Reklama

Trzeba puszczać talenty w obieg

2018-04-11 14:49

Szymańska
Edycja łódzka 15/2018, str. IV

Łukasz Głowacki
O. Tomasz Nowak OP

Dominika Szymańska: – Żeby zorganizować takie uwielbienie na kilka tysięcy osób jak „Uratowani” w Wytwórni, trzeba jakoś ludzi przyciągnąć. Czy nie ma w tym pokusy „showmaństwa”? Czy to nie jest tak, że walczymy z tym światem metodami tego świata?

O. Tomasz Nowak OP: – Tak, „showmaństwo” jest z tym związane. Kiedyś łudziłem się, że da się tego uniknąć, ale to jest nieuniknione. Jednocześnie nie przejmuję się tym zanadto, bo w Ewangelii czytam o tym, że za Jezusem chodziły tłumy i cisnęły się do Niego, żeby Go słuchać, a Jezus kazał odbijać łodzią od brzegu. Jezus naprawdę był kaznodzieją wędrownym i w dodatku bardzo popularnym. Więc dlaczego my mielibyśmy tą drogą nie pójść i być jacyś inni czy wyjątkowi w tym względzie? To są pewne mechanizmy, które my dzisiaj nazwalibyśmy medialnymi czy masowymi. A jednak da się w tym zachować szacunek do drugiego człowieka i do siebie samego.
Podobnie święci. Spójrzmy chociażby na św. Patryka, który wskrzeszał po latach zmarłych. To była gwiazda! Musiał być mocny, jeżeli zewangelizował całe te wyspy sam praktycznie. To musiała być taka postać, która naprawdę robiła wrażenie. Mamy też bardzo konkretne doświadczenia z naszego zakonu kaznodziejów, gdzie – sięgając do historii – czytamy o braciach z XIII wieku czy XVI wieku, którzy robili wielkie show.

– Też były takie przypadki?


– Tak, np. budowali specjalny system kilku ambon. Tylu było ludzi, że kaznodzieja głosił, a na ambonach siedzieli kolejni bracia i przekazywali jego słowa następnym, trochę jak echo, żeby wszyscy mogli słyszeć. Wtedy były takie możliwości; teraz są mikrofony i nagłośnienia, ale samo zjawisko istniało, można powiedzieć, od zawsze. Więc kwestią jest tylko nauczyć się z tym żyć, a nie łamać nad tym głowę czy ręce. W takim sensie, że to jest jakieś nie ewangeliczne, nie Boże. To jest ludzkie. Takie po prostu jest.
A do tego, na szczęście, działa Pan Bóg. To jest zadziwiające! Bo myślę, że każdy z nas mógłby powiedzieć: „No, to ja rezygnuję i sobie żyję spokojniej”. Tylko doświadczamy, że Duch nas do tego przynagla, że to jest Jego łaska. To, że tak możemy żyć, że możemy głosić wszędzie, wszystkim i na wszystkie sposoby, tak jak nam św. Ojciec Dominik zalecił. Więc bardziej w tym widzimy błogosławieństwo, jakąś wielką łaskę, że Pan Bóg nas do tego dopuszcza i powołuje, niż że to jest jakaś przeszkoda na drodze do Boga czy do świętości.
Przypomniało mi się, gdy dawno temu, w czasach mojej młodości, zastanawialiśmy się, czy można używać muzyki rockowej do ewangelizacji. To był wielki temat. I pamiętam jedno świadectwo, które mnie ostatecznie przekonało. Chyba był to zespół 2Tm2,3 i oni się modlili, pytając, czy Panu Bogu podoba się to, co robią. I dostali taki fragment ze Starego Testamentu o tym, jak król Dawid idzie do kapłana i pyta, czy ma jakąś broń, bo sam uciekł przed Saulem i nic nie miał. I ten kapłan mu odpowiada: „Mam tylko miecz Goliata, którego pokonałeś”. A Dawid na to: „Nie ma od niego lepszego”. I tę broń, która była zwrócona przeciw Izraelowi, Dawid bierze, żeby teraz walczyć za Izrael. Więc nie jest powiedziane, że takie formy sztuki, które były wymyślone nawet, czy skierowane przez jakiś czas przeciw Kościołowi czy wierze, nie mogą teraz służyć Kościołowi. Wierzymy, że Pan Bóg jest od tego dużo mądrzejszy i działa podobnie, jak powiedział do Piotra: „Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił”.

– A czy to znaczy, że Kościół nie jest wystarczający dla współczesnego człowieka?

– Pan Bóg zawsze działał szerzej niż tylko w Kościele. Dla mnie jakoś symboliczne jest to, co zauważyłem, czytając Ewangelię, że często to Apostołowie byli w łodzi, a Jezus poza łodzią. Piotr wychodził, żeby iść po wodzie czy wyskakiwał, bo na brzegu zobaczył Jezusa. A więc Piotr, w sumie jako jedyny z Apostołów, wychodził z łodzi, nazwijmy ją symbolicznie Kościołem, bo Jezus był gdzie indziej.

– Czyli Jezus wyprzedzał Kościół?

– Taka jest natura Ducha: jest nie do zamknięcia, ciągle jest nowy, ciągle jest świeży. My staramy się za tym nadążać, ale tak naprawdę nigdy nie nadążamy. Robienie wielkich widowisk czy teatralnych, czy muzycznych, czy to na stadionach, czy w wielkich halach to w ogóle nie robi na Panu Bogu wielkiego wrażenia. To On stworzył ten świat, cały. I szuka wszędzie swoich dzieci. Więc jeśli coś pomaga, idźmy za tym. Gorzej, gdyby przeszkadzało. Oczywiście, trzeba siebie pilnować. Jest u nas taki następca św. Dominika, św. Humbert, który w swojej pracy nt. kaznodziejstwa pisze coś takiego: „Czy kaznodzieja ma się podobać”? I odpowiada: „Musi się podobać”. Z dwoma wyjątkami: jeżeli się podoba dla samego podobania albo podoba się w tym, co się Bogu nie podoba. W każdym innym wypadku musi się podobać.

– A więc przyjmijmy, że takie wydarzenia są pewnym zaczerpnięciem u źródła. A co dalej? Łatwo jest popaść w taki schemat „od wydarzenia do wydarzenia”. Gdy żyje się tylko „mocnymi akcentami”, trudno później przełożyć je na codzienność? Pojawia się pewne niezaspokojenie.


– Tak, to jest pytanie: Jak to właściwie ma być? Ale chyba o to chodzi, żeby się rodziły pytania. To pobudza wyobraźnię i kreatywność. Gdy wszystko jest dobrze i wszystko nam pasuje, to nic nie musimy wymyślać. Natomiast chodzi o to, żeby te talenty, które odkrywamy, jakoś dalej puszczać w obieg. I owszem, można żyć od wydarzenia do wydarzenia, ale to jest zakopywanie tego talentu. Jest to pułapka obecna w naszej kulturze. Wydaje mi się jednak wielkim kłamstwem sądzić, że istnieje jakiekolwiek działanie, które nie zawierałoby w sobie żadnych niebezpieczeństw. Tak jakby dobre były tylko te wydarzenia, w których nie ma żadnych niebezpieczeństw. Wtedy nie ma życia, bo to wszystko jest sterylne i tak bezpieczne, że aż mdłe. Życie polega na tym, że inspiruje, że niesie ze sobą ryzyko, że ja muszę nad tym jakoś pracować czy temu zaradzić.
Albo pojawiają się jakieś rzeczy, które przekraczają to, co znałem i prowadzą mnie w rzeczy nowe, których nie znam. A rzeczy, których nie znam, mają to do siebie, że mogą być niebezpieczne. I nie chodzi o to, żeby nie bywać tam, gdzie są niebezpieczeństwa. Idę tam, tylko muszę być w tym mądry i zacząć dbać o to, co rzeczywiście mnie chroni, żeby się głupio nie narażać. Zawsze, gdy mam wątpliwość, sięgam do Ewangelii i patrzę, czy Jezus się nie narażał. I zaraz mnie to otrzeźwia. Bo On wiedział, że chcą Go zabić, że Go prześladują. A jednak wiele razy unikał śmierci, chociaż mógł zginąć. Więc nie będę unikać czegoś, co wydaje mi się wartościowe i sensowne. Jeżeli widzę, że Duch Święty działa, to warto to robić. Tylko powstaje pytanie: Czy można to zrobić mądrzej? Jeżeli mogę zadbać o to, żeby coś, co jest potencjalnym zagrożeniem, nim nie było, to robię to.

– A czy macie w takim razie jakieś konkretne propozycje w codzienności?


– Staramy się działać na poziomie pewnej uniwersalności, żeby potem każdy mógł się odnaleźć w jakichś już konkretnych wspólnotach – czy to będzie neokatechumenat, czy Chemin Neuf czy jeszcze coś innego. Wydaje mi się, że to jest trochę w takim kluczu, chociaż w innej formie, jak spotkania Taizé. Jest to rodzaj wspólnoty tylko na chwilę. Bo niemożliwym jest, by ileś tysięcy ludzi było zgromadzonych w jednym miejscu przez nie wiadomo ile czasu. Więc to trwa przez tydzień, a później każdy wraca do siebie – czy to będzie Ruch Światło-Życie, czy KSM czy cokolwiek innego. Gdybyśmy narzucali z góry jakieś formy, i mówili: „Teraz możecie żyć tylko tak”, to byłoby sekciarskie. A wiemy też, że ci ludzie, którzy nas słuchają, mają swoje wspólnoty.
To w kwestii istniejących już wspólnot i form, ale nigdzie nie jest powiedziane, że nie mogą powstać nowe wspólnoty. Do tego też rzeczywiście bym dążył, żeby to nie wyglądało w ten sposób, że ktoś Pana Boga spotyka i się nawraca, a później mówi: „Zaproponujcie mi coś”. Chodzi o to, by odkryć, czego ja chcę. I by zacząć coś tworzyć. Mam nadzieję, że te wielbienia to nie są punkty „usługowe”, ale punkty inspirujące, że dzięki temu ktoś też zapragnie służyć.

– Czemu akurat uwielbienie? Czemu nie jest to Droga Krzyżowa czy Msza św.?


– Zadziwiło mnie to, gdy na jednym z pierwszych spotkań uwielbieniowych organizowanych jakieś 20 lat temu w Poznaniu spotkałem ludzi, którzy przyjechali tam z bardzo konkretnym pytaniem: „Do czego Pan Bóg mnie powołuje? Co ja mam w życiu robić?”. To niesamowite, bo Pan Bóg właśnie w uwielbieniu daje odpowiedzi. Nie w modlitwie prośby, gdy latami proszę i nic, ale w uwielbieniu. Dlaczego? Dlatego, że uwielbienie nie jest zajmowaniem się swoimi sprawami czy darami, ale samym Bogiem. Wszystkie słowa, pieśni są skierowane do Boga. To nie opowieść o Nim, ale modlitwa do Niego. Bóg obiecuje: Zajmij się Mną, a ja zajmę się tobą.
Widzę, jak Bóg zupełnie niezależnie nas do tego doprowadził. Mówię tu o sobie i o o. Adamie. Przez ostatnie kilka lat byliśmy zupełnie gdzie indziej i robiliśmy inne rzeczy, a paradoks polega na tym, że to nas doprowadziło do wielbienia. Ciekawe jest natomiast to, co widzimy ostatnio w naszym kaznodziejstwie, że Duch Święty prowadzi nas do rzeczy, które są bardzo tradycyjne w Kościele. Właśnie przez to wielbienie, które wydaje się jakąś nowością, przynajmniej w takiej formie, prowadzi nas do Różańca, do Drogi Krzyżowej, do „Naśladowania Chrystusa”, czyli do rzeczy, które były od dawna pokarmem w wierze. Tylko my je odkrywamy jakby z innej perspektywy. I coś z jednej strony może wydawać się przestarzałe czy trącić myszką, widziane jednak z drugiej strony, nagle okazuje się inspirujące, odkrywcze, ciekawe. Jest jakaś mądrość duchowa w tym zawarta, z której i dziś można by skorzystać. Duch Święty, wierzymy, że tak jest, wydobywa ze swego skarbca rzeczy stare i nowe. On zawsze tak działa. Jeżeli otwiera nas na swoją nowość, to po to, by nas nauczyć tradycji.
Przyglądam się temu też od strony muzycznej. W tradycji mamy chorał, zdarzyło mi się też nagrywać płyty chorałowe. Potem trafiłem na muzyków, w większości jazzowych, i z nimi zacząłem robić Zaduszki Jazzowe czy Rekolekcje Jazzowe. I ci muzycy nagle, w pewnym momencie, zaczęli odkrywać chorał. Nagle jazzmani chcieli nagrywać płyty chorałowe. Z drugiej strony, bracia, którzy wybrali drogę tradycyjną, poszli w śpiewy Greków, Syryjczyków; te wszystkie formy ortodoksyjne muzycznie, jednogłosowe czy wielogłosowe, mówią, że chcieliby też ze mną prowadzić uwielbienie. I twierdzą, że to się nie kłóci, ale dopełnia. To wszystko pochodzi z jakiejś pierwotnej inspiracji, którą jest dobro, piękno, prawda.
Może potrzeba po prostu dłuższej pamięci. Taki zakon jak nasz, istniejący 800 lat, ma dłuższą pamięć. Możemy sięgnąć do archiwum, do bibliotek i zobaczyć, jak bracia żyli czy myśleli ileś set lat wcześniej. Jeżeli patrzę na ostatnie 100 czy 150 lat, to mało zobaczę. Mamy natomiast takiego brata, tomistę, który zaczął odkrywać, że bracia z XIII wieku byli totalnymi charyzmatykami i robili dokładnie to, co my dzisiaj robimy: kazania, spotkania, uwielbienia, działy się uzdrowienia, czynili cuda.

Tagi:
wywiad

O co modlą się mężczyźni?

2019-03-20 09:26

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 12/2019, str. VII

Przy okazji trwającej peregrynacji obrazu św. Józefa Kaliskiego otwieramy cykl rozmów z mężczyznami. Będzie to miejsce na przemyślenia, świadectwa i ciekawe historie. Poznajcie męską stronę wiary. Z Piotrem Wiśniewskim rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Archiwum
W Męskim Plutonie Różańcowym często modlimy się do św. Józefa m.in. za nasze rodziny

Katarzyna Krawcewicz: – Jesteś w Męskim Plutonie Różańcowym. Powiedz, o co modlą się mężczyźni?

Piotr Wiśniewski: – Chyba we wszystkich możliwych intencjach, na każdy dzień tygodnia jest wyznaczona inna. Modlimy się za papieża Franciszka i Kościół, za męskie wspólnoty, za ojczyznę, za rodziny, za księży, za chorych, cierpiących i samotnych, a także za kobiety. Często ktoś po prostu przysyła prośbę o modlitwę. Każdy z nas nosi też w sercu swoje intencje. I w Plutonie Różańcowym jest też zasada, że co miesiąc dobieramy się w dwójki braterskie i przez ten czas modlimy się jeden za drugiego, to taka nasza modlitwa wstawiennicza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: Narodowy Marsz Życia

2019-03-24 14:59

mip (KAI) / Warszawa

Prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, konieczność ochrony i wsparcia dla naturalnej rodziny oraz prawo rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci, to postulaty Narodowego Marszu Życia, który przeszedł w niedzielę ulicami Warszawy. Pierwszy ogólnopolski pochód, którego celem było połączenie setek lokalnych inicjatyw w kraju, odbył się z okazji obchodzonego w niedzielę Narodowego Dnia Życia.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Na początku zgromadzenia odśpiewano hymn państwowy i odczytano list Andrzeja Dudy. Prezydent podziękował w nim organizatorom wydarzenia za determinację w działaniach na rzecz ochrony ludzi od poczęcia do naturalnej śmierci. Przypomniał także słowa św. Jana Pawła II, w których Ojciec Święty dopominał się od rządów państw, by w imię nowej cywilizacji, nie umniejszać troski o najsłabszych i najbardziej potrzebujących, którymi są dzieci poczęte.

Zobacz zdjęcia: Narodowy Marsz Życia

"Mamy w Polsce dziesiątki marszów lokalnych: miejskich, parafialnych, diecezjalnych, natomiast potrzebny jest marsz narodowy. Dlatego podejmujemy go w obchodzony po raz 15. Narodowy Dzień Życia. Niech ten dzień stanie się początkiem nowej ogólnokrajowej tradycji - powiedział KAI Marek Jurek, inicjator Narodowego Marszu Życia. Polityk podkreśla, że takie inicjatywy mają dawać wyraźne świadectwo, że "Polska jest po stronie życia".

Podczas pochodu ogłoszono Deklarację Narodowego Marszu Życia. Upomniano się w niej o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, konieczność ochrony i wsparcia dla naturalnej rodziny oraz prawo rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci. Przypomniano w niej również nauczanie Jana Pawła II na temat ochrony wartości chrześcijańskich w współczesnych państwach. "Dekalog fundamentem wolnej Polski" - przypomnieli inicjatorzy Marszu słowa papieża Polaka wypowiedziane podczas pielgrzymki do Polski w 1993 roku.

Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty, a zarazem inicjator ruchu 4 Marca, zaapelował do władz Warszawy o wycofanie się z podpisanej przed kilkoma tygodniami Karty LGBT. "Jesteśmy tu dla tego, że kochamy życie. Kochamy życie, bo kochamy Tego, który jest Drogą Prawdą i Życiem. Musimy być temu wierni" - podkreślił Grabowski w przemówieniu wygłoszonym do uczestników pochodu.

Organizatorzy marszu apelowali też o szybsze przyjęcie przez Sejm obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli. Marek Jurek docenił w tym względzie starania Kai Godek. Przypomniał, że jest ona nie tylko przedstawicielką tysięcy Polaków, ale także urzędową reprezentantką inicjatywy ustawodawczej, dlatego "nie może być ignorowana przez przedstawicieli władzy".

Postulatem uczestników Marszu było również wypowiedzenie przez Polskę genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowanie Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. "Oczekujemy od rządzących przyjęcia prorodzinnej konwencji i promowania jest wśród rządów innych państw europejskich, zwłaszcza krajów Europy Środkowej" - apelowali.

"Marsz musi trwać każdego dnia, dlatego, że mamy do czynienia z wojną cywilizacyjną z rodziną i życiem. Instytucje międzynarodowe wypowiedziały tę wojnę cywilizacji chrześcijańskiej, dlatego musimy każdego dnia przypominać, jak ważne jest życie od momenty poczęcia do naturalnej śmierci. Musimy dopominać się o prawa rodziców do wychowywania swoich dzieci zgodnie ze swoim sumieniem. Musimy walczyć o rodzinę" - przekonywali organizatorzy marszu.

W pochodzie wzięli udział nie tylko mieszkańcy Warszawy. W kilkutysięcznym tłumie można było dostrzec transparenty z nazwami wielu polskich miast, m.in. Łodzi, Gdańska, Krakowa, Bytomia, Opola. Uczestnicy marszu nieśli transparenty z hasłami: „Kocham Cię życie”, „Tak dla życia”, „Jesteśmy Polakami, mamy odpowiadać za Polskę”, „Genderyzm to dewiacja” czy „Ręce precz od naszych dzieci”. W wydarzeniu uczestniczą liczne rodziny oraz organizacje pro-life z całej Polski.

Z uznaniem o polskiej inicjatywie wypowiedział się włoski minister ds. rodziny i niepełnosprawności Lorenzo Fontana. W odczytanym podczas marszu liście przekonywał, że podobne wydarzenia są potrzebne, by przyszłość rodziny stała w centrum debaty publicznej. "Żyjemy w chwili szczególnej, bo ochrona rodziny i rodzicielstwa - najzwyczajniejszych wartości naszego życia - coraz częściej staje się obiektem niegodziwych ataków" - napisał włoski minister.

Pochód poprzedziła Msza święta sprawowana w stołecznym kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu.

Okazją do pochodu ulicami Warszawy był obchodzony 24 marca Narodowy Dzień Życia. Został uchwalony polski sejm w 2004 roku.

Organizatorem pierwszego Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, którego inicjatorem jest poseł do Parlamentu Europejskiego Marek Jurek. Patronat nad wydarzeniem objęła Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i Fundacja św. Benedykta.

T.P.

Deklaracja Narodowego Marszu Życia RP 2019

Niepodległą Polskę odbudujemy na fundamencie Dekalogu, bo tylko w tym jest życie naszego narodu.

Dekalog nie jest opinią, jest zbiorem zasad życia, jest warunkiem cywilizacji życia.

Życie nie jest wartością ostateczną, ale jest – jak powiedział święty Jan Paweł II – wartością przedostateczną, warunkującą wszystkie pozostałe.

Rodzina nie jest prywatnym związkiem, jest wspólnotą od której zaczyna się społeczeństwo i bez której społeczeństwo się rozpada!

Dlatego wzywamy władze publiczne do wyraźnego umocnienia prawa do życia w naszym ustawodawstwie. Do wypełnienia orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja RP 1997! Do przyjęcia społecznego projektu ustawodawczego Zatrzymaj Aborcję!

Wzywamy władze do realizacji wszystkich przepisów prawa chroniących życie, do czynnej walki z przestępczością aborcyjną!

Wzywamy do oficjalnego odrzucenia antywychowawczych zaleceń WHO!

Wzywamy władze Stolicy do odwołania tzw. warszawskiej Karty LGBT!

Wzywamy wszystkie władze publiczne do poszanowania Konstytucji i realizacji jej art. 72: każdy ma prawo żądać od władz publicznych przeciwdziałania demoralizacji młodzieży. I my tego żądamy!

A wszystkich polityków, szczególnie nieobecnych – bo obecni mówią to razem z nami – wzywamy do aktywnego i systematycznego popierania w debacie publicznej i pracach ustawodawczych zasad cywilizacji życia. Promocja dobra wspólnego narodu, kształtowanie w jego duchu opinii publicznej, to Wasz pierwszy obowiązek!

I wszystko to zobowiązujemy się wypełniać.

Tak nam dopomóż Bóg!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Duchu Święty, dzień dobry... – bierzmowanie w Salezie

2019-03-24 23:19

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Ponad 90. uczniów stanęło gotowych do wołania o przyjście Ducha Świętego. Towarzyszyli im rodzice, nauczyciele a także kapłani Salezu – ks. Jerzy Babiak, dyrektor Zespołu Szkół Salezjańskich, ks. Grzegorz Oleś – wicedyrektor ks. Jan Gondro – wieloletni dyrektor szkoły. Mszy św. przewodniczył bp Vitalii Kryvytskyi SDB, ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej.

Zdjęcia z bierzmowania:

Zobacz zdjęcia: Bierzmowanie w Salezie

- Pragnienie Ducha Świętego i obecności Boga w życiu człowieka to dowód na dojrzałość w wierze – tłumaczył biskup. - Dopóki pragniesz, to żyjesz i masz szansę przynosić owoce. Odwołując się do ewangelicznej perykopy o drzewie figowym przypominał o trudzie wzrostu rośliny i gospodarskiej troski o jej owocowanie. – Pamiętajcie, aby nie przynosić owoców byle jakich, ale każdego dnia starannie wykonywać swoje obowiązki. Oczywiście, w dorosłym życiu przychodzi zniechęcenie, wkrada się rutyna, ale jeśli postawicie Boga na pierwszym miejscu, weźmiecie Jego krzyż, to wasze owoce będą zdrowe i dobre. – Dziś na waszych piersiach wisi krzyż, tak samo jak u mnie. A Chrystus mówi, że kto idzie za Nim a nie bierze krzyża, nie jest Go godzien – mówił biskup. Tłumaczył, że przyjęcie sakramentu bierzmowania wiąże się z podjęciem obowiązków i odpowiedzialności. - Będziecie codziennie odpowiadać, czy jesteście naprawdę świątynią Ducha Świętego – mówił – i będziecie musieli wciąż od nowa stawiać Boga na pierwszym miejscu. Odniósł się do tego, co dziś najczęściej dotyka nas, ludzi: wypalenie i depresja. – Wypalenie pojawia się w małżeństwie, w pracy i w wierze, ale zawsze wtedy, gdy Bóg przestaje być stawiany na pierwszym miejscu. Depresja przychodzi wtedy, gdy sami zaczynamy kierować swoim życiem, gdy nie pozwalamy Bogu być kierownikiem naszych spraw – mówił. Zachęcał też do wprowadzenia nowej praktyki modlitewnej: porannego witania się z Bogiem. – Duchu Święty, dzień dobry – można mówić po obudzeniu, i zapraszać Go do swoich spraw. Pamiętajcie, że tylko wtedy macie szansę, by wasze owoce były dobre – tłumaczył.

Namaszczając młodych olejem krzyżma biskup uśmiechał się z wielką życzliwością do bierzmowanych a oni stawali odważni i gotowi. Najczęściej wybieranym imieniem patrona wśród chłopców był Franciszek i Paweł, dziewczęta upodobały sobie Łucję.

Na zakończenie w imieniu uczniów głos zabrał Piotr Truchliński, podziękował rodzicom, wychowawcom i kapłanom, którzy przygotowali salezjańską młodzież do przyjęcia sakramentu bierzmowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem