Reklama

Kłopot nie oznacza braku miłości

2018-05-16 11:24


Edycja łódzka 20/2018, str. III

Kamil Gregorczyk

Z s. Marią Pioskowik, salezjanką i dyrektorem Zespołu Opiekuńczo-Wychowawczego „Ochronka Bałucka”, rozmawia Anna Skopińska

Anna Skopińska: – Od wielu lat prowadzi Siostra ZOW „Ochronka Bałucka”, ma do czynienia z wieloma rodzinami, sytuacjami, które uczą pewnie życia – jeszcze do niedawna mówiło się o zabieraniu dzieci z rodzin, teraz już ten temat przycichł. Czy to oznacza, że pomoc społeczna faktycznie wspiera rodzinę?

S. Maria Pioskowik: – To szkoła mogłaby powiedzieć, w jakim stopniu pomoc społeczna towarzysząca rodzinie wspiera faktycznie tę rodzinę biologiczną. Przypuśćmy, że ma pani kilkoro dzieci i ma pani z nimi kłopoty. Bo przecież cudów nie ma – w każdym wychowaniu jest dużo miłości, ale miłość nie przeszkadza temu, by był kłopot, ani kłopot nie oznacza braku miłości. Wiadomo, że z jednym dzieckiem mogą być mniejsze, a z innym większe trudności.
W zwyczajnej, przyzwoitej rodzinie – mam tu na myśli jakiś standard życia i standard inteligencji – jeśli są wszystkie pozytywne wzorce w tej rodzinie: rodzice pracują, mają autorytet, dzieci są pod ich opieką, ale traktowane z wolnością i szacunkiem, to wiadomo, że w stosunku do jednego dziecka rodzicom wystarczy ich mądrość i ich miłość, i towarzyszenie w postaci dziadków, sąsiadów, kolegów czy przyjaciół, a innemu dziecku w tej standardowej, przyzwoitej rodzinie to nie wystarczy. Musi być jeszcze ktoś fachowy, kto będzie nim kierował: czy to w zachowaniu, czy podejściu do obowiązków, jakie ma dziecko, czyli do nauki.

– I tu wtedy powinna pojawić się ta interwencja z zewnątrz?


– Biorąc pod uwagę liczbę dzieci na stale przebywających w ZOW „Ochronka Bałucka” – 14 i to, że mimo, iż wspieramy się świeckimi pracownikami, przez 24 godziny na dobę jako siostry jesteśmy z tymi dziećmi – stanowimy taką większą rodzinę. Jednak zdajemy sobie sprawę, że przy niektórych dzieciach współpraca z wychowawcą ze szkoły, współpraca z pedagogiem ze szkoły czy z psychologiem daje pozytywne efekty. Bo daje nam to nieraz pewne nowe światło. Oni widzą to dziecko w innych warunkach, niż tylko domowych, tak jak my je widzimy. I są na pewno takie rzeczy, które dzieci powiedzą o sobie poza tym domem.
Do placówek, czy to instytucjonalnych czy rodzinnych, trafiają dzieci, których rodzina jest mało wydolna wychowawczo. Często z powodu nałogów. Może to być jakiś brak zdolności w zawiązywaniu więzi czy też inne wypaczenia, a już najbardziej, gdy w rodzinie występuje przemoc. Jakakolwiek.

– To takie dzieci z rysą?


– Z trudem osiąga się pozytywne efekty psychologiczne u dzieci, które są po przemocy. Choć przecież przechodzą różne terapie – w ramach rodziny biologicznej, którą się ratuje, czy też gdy są w pogotowiu opiekuńczym, zanim trafią do placówki. Także tu mają psychologa, korzystają też z terapii z zewnątrz. Przyznam, że najczęściej takie dzieci, jeśli przejdą dwie terapie, to opierają się już następnym. I ta rysa pozostaje. Choć to nie znaczy, że ten tata, który mnie bił, kopał, zamykał w szafce pod zlewem, nie będzie miał przebaczone. Po dwóch, trzech latach pobytu w placówce dziecko już nie pamięta albo nie chce pamiętać, co tata mu zrobił.
To magiczne słowo „tata” lub „mama” kojarzy mu się – mimo ukrytych gdzieś głęboko wspomnień – z kimś wspaniałym.
Wystarczy, że przyjdzie czysty, ogolony, nie musi nawet mówić „przepraszam”. I choć większe dziecko nie chce z nim mieszkać i nie czeka na żadną propozycję, to jednak liczy na spotykanie się, na otrzymanie doładowania do telefonu, na to, by móc wyjść, bo inni też wychodzą na parę godzin spaceru czy odwiedzin do dawnego domu.
Zawsze modlimy się za rodziców i mówimy dzieciom, że każdy człowiek, w każdej chwili, ma prawo stać się innym, lepszym. I modlimy się o to, by ci rodzice byli lepsi, by umieli skorzystać z tego, że dzieci są tu i starali się coś w swoim życiu zmienić. Wiadomo, że jak już dziecko jest 7 lat w placówce, to nie wierzy, że mama dobrze wykorzystuje czas dla scalenia rodziny, gdy ono jest „zaopiekowane” i ma dom w placówce, ale jak idzie do tego domu, to chce zobaczyć coś innego u tej matki i chwali się tym.

– Ale oprócz placówki jest też możliwość rodziny zastępczej. Siostra wiele razy powtarzała, że domy dziecka nie powinny istnieć, a powinna wzrosnąć liczba takich rodzin. To realne?

– Tak, choć na pewno nie da się funkcjonować całkiem bez domów dziecka, bo rodzina zastępcza nie zawsze wytrzyma napór tych trudności, które znosi dom dziecka. I może oddać dzieci do placówki...

– Zdarzają się takie sytuacje?


– Tak. Z podopiecznymi jednego z domów dziecka tak było. Praktycznie większość stanowiły dzieci z rodzin zastępczych. Były wśród nich takie, które przynamniej na początku jeszcze utrzymywały jakiś kontakt z oddanymi dziećmi, a inne nie. Teraz ustawa o pieczy zastępczej przewiduje, że dzieci do lat 10 mają trafić do rodzin zastępczych.
Wiadomo, że nie ma rodzin zastępczych dla wszystkich dzieci, więc trzeba wybrać. I te młodsze, które trzeba odebrać rodzinom, idą do rodzin zastępczych, a te starsze trafiają do domów dziecka. Rodzina zastępcza tak długo opiekuje się jednym dzieckiem, jak potrzeba, lub innym dotąd, dokąd z pomocą specjalistów daje sobie radę wychowawczo.
Do domów dziecka czasem trafiają dzieci z rodzin zastępczych spokrewnionych, gdzie już dziadkowie nie dają rady, i trafiają też z rodzin zastępczych, które sobie nie poradziły z dziećmi. A przecież ważne jest zapewnienie dziecku potrzeby przynależności. Dzieci, które są z jakiś powodów odesłane z rodzin zastępczych, czują się często drugi raz porzucone.

– Tamte rodziny zastępcze nie miały pomocy?


– Pomoc specjalistyczna na pewno była, bo po oddaniu dzieci nie wszystkie rodziny zastępcze ponownie mogły otrzymać kolejne młodsze dzieci pod swoją pieczę, co oznacza, że dokonywano weryfikacji. Natomiast problem ponownego oddania, bądź zabrania, i powierzenia go bez jego woli innemu środowisku u dziecka wyciska nowe piętno opuszczenia.
Zapewne to jest prawdą, że te dzieci w rodzinach zastępczych stwarzały różne trudne sytuacje wychowawcze, a bardziej jeszcze ich kontakty z rodzinami biologicznymi. To był wielki kłopot, gdy dzieci dorastały i zaczynały słuchać rodziców biologicznych, którzy mówili np.: Jak nie chcesz, to nie idź do szkoły. A rodzina zastępcza tego wymagała. Więc powstawał konflikt. Z tego wszystkiego najwięcej ucierpiały dzieci. Także wtedy, gdy dwójka sprawiała kłopot, a trzecie nie, to by nie rozdzielać rodzeństwa, zabierało się wszystkie do placówki. I te dzieci czuły żal. Trzeba było tam w placówce podejmować różne działania i szukać indywidualnych rozwiązań wychowawczych najlepszych dla dobra oraz rozwoju dziecka przez podtrzymywanie kontaktów bądź z rodziną naturalną czy zaprzyjaźnioną.

– Jest w sytuacji takich dzieci – opuszczonych, zastępczych – jakiś plus? Coś, co pokazuje, że rodzina biologiczna też ma szansę?

– Zanim w ramach „Ochronki Bałuckiej” powstał także dom dziecka, najpierw oprócz przedszkola socjalnego i świetlicy był tu hostel dla dzieci z rodzin znajdujących się w kryzysie. Taką formę dopuszczała wcześniejsza ustawa o placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Matka, szkoła, pracownik socjalny w różnych trudnych sytuacjach mogli pozostawić zawsze za pisemną zgodą matki lub ojca dziecko pod naszą opieką. Na określony czas. Bywało, że kurator kierował do nas dzieci na 24 godziny przez przynajmniej 3 miesiące, ale jednocześnie mówił matce: Proszę w tym czasie zrobić to i to. Jeszcze nie była ona ograniczona w prawach do dziecka postanowieniem sądowym, tylko miała nadzór kuratorski. Ona przychodziła do dzieci, zawsze z nią się rozmawiało, przypominało o konieczności terapii. Szłyśmy nawet do domu i „szturchałyśmy”: Proszę zrobić to wszystko, bo inaczej zabiorą pani dzieci. Jak przychodziła trzeźwa, to dzieci nie mogły się nacieszyć, że ona jest. Przez ten czas pobytu dzieci w hostelu wielu rodzinom udało się zmienić coś ku dobremu, zrobić terapię, podjąć pracę, uporządkować mieszkanie i dzieci mogły – nadal przy nadzorze kuratora i pomocy pracowników socjalnych – powrócić do swoich domów. Dla drugiej części dzieci po takiej zmarnowanej przez rodziców szansie pozostawała już tylko placówka opiekuńczo-wychowawcza, ale byliśmy pewni, że wszystko, co dało się zrobić, było podjęte. W tej formie pracy poznałam wspaniałych kuratorów, dobrych pracowników socjalnych i wiem, że są ludźmi, którzy potrafią myśleć. I powiedzieć, co potrzeba rodzicom i podprowadzić ich gdzie trzeba, ale nic za nich nie robić. „Muszą sami złowić rybę”, bo inaczej na nic są rodzicielskie obietnice. I to jest ten plus, który jest w ustawie, że rodzina biologiczna ma być otoczona taką opieką, która byłaby tak pomocna, by dzieci nie musiały trafić do placówki.

– To pewnie musiałoby się zmienić też podejście pracowników socjalnych...


– Czasami trzeba stawiać pytania dość trudne rodzicom, np.: Pracuje pani za granicą, jest tu pani chwilę, więc powinna pani wokół placówki ciągle krążyć, częściej zachodzić, a kim jest ten pan za bramą? Wiem, że może to są mocne zapytania, ale trzeba je postawić, bo to tutaj jest jej dziecko pod moją opieką. I ona jest mi bliska. Jeśli osoba towarzysząca rodzinie będzie blisko dziecka i jego rodziny, to nawiąże z nimi więź i może oni czegoś się nauczą oraz uda się, że tej rodzinie nie trzeba będzie odbierać dzieci.
Czasem jednak, gdy rodziny nie dadzą sobie pomóc, dziecko trafia do pieczy zastępczej. Powinno być jednak zaplanowane działanie dla rodziny biologicznej – towarzyszenie, aby możliwie jednoznacznie dało się określić, czy jej zależy na dzieciach. A jeśli rodzina biologiczna się nie poprawi – zastosować proces adopcyjny dopóki dzieci są małe. A tu wszystko trwa i trwa. A kto oceni, czy ci rodzice „się cofną” i kiedy, i czy im przypadkiem nie jest wygodnie, że ktoś im wychowuje dziecko?

– Wychowuje ciocia i wujek w rodzinie zastępczej?

– Rodzina zastępcza nie może uzurpować sobie prawa do bycia rodzicami. Są rodziną: ciocią i wujkiem. Czasem nie wiadomo, z kim ma się wtedy dziecko liczyć. Czy z tymi kochającymi, co prawda, ale ciocią i wujkiem, czy z tym, do kogo mówi się „mamo” i „tato”? I to temu dziecku każe się ocenić, kto jest dla niego ważniejszy – czy ci, którzy stanowią prawidłową rodzinę i wychowują, czy mama i tata, którzy takiej rodziny mu nie stworzyli, a teraz tylko obiecują.

– Niedoskonałość zapisów? Jak i pewnie to odcięcie poniżej i powyżej 10 lat...


– A jeśli ono skończy 10 lat, to nie jest już dzieckiem? A jeśli chłopiec wytrwał w rodzinie biologicznej i ma 10-11 lat i towarzyszył zawsze swojej mamie, przyprowadzał ją pijaną do domu z knajpy, kładł ją spać i nikt temu dziecku dotąd nie mówił, że ma ją zostawić, nie opiekować się, bo ona się inaczej nie podźwignie, bo odmówiła terapii. I nikt nie wpadł na to, by on – jak miał 9 lat – pobył tymczasem np. w takiej formie hostelowej pod opieką świetlicy dopóki jego mama „przymuszona” nie zrobi terapii.
On jeszcze nie jest niczym skażony, jest kryształem! W takim okresie dzieciństwa, gdy sam mógł być jak rówieśnicy beztroski, całą swoją troskę przelał na matkę. I teraz, w rok później, gdy już tak dalej być nie może, nie ma szans trafić do rodziny zastępczej, bo nie ma dla niego miejsca. On musi trafić do domu dziecka, gdzie są dzieci też niektóre 10-letnie, ale już pokrzywdzone odrzuceniem rodziny biologicznej, zabraniem z rodziny zastępczej i zdeprawowane przykładem starszych, którzy już nauczyli się „korzystania z tego, że muszą sami o siebie zadbać”. Nie jestem za tym, żeby w wieku powyżej 15. roku życia młodzież przyjmować do domu dziecka, chyba że trzeba razem z młodszym rodzeństwem.

– A dochodzenie do dorosłości?

– Pod wieloma względami ścigamy Zachód, ale tam rodzice już 17-latkom zapewniają oddzielne mieszkania (nie uważam tego za dobrodziejstwo). U nas natomiast dla pełnoletniej, dobrej młodzieży z pieczy zastępczej czy to rodzinnej, czy instytucjonalnej, która chce wziąć swoją przyszłość we własne ręce, uczy się, pracuje, chce się usamodzielnić, nie ma możliwości zapewnienia skromnego lokalu do indywidualnego zamieszkania.

Tagi:
dzieci

Szkolenie diecezjalnych zespołów ds. ochrony dzieci i młodzieży

2019-01-18 18:08

ks.mf / Częstochowa (KAI)

Szkolenie członków diecezjalnych zespołów ds. prewencji w zakresie ochrony dzieci i młodzieży odbyło się dziś w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie. W spotkaniu wzięli udział duchowni i świeccy z archidiecezji częstochowskiej, diecezji sosnowieckiej i radomskiej. Głównym organizatorem spotkania i szkolenia był abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

Bożena Sztajner

Spotkanie prowadzili: o. Adam Żak SJ, dyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie i koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy KEP oraz Ewa Kusz, psycholog, seksuolog i terapeuta, wicedyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie.

Abp Wacław Depo podkreślił, że wyraża wdzięczność za spotkanie i podjęcie tego tematu oraz dodał, że „modlitwa jest dla nas darem podstawowym”. - Kiedy dzisiaj dziennikarze pokazują rolę Ojca Świętego Franciszka w podejmowaniu tego trudnego problemu, to pokazują go tak, jakby Kościół do tej pory nie zajmował się tą sprawą. A przecież działania św. Jana Pawła II i Benedykta XVI w tej sprawie były podejmowane. To nie jest sprawa ostatnich lat – kontynuował abp Depo.

O. Adam Żak SJ podkreślił, że „Kościół jest w społeczeństwie i rozpoznaje problem oraz oczyszcza się nie tylko jedynie dla siebie, ale chce pokazać wszystkim, że dzieci trzeba chronić”. - Jako Kościół rozpoczynamy tę pracę, której zasadniczo nikt inny w społeczeństwie nie robi. To, że media skupiają się na Kościele, to z jednej strony jest zrozumiałe, bo Kościół ma integralne nauczanie moralności, ale z drugiej strony skupienie uwagi mediów tylko na Kościele usypia inną część społeczeństwa – podkreślił o. Żak.

„Ważne jest, żeby w całym społeczeństwie powstała strategia narodowa, co jak dostrzegamy nie jest łatwe. Samo prawo karne nie wystarczy” - wskazał o. Żak dodając, że "ten problem jest obecny w całym społeczeństwie"

Podczas spotkania zostały zaprezentowane wyniki najnowszych badań (retrospektywnych) przeprowadzonych w Polsce, dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży oraz mechanizmy i cele zbudowania systemu prewencji.

Badania dotyczące społeczeństwa polskiego przeprowadzone przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę pokazują, że 1 na 10 dzieci zostało wykorzystanych seksualnie przed 18. rokiem życia. Co piąty (20%) nastolatek w wieku 13-17 lat miał obciążające doświadczenia seksualne, takie jak słowna przemoc seksualna, werbowanie do celów seksualnych w internecie czy ekshibicjonizm.

Najczęściej dzieci wykorzystywane są w rodzinach przez ojca, ojczyma bądź partnera matki.

Co piąty nastolatek w wieku 13–17 lat (20%) miał obciążające doświadczenie seksualne, co ósmy (12%) – w ciągu roku poprzedzającego badanie. Istotnie częściej tego typu doświadczenia miały dziewczyny niż chłopcy (27% vs 12%).

Co dziesiąta osoba w wieku 13–17 lat (10%) doświadczyła kiedykolwiek słownej przemocy seksualnej, a w ciągu ostatniego roku doświadczyło jej 6% tej grupy wiekowej. Słownej przemocy seksualnej doświadczały istotnie częściej dziewczyny niż chłopcy 17% vs 4%

Szczegółowy raport z wynikami badań na https://diagnozakrzywdzenia.pl/raport.pdf

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jerzy Owsiak na bakier z Kościołem i patriotyzmem

2014-06-10 14:43

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 24/2014, str. 42-43

TOMASZ URBANEK/DDTVN/EAST NEWS
Jerzy Owsiak

Niedawno ogłoszono, że laureatem plebiscytu „Ludzie Wolności”, organizowanego przez „Gazetę Wyborczą” i TVN, w kategorii „społeczeństwo” został Jerzy Owsiak. Dla wielu osób była to wiadomość szokująca ze względu na ogromną kontrowersyjność tej postaci. Powszechnie znana jest rola Jerzego Owsiaka jako najgłośniejszego propagatora „luzu”, amoralnej zasady „róbta, co chceta”. Wielokrotnie wskazywano również, jak za jego rzekomą apolitycznością i ogromnie nagłaśnianą przez media ideą charytatywnej zbiórki pieniędzy kryje się jednoznaczna stronniczość na rzecz lewej części sceny politycznej. W tym tekście chciałbym skrótowo pokazać niektóre – nie dość znane – fakty, ilustrujące wyraźne uprzedzenia Owsiaka wobec Kościoła i Polaków jako narodu.

Antykościelne fobie

Jerzy Owsiak jest synem pułkownika milicji, zajadłego ateisty. Jego ojciec w pisanych przez siebie życiorysach akcentował swój negatywny stosunek do duchowieństwa katolickiego, określając je jako „szkodnika państwa demokratycznego” (P. Lisiewicz, M. Marosz, „Ten, który zniszczył bunt”, „Nowe Państwo”, ½013). Niewierząca była również matka Owsiaka (por. M. Narbutt, „Człowiek orkiestra”, „Rzeczpospolita” z 31 stycznia – 1 lutego 2004 r.).

Pomimo wychowania w ateistycznej rodzinie Owsiak deklarował się jako „niechodzący do kościoła katolik” (M. Narbutt, tamże). O tym, jaki jest faktyczny stosunek Owsiaka do Kościoła, najwymowniej świadczy fakt, że na początku lat 90. Owsiak ogłaszał jako hymn w programie „Róbta, co chceta” antyklerykalną piosenkę „Hipisówka” zespołu „Kobranocka” (por. P. Lisiewicz, „Seks zamiast armat”, „Gazeta Polska” z 3 stycznia 2007 r.). Piosenka w obrzydliwy wręcz sposób lżyła Kościół i duchownych. Dość zacytować choćby taki fragment:

„Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych,
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany.
Wiara w cud, mrowie złud,
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą,
Dokąd pójść, zewsząd gnój,
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą”.

I jakoś dziwne wyszydzanie w piosence „lęku klech na głupotę przekuwanego”, „wiary w cud” nijak nie przeszkadzało „katolikowi” Owsiakowi. Promowanie antykościelnej „Hipisówki” u Owsiaka nie było czymś odosobnionym. Grzegorz Wierzchołowski wspominał: „Na pierwszej edycji Przystanku w 1995 r. gromkie brawa wśród części publiczności zebrał np. lewacki zespół «Hurt», śpiewając m.in.: «Zdejmij ten krzyż, on przeszkadza ci, zdejmij ten krzyż, wyrzuć go za drzwi»” („Przystanek Postęp”, „Gazeta Polska” z 29 sierpnia 2007 r.).

W wywiadzie dla czasopisma „Zdrowie” „katolik” Owsiak wprost wyszydzał wiarę w cudowne powstanie człowieka, mówiąc m.in.: „Ludzie za granicą mnie pytają: «Czy naprawdę u was w rządzie myślą, że człowiek powstał wyłącznie w sposób cudowny?». Co ja mam odpowiadać? Jak głupoty opowiada ktoś w autobusie, można się odwrócić. Ale kiedy to mówią politycy – trzeba reagować” (za postkomunistycznym „Przeglądem” z 14 stycznia 2007 r.).

Szokujący był fakt, że „katolik” Owsiak jakoś szczególnie nietolerancyjny był wobec Kościoła katolickiego, podczas gdy równocześnie był bardzo łaskawy wobec innych wyznań, zwłaszcza wobec sekty Hare Kryszna. Socjolog Jacek Kurzępa komentował: „Pan Owsiak z niewiadomych powodów toczy boje z Przystankiem Jezus, podczas gdy bez oporów przyzwala na aktywność sekty Hare Kryszna, która ponad 20 lat temu została uznana za szczególnie niebezpieczną przez Parlament Europejski. Hare Kryszna zaprasza woodstockową młodzież do udziału w procesjach, oferuje tanie posiłki, wabi do swojej świątyni, z której dobiegają dźwięki modlitwy i mantry. Ludzie nie rozumieją, że uczestniczą w rytuałach sekty. Ten kryptoprzekaz oceniam jako bardzo subtelną, ale niebezpieczną promocję Hare Kryszny” (wywiad A. Mikołajczyka z dr. J. Kurzępą pt. „Świat według Owsiaka”, „OZON” z 2 sierpnia 2008 r.). Trzeba stwierdzić, że dr Kurzępa (dziś już profesor) miał rację. Na tle życzliwego stosunku Owsiaka do sekty Hare Kryszna tym bardziej szokujący był jego nader niechętny stosunek do Przystanku Jezus. Po kilku latach tarć i trudnych rozmów w końcu doszło do ostatecznego konfliktu z winy Owsiaka. W marcu 2003 r. Jerzy Owsiak w wypowiedzi dla „Gazety Lubuskiej” (powtórzonej później przez KAI) powiedział, że „nie chce widzieć na Przystanku Woodstock namiotu i duchownych z Przystanku Jezus”. Na uwagę ks. Draguły, że organizatorzy Przystanku Jezus spełnili już w zeszłym roku wszystkie warunki Owsiaka, szef WOŚP warknął: „Powiedzmy, że w tym roku odbiła mi palma”. Wśród zbieraniny młodych na Woodstocku nader silnie uzewnętrzniały się nastroje antykatolickie. W czasie Przystanku Woodstock w 1999 r. pod adresem młodzieży z Przystanku Jezus, która szła w Drodze Krzyżowej, „posypały się wyzwiska ze strony zbuntowanych punków. Poleciało też kilka butelek” (M. Majewski, „Żar stu tysięcy”, „Rzeczpospolita” z 7 sierpnia 1999 r.). Wielokrotnie dochodziło do profanowania krzyża przy namiocie na Przystanku Jezus. Zdziczali młodzi ludzie rzucali w niego puszkami od konserw i wyszydzali go (por. M. Jeżewska, M. Marosz, D. Łomicka, „Przystanek Woodstock – profanują krzyż”, „Gazeta Polska Codziennie” z 3 sierpnia 2013 r.). Ze szczególną zajadłością Owsiak atakował Radio Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Po publikacji we „Wprost” osławionych „taśm Rydzyka” pisał w liście do prezydenta i premiera: „Słowa o. Rydzyka mogę tylko porównać z najbardziej absurdalnymi wypowiedziami partyjnych bonzów III Rzeszy (...). Jest tak głupio znowu wstydzić się za ten kraj” („Gazeta Wyborcza” z 11 lipca 2007 r.).

Owsiak: „Polacy są straszliwymi rasistami”

W 2000 r., w czasie ogromnego kryzysu prawicy w związku z upadkiem AWS-u, Jerzy Owsiak pozwolił sobie na publiczne ujawnienie całej fobii wobec swego narodu. Zrobił to w wywiadzie dla tropiącego „nacjonalizm” i „antysemityzm” antyfaszystowskiego czasopisma „Nigdy Więcej”, mówiąc m.in.: „Polacy są straszliwymi rasistami. Szowinizm narodowy jest obecny w Polsce i nie jest to wcale bardzo marginalne zjawisko. Potwierdza to np. program Wojciecha Cejrowskiego «WC Kwadrans» (...). Polacy lubią być rasistami, chcą polepszyć przez to swój wizerunek, swoją własną wartość. (...) Duży udział w tym ma np. Kościół, który, nie rozumiejąc pewnych rzeczy, stawia kropkę nad «i». (...) Jesteśmy bardzo nietolerancyjni w stosunku do osób innej wiary. (...) Polacy są okropnymi rasistami (wywiad A. Zachei z J. Owsiakiem pt. „Trzeba być konsekwentnym”, „Nigdy Więcej”, 1½000). W wywiadzie znalazło się jeszcze odpowiednie określenie Polski w porównaniu z innymi krajami, zdaniem Owsiaka – „Polska... to zaścianek”.

Owsiaka pogarda dla Polski

Można tylko żałować, że te niemądre uogólnienia Owsiaka są tak mało znane w Polsce, bo na pewno pomogłyby w podważeniu jego mitu. Przypomnijmy jednak, że kilkakrotnie nawet podczas publicznych spotkań posuwał się on do otwartego wypowiedzenia jakiejś obrzydliwej opinii o Polsce. Oto kilka przykładów. 8 czerwca 2001 r. w Żarach, podczas publicznego spotkania zorganizowanego przez władze miasta i w ich obecności, Owsiak wypowiedział słowa: „W Polsce, tym pieprzonym kraju, zawsze będą narkotyki” (MZM, „Polska to «piep... kraj»”, „Nasza Polska” z 19 czerwca 2001 r.). Oburzony wypowiedzią Owsiaka Krzysztof Błażejczyk skierował do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa z art.133, polegającego na znieważeniu Ojczyzny. Wkrótce okazało się jednak, że prokuratura, decyzją z 31 lipca 2001 r., odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie znieważenia narodu i Rzeczypospolitej Polskiej. Pismo prokuratury nie zawierało żadnej argumentacji (por. A. Echolette, „Nie obraził Narodu”, „Nasza Polska” z 21 sierpnia 2001 r.). Do ponownego plugawienia imienia Polski przez Owsiaka doszło na Przystanku w Woodstock w 2003 r. Andrzej Poray tak pisał na ten temat: „«Polska to pop... kraj. Żyjemy w pop... kraju» – tymi słowami lider Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak otwierał Przystanek Woodstock. Wykreowany przez lewicowe media «autorytet» i później nie szczędził wulgarnych, agresywnych słów pod adresem Ojczyzny” („Owsiak i jego armia”, „Nasza Polska” z 12 sierpnia 2003 r.).

Dziennikarz „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski wspominał podobnie ohydne wystąpienie Owsiaka: „To był 2002 lub 2003 rok. Jeden z Przystanków Woodstock, jakie jako dziennikarz relacjonowałem (...). Mija godzina 17-ta. W tym czasie w wielu miastach Polski ludzie stają na baczność, w milczeniu oddając hołd Powstańcom Warszawskim. A w Żarach na scenę wychodzi Owsiak. (...) I dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wrzeszczy do tych młodych zgromadzonych pod sceną obraźliwe słowa pod adresem Polski, coś, że pieprzy Polskę, że Polska to… i tu padają bardzo wulgarne słowa. (...)” („Jerzy Owsiak publicznie zbluzgał mój kraj, czyli jak szef WOŚP «oddał hołd» Powstaniu Warszawskiemu”, www.niezlomni.com, dostęp z 11 stycznia 2014 r.). W czasie gdy mamy tak wielkie zaległości w odsłanianiu przemilczanej najnowszej historii, dziejów Żołnierzy Wyklętych czy prześladowań politycznych doby stanu wojennego, Owsiak perorował: „Trzeba raz na zawsze skończyć z tymi pomnikami ku czci i chwale, z tym wiecznym gadaniem, co kto zrobił 30 lat temu” (wywiad M. Szymaniaka z J. Owsiakiem pt. „Mam dość pomników ku czci i chwale”, „Życie Warszawy” z 25-26 sierpnia 2007 r.).

Szerszy portret J. Owsiaka znajduje się w świeżo wydanym 3. tomie mojej książki „Czerwone dynastie przeciw Narodowi i Kościołowi”, którą można zamówić – tel. 608-854-215 i e-mail: maron@upcpoczta.pl) J.R.N.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

"40. Rocznica Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski" - konkurs edukacyjny

2019-01-22 20:35

aa, aw / Warszawa (KAI)

Konkurs edukacyjny Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego "40. Rocznica Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski – Czy pamiętasz? Czy wiesz?" - ogłasza Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

Konkurs jest projektem edukacyjnym, skierowanym do uczniów ze szkół gimnazjalnych i dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej oraz do uczniów szkół średnich. Głównym celem Konkursu jest odkrywanie, przypomnienie i upamiętnienie przełomowego wydarzenia w najnowszej historii Polski, jakim była Pierwsza Pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny. Prace zgłaszane na Konkurs mają prezentować relacje ze wspomnień o Pierwszej Pielgrzymce, zachowanych w rodzinach i środowiskach lokalnych w formie nagrań audio, video lub relacji pisemnych.

Celami Konkursu są: uświadomienie młodzieży przełomowego znaczenia Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, tworzenia relacji z ważnych wydarzeń historycznych, wzmacnianie relacji ze środowiskami lokalnymi, wagi i znaczenia dokumentów, pamiątek i wspomnień oraz promowanie odmiennych od tradycyjnych form edukacji historycznej.

Więcej: http://muzeumjp2.pl/artykuly/aktualnosci/41-konkurs-edukacyjny

Do Konkursu można zgłaszać wyłącznie prace dotychczas niepublikowane i nie zgłoszone do innych konkursów. Konkurs realizowany przez Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022

Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi do dnia 7 czerwca 2019 roku, poprzez opublikowanie werdyktu Jury na stronie internetowej Muzeum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem