl wprowadzania w wiarę. Można mówić do małej grupy a traktować ją jak masę. A można mówić do dużej grupy, właśnie takiej, jak ufam, że spotka się na Atlas Arenie, ale w sposób tak osobisty, że dotykający każdego. To wyzwanie, byśmy nauczyli się takiego przekazu, który próbuje dotrzeć do osoby w jej jednak jakiejś indywidualności. Każdy ma swoją własną historię życia, swoje decyzje, swoje trudności, swoje zwycięstwa, ma swoje klęski. Nie można mówić do masy. Jest taki moment w Ewangelii, kiedy wokół Jezusa siedzi tłum ludzi. I przychodzi Matka Boża i krewni Jezusowi. On wtedy wyciąga rękę nad ten tłum, w takim geście udzielania Ducha Świętego, i mówi: – to jest moja matka i moi bracia! To jest taki moment, w którym On ten tłum przekształca w rodzinę. I to jest kluczowy moment w ewangelizacji. Czy to można zrobić bez oferty przynajmniej małych grup, małych wspólnot? Myślę, że nie. Bo taki pomysł, takie założenie duszpasterskie, musi się przełożyć na jakiś konkret. Nie chodzi o to, że każdy człowiek musi być w małej wspólnocie, ale że każdy powinien mieć taki adres ze strony Kościoła, by mógł się czuć traktowany osobiście. I odnaleziony.

– Dziś Łódź to miasto akademickie, niegdyś było to miasto kobiet. To stąd, z tych okolic, są nasze niebeatyfikowane święte: Wanda Malczewska i Stanisława Leszczyńska. Mamy szansę doczekać, by były błogosławione?

– Ależ na pewno. Tylko najważniejszy jest tak naprawdę kult. Oddolny, lokalny kult. To nie jest tak, że beatyfikacja czy kanonizacja ma dopiero inicjować kult. Nie ma kultu, nie będzie jego uznania. I w tym jest pewne napięcie, bo to nie ma być kult oficjalny, tylko oddolny, który pokazuje, że ta osoba jest w danej społeczności wierzących, w lokalnym Kościele, rozpoznawalna. Że ludzie przychodzą na grób, modlą się, traktują tę osobę jako swoją pośredniczkę przed Bogiem. Bez tego nic się nie uda. To znaczy, że można odbyć wszystkie procedury przewidziane kościelnym prawem a nic nie będzie...

– A gdy krypta jest zamknięta?

– To już ma Pani odpowiedź.

– Jest taki piękny wiersz ks. Jana Twardowskiego o jego kapłaństwie, którego „boję się, lękam, przed którym w proch padam, klękam...”. A czym dla Księdza Arcybiskupa jest kapłaństwo? W tym roku 30. rocznica święceń Księdza Arcybiskupa. Czy z perspektywy czasu kapłaństwo to coś innego niż Ksiądz Arcybiskup myślał na początku tej drogi?

– Na każdym etapie życia kapłaństwo było jednak trochę czymś innym. Jest kapłaństwo neoprezbitera, który się rzuca do roboty, jeszcze w takim czasie szczególnym – 1988 rok, potem 1989 i pierwsze wolne wybory w Polsce. Myślę, że to było kapłaństwo na fali zaangażowania społecznego, bo takie wtedy musiało być. A potem na zasadzie pewnej skrajności – prawie że wycofania z życia publicznego, bo zostałem posłany na dalsze studia. Potem praca naukowa, gdzie właściwie duszpasterstwa miałem w życiu tyle, ile mogłem sam sobie znaleźć czy wybrać. I tu właśnie pojawia się ten motyw chrześcijaństwa przeżywanego w małej, bardzo konkretnej, wspólnocie. Właśnie dlatego, że nie miałem parafii, nie miałem swojej wielkiej ambony, ołtarza w parafii. A potem ni stąd ni zowąd, po takim długim przecież życiu uczelnianym, archiwalnym, naraz rektor seminarium. Zupełnie inny model życia. Potem biskup. I znów, jeszcze inaczej...

– Ksiądz Arcybiskup tęskni za byciem takim normalnym księdzem?

– Ciągle gdzieś byłem normalnym księdzem i myślę, że nim jestem w obu wymiarach – normalności i kapłaństwa (śmiech).

– Ale mógł sobie Ksiądz Arcybiskup wyjść spokojnie na ulicę. Teraz Metropolicie Łódzkiemu może trudniej niezauważonym...

– Teraz też mogę wyjść, nie jestem jeszcze aż tak rozpoznawalny (śmiech). Nie chodzi o to, by udawać kogoś innego, natomiast na pewno chodzi o jakąś odpowiedzialność. Ale ten obszar prywatności księdza jest dość niewielki, tak bym powiedział. I dlatego może czasem owocuje efektami niekoniecznie pożądanymi. Księża walczą o swoją prywatność tak, że potrafią się zamknąć na plebanii, jak w twierdzy, i tyle. Natomiast dla mnie w prywatności najważniejszy był obszar, który kiedyś nawet opisałem w artykule „Prywatna wiara księdza”: żeby się nie dać zredukować do roli społecznej, do zawodu. Bo kluczowe jest to, na ile ja przeżywam właśnie w swojej prywatności, rzeczywistą relację z Bogiem. Ze słowem Bożym.

– Może to powinna być obowiązkowa lektura dla przyszłych księży, by pamiętali? ...

– Takich, i daleko lepszych tekstów innych Autorów, jest wiele. Ten, o którym mówię został kiedyś przeze mnie opublikowany w „Znaku”. Potem był on wielokrotnie wznawiany i był jednym z tych moich „znakowskich” tekstów najczęściej cytowanych. To są takie rzeczy, które my zakładamy jako oczywiste, a one nigdy oczywiste nie są. Ponieważ księdza bardzo determinuje misja. W związku z tym na przykład księża na półkach najwięcej mają książek z zakresu życia rodzinnego i małżeńskiego...

– By się dokształcić? ...

– Muszą przepowiadać o rodzinie i małżeństwie. Natomiast to nie jest ich osobiste wyzwanie. Gdyby popatrzeć na to, ile mają książek z duchowości kapłańskiej, to pewnie byłoby ich znacznie mniej. To jest takie dość niebezpieczne nachylenie. Bardzo zdeterminowane zawodowo, a nie osobiście.

– Ksiądz Arcybiskup wychodzi do ludzi bezdomnych. Akurat za nami czas zimy, gdy ci ludzie potrzebują pomocy. Jak spogląda Ksiądz Arcybiskup na Łódź, na tą biedę tutaj, to można to porównać do Krakowa?

– W Krakowie jest dużo ludzi bezdomnych, z całej Polski, bo Kraków ma opinię miasta, nie wiem czy przyjaznego dla bezdomnych, ale takiego, które oferuje im wiele możliwości. To jest też taki świat, który się bardzo łatwo wewnątrz komunikuje. Tego, jaki bezdomni mają między sobą przekaz informacyjny, myślę, że niektóre media mogłyby się uczyć. W Łodzi trochę już podglądam, trochę rozmawiam, trochę widzę. Tu również biedy nie brakuje. Myślę, że są zdiagnozowane jej powody: skąd się wzięła. Na szczęście jest kilka przynajmniej środowisk, które się poważnie z nią mocują. Myślę, że Caritas wykonuje tu dużą robotę. Jestem pracą łódzkiej Caritas bardzo zbudowany. Zresztą nie tylko Caritas, ale też tym, co robi Centrum Służby Rodzinie, siostry Antonianki, które prowadzą Dom Samotnej Matki, siostry Służebniczki, które oferują pomoc niepełnosprawnym psychicznie. Oczywiście także siostry „kalkutki” i bracia bonifratrzy, czy w wymiarze miasta Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Jest dużo tych działań, choć przecież jest też jeszcze ogromna przestrzeń do zagospodarowania. Cieszy mnie też wieloraka współpraca z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Myślę, że tu, w Łodzi, jest wrażliwość na drugiego człowieka.

– Jest Ksiądz Arcybiskup dumny z tej wrażliwości?

– Nie wiem, czy chodzi o dumę, ale jest to na pewno bardzo radosne, że taka wrażliwość jest. Kościół ma trzy nogi i one muszą być w miarę równe, jeśli jako wspólnota ludzi, ale i organizacja ma stać, a nie kiwać się na boki. Jedną nogą jest przepowiadanie, drugą – sprawowanie sakramentów, a trzecią jest caritas. Nie można caritas traktować opcjonalnie. To znaczy, że jak nam zostanie jeszcze trochę czasu, gdy już dopełnimy wszystkie wymogi kultu, i gdy wygłosimy Słowo na każdy temat, to w końcu zajmiemy się miłosierdziem. To wtedy jest zupełnie obok Ewangelii. Dlatego bardzo cieszy, że tak dalece ta wrażliwość tu się zakorzeniła. Trzeba tylko pomyśleć, co należy zrobić, by ją jeszcze wzmocnić i pomnożyć.

Tagi:
młodzi

Manila: 6 tys. młodych z ponad 100 krajów modliło się o jedność

2018-07-11 06:44

azr (KAI) / Manila

W stolicy Filipin zakończyło się spotkanie Genfest 2018, gromadzące młodzież z całego świata związaną z ruchem Focolare. Przez trzy dni uczestnicy modlili się o jedność między narodami, uczestniczyli w warsztatach, odwiedzili też siedzibę ONZ, prezentując swoje projekty na rzecz pokoju.

Foto-Rabe/pixabay.com

- W czasach rosnących migracji i nacjonalizmów oraz jako odpowiedź na globalizację, zwłaszcza ekonomiczną, która ignoruje różnorodność poszczególnych kultur i religii, Genfest proponuje młodym ludziom zmianę perspektywy: nie zatrzymywanie się na barierach osobistych, społecznych, czy politycznych, ale przyjmowanie, bez strachu i uprzedzeń, wszelkich form różnorodności - wyjaśniała Maria Voce, kierująca międzynarodowym ruchem Focolare.

Nawiązując do hasła tegorocznej edycji Genfest "Ponad wszelkimi granicami" (Beyond all borders), uczestnicy spotkania - ok. 6 tys. młodych ludzi z ponad 100 krajów świata, dzieliło się swoimi doświadczeniami dotyczącymi codziennych wyzwań i poszukiwania nadziei we współczesnym świecie. Brali też udział w szeregu warsztatów, dotyczących m.in. ekonomii, polityki, zaangażowania społecznego i kulturalnego - w sumie ponad 110. propozycjach, w wielu przypadkach wymyślonych i wprowadzonych w życie przez młodych ludzi. Odwiedzili też siedzibę Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa FAO, a także do siedziby UNESCO, by zaprezentować tam swoje projekty społeczne i postulować większe zaangażowanie młodych ludzi i zaufanie im.

Wielkie wrażenie wywarły na uczestnikach spotkania świadectwa ich rówieśników, ofiar wojen, migracji i różnych przejawów wykluczenia.

- Zdarzyło wam się kiedykolwiek w ciągu jednego dnia stracić wszystko: rodzinę, dom, marzenia? A ty, wy, co byście wówczas zrobili? - pytał rówieśników Aziz, uchodźca z Iraku, mieszkający obecnie we Francji. Z kolei pochodzący z Meksyku Noé Herrera opowiadał o codziennych wielogodzinnych kolejkach na granicy amerykańsko-meksykańskiej, w których musi stać chcąc dostać się do szkoły w sąsiednim kraju. Dwaj przyjaciele ze zwaśnionych krajów: Rwandy i Burundi podzielili się świadectwem, mówiącym o początkach ich przyjaźni: pochodzący z Burundi Juan Paul napadnięty brutalnie na jednym z przystanków autobusowych otarł się o śmierć, jednak przeżył dzięki pomocy, a następnie wielomiesięcznej opiece ze strony Rwandyjczyka Egito, który z obywatela wrogiego kraju stał się jego najbliższym przyjacielem.

Po zakończeniu festiwalu, młodzi chcą rozpocząć w swoich krajach projekt "Ścieżki ku braterstwu" (Pathways to Fraternity), mający na celu promowanie jedności między narodami i angażowanie obywateli do konkretnych działań na rzecz pokoju i przekraczania wzajemnych uprzedzeń.

Organizowany od 1973 r. międzynarodowy festiwal Genfest odbył się po raz 11. Po raz pierwszy zorganizowano go poza Europą, a na miejsce spotkania wybrano kraj azjatycki, ponieważ to właśnie w Azji mieszka dziś 6 na 10 młodych ludzi. Kolejne spotkanie odbędzie się w 2024 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Co NATO Trump?

2018-07-14 21:26

Tomasz Winiarski

Jeżeli pod wpływem lewicowej propagandy rozsiewanej przez partię demokratyczną, ktoś jeszcze się spodziewał, że prezydent Trump będzie prowadził miękką politykę ustępstw wobec Rosji oraz wyprowadzi USA z Paktu Północnoatlantyckiego, to musi teraz poważnie zrewidować swoje poglądy. Tegoroczny szczyt NATO w Brukseli to kolejny niepodważalny i wręcz bijący po oczach dowód na to, że Stany Zjednoczone pozostają krajem, który zamierza bronić Europy Zachodniej m.in. przed zakusami Putina. Krajem, który chce silnego sojuszu NATO, ale opartego na wzajemnym poszanowaniu przejawiającym się uczciwym wypełnianiem sojuszniczych zobowiązań przez wszystkich sygnatariuszu paktu. Do tej pory był z tym poważny problem i to się amerykańskiej administracji na serio przestało podobać.

Wikipedia

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami spotkanie przywódców państw członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego nie przebiegało w atmosferze sielanki i wzajemnego poklepywania się po plecach. Trudno jednak o sielankę i wzajemne komplementy w sytuacji, w której najbogatsze kraje Sojuszu jak np. Niemcy, mimo zobowiązań natowskich podpisanych na szczycie w Walii w 2014 r., wciąż odmawiają zwiększenia swoich wydatków na obronność, tak by w 2024 r. osiągnęły one wymagane 2 proc. PKB. Prezydent Trump przyjechał do Brukseli z jasnym i oczywistym przesłaniem: Stany Zjednoczone zbyt długo w osamotnieniu ponosiły ogromne koszty związane z zapewnieniem Europie bezpieczeństwa, przy niewystarczającym wsparciu ze strony swoich sojuszników ze Starego Kontynentu.

Europa Zachodnia ma jednak poważny problem ze słowem Solidarność i nie chodzi tu już tylko o niewystarczające finansowanie natowskich sił zbrojnych. Prezydent Donald Trump już na samym początku zrugał niemiecką kanclerz Angelę Merkel za zaangażowanie Berlina w skandaliczny zadaniem Amerykanów projekt rurociągów Nord Stream I oraz II. To kolejny przykład złamania przez naszego zachodniego sąsiada europejskiej solidarności, o której tak dużo lubi się mówić na zachodzie i południu Europy, gdy chodzi o kryzys migracyjny i przymusową relokację uchodźców. Dziwnym trafem w kwestiach gazociągu z Rosji zasada solidarności przestaje nagle obowiązywać… Donald Trump nie omieszkał już na samym początku wymienić naszego kraju, jako pozytywnego przykładu w kontekście wydatków na obronność oraz sprzeciwu wobec uzależniania Europy od rosyjskiego gazu. Stany Zjednoczone po raz kolejny udowodniły, że są wiarygodnym sojusznikiem krajów takich, jak Polska, dla których rurociągi Nord Stream stanowią ogromne zagrożenie. Donald Trump ma również rację wtedy, gdy mówi o niedopuszczalnym poziomie uzależnienia Niemiec, a więc jednego z ważnych członków NATO, od importu energii z Rosji – głównego rywala Sojuszu Północnoatlantyckiego. Amerykański podatnik wykłada miliardy dolarów na finansowanie sił zbrojnych USA, które bronią m.in. Europy. W tym samym czasie Niemcy i kilka innych państw Starego Kontynentu uzależniają się ponadto od rosyjskiego gazu, który stanowi przecież surowiec strategiczny służący Moskwie do szantażowania krajów takich jak Polska. Na domiar złego niemiecka polityka kupowania gazu z Rosji zapewnia miliardowe wpływu do kremlowskiego budżetu. Berlin w ten sposób finansuje głównego rywala NATO. Prezydent USA stwierdził wprost, że taka praktyka jest „nie do przyjęcia”, a sam Berlin określił mianem „totalnie kontrolowanego” przez Moskwę. Głównie z uwagi na silne, jego zdaniem dochodzące do 70 proc., uzależnienie energetyczne Niemiec od Rosji. Trump to nie ustępliwy i miękki Obama. Nie zamierza tolerować żerowania na amerykańskim podatniku. Europa Zachodnia powinna przestać krytykować prezydenta USA, a zacząć go słuchać. Skorzystają na tym wszyscy poza Rosją, a wiec będzie to sukces wielowymiarowy i długofalowy. O to właśnie chodzi Donaldowi Trumpowi! Pijany Jean-Claude Juncker może tego nie dostrzegać, Europa musi jednak zacząć myśleć trzeźwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Dzięga z "Gwiazdą Dyplomacji Litwy"

2018-07-15 21:29

pk / Szczecin (KAI)

Abp Andrzej Dzięga otrzymał dziś „Gwiazdę Dyplomacji Litwy”. Honorową odznakę wręczono metropolicie szczecińsko-kamieńskiemu a bazylice archikatedralnej w Szczecinie po mszy św. odprawianej w ramach 85. rocznicy upamiętnienia litewskich lotników Steponasa Dariusa i Stasysa Girenasa.

Bożena Sztajner

Po mszy złożono wiązanki kwiatów przy tablicy upamiętniającej litewskich lotników, znajdującej się w katedrze.

Steponas Darius i Stasys Girenas chcieli powtórzyć wyczyn Charlesa Lindbergha. Amerykański pilot w 1927 roku jako pierwszy przeleciał nad Atlantykiem. Litwini wystartowali 15 lipca 1933 r. samolotem "Lituanica" z Nowego Jorku w rocznicę zwycięskiej Bitwy pod Grunwaldem. Chcieli pokonać 7 tys. kilometrów i dolecieć do Kowna. Po 37 godzinach lotu rozbili się w pobliżu Pszczelnika koło Myśliborza - zabrakło im 650 kilometrów. Obaj stali się bohaterami Litwy. Ich wizerunek widniał na litewskich banknotach, zostali patronami szkół i ulic.

Po mszy św. uroczyste obchody 85. rocznicy lotu przez Atlantyk przeniosły się do Pszczelnika, gdzie znajduje się pomnik litewskich lotników.

W uroczystościach wzięli udział m.in. minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevicius, szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem