Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Księża męczennicy z Dachau

Ks. Kazimierz Szymański

2018-10-03 08:07

Oprac. ks. Kazimierz Dąbrowski
Edycja łódzka 40/2018, str. VIII

Urodził się 23 lutego 1875 r. we wsi Pniewo k. Kutna. Gdy miał 2 lata zmarł mu ojciec. Pod opieką matki pozostawał w domu, gdzie panowała atmosfera religijna. Od 1882 r. uczęszczał do szkoły prywatnej w Skierniewicach. W 1884 r. rozpoczął naukę w IV Gimnazjum w Warszawie, które ukończył w 1892 r. W tymże roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Święcenia kapłańskie przyjął w katedrze warszawskiej 12 września 1897 r. z rąk bp. Kazimierza Ruszkiewicza.

Pierwszą placówką neoprezbitera była parafia Goszczyn (pw. św. Michała Archanioła) w powiecie grójeckim, do której był zamianowany następnego dnia po święceniach. Po miesiącu trafił do parafii Tarczyn. Następną placówką ks. Kazimierza była parafia Słomczyn, do której został skierowany 23 grudnia 1897 r. Rok później został wikariuszem w parafii pw. Świętego Ducha w Łowiczu, w której pracował niespełna 4 miesiące. 6 marca 1899 r. objął funkcję prokuratora w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Po 5 latach wytężonej pracy, jako ekonom, został mianowany proboszczem parafii św. Marcina w Kuflewie należącej do dekanatu mińskiego. Parafia liczyła wówczas ponad 4 tys. katolików, a ponieważ nie było wikariusza praca ks. Szymańskiego była bardzo absorbująca. Posługę w tej parafii pełnił przez 12 lat.

22 września 1912 r. został proboszczem parafii Grabów Łęczycki. Po wybuchu wielkiej wojny Grabów wraz z okolicznymi miejscowościami został zajęty przez wojska niemieckie i austriackie, a ludność ograbiona i zubożona. Proboszcz musiał w pracy duszpasterskiej kłaść nacisk na dobroczynność. Najpierw współpracował z organizacjami charytatywnymi, a pod koniec wojny założył Katolickie Towarzystwo Dobroczynności. W Grabowie ks. Szymański uczył parafian miłości do ojczyzny, a następnie z entuzjazmem witał niepodległą Polskę.

Reklama

1 kwietnia 1921 r. został proboszczem parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim i pierwszym dziekanem dekanatu tomaszowskiego. Mając doświadczenia rządcy kasowego, w 1921 r. założył w Tomaszowie Mazowieckim Chrześcijański Bank Spółdzielczy. Był także członkiem Związku Misyjnego Kleru Diecezji Łódzkiej. 19 lipca 1921 r. ks. Szymański wystosował prośbę do bp. Wincentego Tymienieckiego, by zezwolił na binację Mszy św. w niedzielę, ponieważ parafia tomaszowska liczyła 20 tys. katolików i trzeba było oprócz czterech mszy św. w kościele parafialnym celebrować, także w zakładach naukowych, seminarium nauczycielskim i w więzieniu.

25 czerwca 1925 r. ks. Szymański jako proboszcz parafii i dziekan wystosował pismo do Kurii Biskupiej, w którym wyraził prośbę, by biskup dokonał podziału parafii tomaszowskiej liczącej 25 tys. mieszkańców. Zaproponował, by nowo powstała parafia była pw. Najświętszego Serca Jezusowego. Prośba nie została bez odzewu, bo 24 grudnia 1928 r. bp Tymieniecki wydał dekret powołujący nową parafię pw. Najświętszego Serca Jezusowego. W dekrecie erekcyjnym zaznaczono, że biskup uwzględnił potrzeby duchowe mieszkańców Tomaszowa oraz sugestię Kapituły Katedralnej Łódzkiej. W 1927 r. za gorliwą pracę został odznaczony godnością kanonika honorowego Kapituły Katedralnej Łódzkiej.

28 maja 1930 r. został proboszczem parafii w Górze Świętej Małgorzaty, gdzie pracował niespełna rok. 10 stycznia 1931 r. ks. Szymański złożył do biskupa pismo, w którym prosi o zwolnienie z funkcji administratora Góry Świętej Małgorzaty i powierzenie stanowiska wikariusza. Wówczas ks. Szymański otrzymał zakaz zaciągania pożyczek lub kredytów na cele kościelne, społeczne czy osobiste – bez zgody władzy diecezjalnej.

Został najpierw wikariuszem parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Łodzi, a następnie parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Łodzi. Jako wikariusz prowadził też naukę religii w szkołach, rekolekcje dla grup specjalnych oraz był spowiednikiem sióstr bezhabitowych.

Od 1930 r. przez 3 lata wakowało stanowisko kapelana w Leśmierzu i 17 kwietnia 1933 r. został nim ks. Szymański. Tu był prefektem siedmioklasowej Szkoły Powszechnej im. Stanisława Jachowicza (15 godzin tygodniowo). Angażował się w życie Kościoła, m.in. wziął udział w kanonizacyjnych uroczystościach bł. Andrzeja Boboli w Rzymie (23 kwietnia 1938 r.).

Ostatnie pismo znajdujące się w aktach osobowych księdza datowane jest na 11 stycznia 1939 r. Prosi w nim ks. Stefana Gostkowskiego – proboszcza parafii w Górze Świętej Małgorzaty, by mógł prowadzić pogadanki religijne na Uniwersytecie Ludowym w Bryskach.

Ks. Kazimierz został aresztowany 6 października 1941 r. i osadzony w obozie w Konstantynowie Łódzkim. 30 października został przewieziony do Dachau, gdzie zmarł 30 marca 1942 r. w szpitaliku obozowym.

W 70-lecie śmierci (2012 r.) w kościele parafialnym w Górze Świętej Małgorzaty ufundowano tablicę dla dwóch męczenników Dachau związanych z Ziemią Łęczycką: ks. Władysława Grzelaka (pochodzącego z tej parafii) i ks. Kazimierza Szymańskiego (byłego proboszcza parafii).


Ks. Kazimierz Szymański (1875­–1942)
Proboszcz parafii Kuflew, Grabów Łęczycki, Tomaszów Mazowiecki, Góra Świętej Małgorzaty
Numer obozowy 28177

Tagi:
kapłan kapłan sylwetka

Helena z Wyspy

2018-08-14 11:06

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 33/2018, str. VI

WD
Teraz Helena pracuje nad Drogą Krzyżową, która stanie w Bieszczadach

Czegoż to nie potrafią jej ręce? Pyszna zupa szczawiowa powstaje błyskawicznie, zanim pielgrzymi wrócą ze spaceru. Talerz dostanie każdy niespodziewany wędrowiec i zostanie przyjęty jak najbardziej oczekiwany gość. Jej krzewy i kwiaty zdobią werandę i okienka kamiennych eremów. Przed wieczorem, kiedy słońce zejdzie niżej stawów, odrywa się od codziennych obowiązków i całkowicie oddaje się pracy rzeźbiarskiej. Helena Krysiak 14 lat temu zamieszkała na terenie Ośrodka Rekolekcyjnego„Wyspa”, który k. Budzynia założył ks. Witold Świąder. Rozpoczęła wtedy nowy, fascynujący rozdział swojego życiu.

Józefie pomóż

Miejsce to przemawia wszystkim otwartością i serdecznością gospodarzy, nieskazitelną przyrodą, śpiewem ptaków i tymi szczególnymi „mieszkańcami” – rzeźbami, które spotykasz w leśnym plenerze. Pod wierzbą na ławeczce Jan Paweł zaprasza uśmiechem, byś się przysiadł na chwilę. W zagajniku brzozowym św. Franciszek gra na patyczku swój koncert skrzypcowy. Może dla swoich przyjaciół ptaków czy na chwałę Stwórcy? Na polanie widać postać Matki Bożej Fatimskiej. Na modlitwę różańcową przystają przy figurze pielgrzymi. Wdzięczna rzeźba anioła strzeże Porcjunkuli małego kościółka, wybudowanego z żebraczych pieniędzy, od tych którzy kochają to miejsce.

– To nie są zwykłe rzeźby. One mają rolę służebną, pomagają w modlitwie – zauważają pielgrzymi. I są na to dowody. Przy Świętej Rodzinie często zatrzymują się ludzie. Józef, nic nie mówi, ale wysłuchuje próśb. – Kiedyś przyjechało dwoje młodych ludzi. Dziewczyna złożyła karteczkę przed Józefem z modlitwą o dobrego męża, jej kolega o dobrą żonę. Po roku pojawili się na „Wyspie” jako para – śmieje się ks. Witek. Pewna pani pisała pracę habilitacyjną z psychologii. Padł dysk w komputerze. Najpierw była rozpacz, bo informatyk orzekł, że nic się nie da zrobić. Potem, za sugestią ks. Witka, kobieta pomodliła się do św. Józefa. I komputer uruchomił się. Zachował się na nim jedynie potrzebny tekst rozdziału.

Nie umiem odmówić rzeźby do celów modlitwy

– Moja praca rzeźbiarska ewaluowała i wypływała z potrzeb parafialnych. Oczywiście takim mecenasem sztuki, podsuwającym mi tematy rzeźbiarskie, był zawsze ks. Witek. Nie umiem odmówić rzeźby jeśli ma służyć do celów modlitwy. Ale, gdy poproszono mnie o Wenus z Milo do ogrodu, podziękowałam i odmówiłam – opowiada Helena Krysiak.

W Solcu Zdroju stoi jej autorstwa posąg Matki Bożej Niepokalanej i św. Józef z małym Jezusem. W Żukowie jest rzeźbiona kolumna wystawiona na pamiątkę Wiktorii Wiedeńskiej z prowizorycznym krzyżem, odkąd w czasie wojny żołnierz radziecki zestrzelił z niej rzeźbę Chrystusa Frasobliwego. Helena wyrzeźbiła nową, naturalnych rozmiarów postać Jezusa Frasobliwego.

11 listopada gotową figurę poświęcił ks. Witek. – Pamiętam, że wszędzie wtedy padało, a na polanie z figurą była słoneczna pogoda – wspomina. Dotychczas jej największa rzeźba to postać św. Jana Pawła II do parafii Sienno za Skarżyskiem-Kamienną. Dla Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie oraz do parafii w Czarnocinie wykonała posągi Matki Bożej. Dla szkoły w Solcu Zdroju, gdzie pracowała jako katechetka, zrobiła na pamiątkę rzeźby Kubusia Puchatka i jego przyjaciół oraz wiele innych.

Dopóki nie zobaczę głównej myśli, nie spocznę

– Jestem samoukiem i pracuję intuicyjnie. Kiedy robię duże rzeźby zaczynam od twarzy. Dopracowuję wyraz oczu i ust. Nie spocznę dopóki nie zobaczę tej głównej myśli. Wtedy już mam relację z tą osobą. I dalej już idzie. Teraz wykonuję stacje Drogi Krzyżowej i Drogę Światła dla Ośrodka Rekolekcyjnego w Redence k. Leska – mówi p. Helena. – Pierwsze stacje, wykuwane w pińczowskim kamieniu, a kamień na rzeźby jak zawsze ufundował ks. Witek, wyglądają jak kadry filmowe, poruszają. Ukończone już są: spotkanie Jezusa z Matką, Jezus i Piłat, Szymon Cyrenejczyk, Weronika, Upadek. Niedawno przyjechał ks. Stanisław Kozieł, duszpasterz tego Ośrodka, by zobaczyć jak wyglądają gotowe rzeźby. No i jego oczy i usta mówiły, że to jest to. A ks. Witek za każdym razem kiedy powstanie nowa stacja, patrzy i wzrusza się. Kocham Bieszczady, spędziłam w nich cudowne chwile, dlatego cieszę się, że te kamienie będą rzucone w przestrzeń gór. Będą patrzyły na bieszczadzkie połoniny.

Wszystko, co się stało przekroczyło moje wyobrażenia

Czyli studia pedagogiczne i katechetyczne, a potem praca katechety, formacja biblijna i duszpasterska we wspólnocie Grupa, przy księdzu Witku, w końcu praca w Domu Rekolekcyjnym na „Wyspie” i rzeźba. Pani Helena ukończyła Technikum Ceramiczne w Łysej Górze k. Tarnowa o kierunku ceramika artystyczna. Po maturze wybrała się na studia do Krakowa. Z matematyki szybko przeniosła się na pedagogikę. W tym czasie zaangażowała się w Duszpasterstwo Akademickieprzy kościele Kapucynów. Poznała Grupę skupioną wokół ks. Witka Świądra, zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Spotykali się w akademiku na Kręgu Biblijnym. Helena wraz z przyjaciółmi przyjeżdżała regularnie do Dłużca k. Wolbromia, a potem na inne probostwa, gdzie pracował ks. Świąder, na całonocną adorację i Mszę św. Zjeżdżało się od 20 do 30 osób. Dziewczyny i chłopaki. Obok formacji było także wychowanie przez pracę. Dziewczyny krzątały się w kuchni, chłopaki pomagali ks. Witkowi w pracach budowlanych i gospodarczych. I tak cały rok. Podsumowaniem był coroczny obóz z ks. Witkiem w Bieszczadach. Po tych latach pozostały wielkie i trwające do dziś przyjaźnie i niezapomniane wspomnienia.

Ks. Witek w tygodniu katechizował dzieci i chciał dać nową płaszczyznę religijną doświadczeń dla młodzieży. Zaproponował młodym (była wśród nich Helena), aby pomagali mu w katechizacji w każdą sobotę przez jeden rok. Dziewczyny przygotowywały materiały i organizowały dla dzieci zajęcia. – Wtedy doszło do mnie, że mam zbyt małą wiedzę teologiczną i metodyczną, by dobrze uczyć katechezy. Akurat bp Edward Materski zorganizował w Kielcach przy Kurii Studium Katechetyczne. Potrzeby kadrowe były ogromne. Z naszej Grupy zapisało się aż dziewięć osób – opowiada p. Helena.

Katechetka

Helena wspomina te zajęcia jako najlepszą szkołę metodyczną. Zawsze podczas zajęć były dwie katechezy pokazowe, przygotowane przez studentów. Robili konspekty, pomoce etc. Pozostali studenci zamieniali się w klasę szkolną. Na koniec było omówienie lekcji. To bardzo rozwijało przyszłych katechetów. – Wcale nie planowałam wtedy, że zostanę katechetką – mówi Helena. A jednak związała z tym zawodem niemal całe swoje życie, ucząc religii w różnych parafiach.Przydała się też matematyka, której uczyła jakiś czas będąc w Bieszczadach. Pracy było wtedy dużo. Oprócz trzydziestu godzin religii w ciągu tygodnia przygotowywała misteria, jasełka, przedstawienia, które angażowały wielu uczniów i rozwijały ich talenty. Ostatnie cztery lata przepracowała w parafii Dobrowoda. Dziesięć lat temu odeszła na emeryturę i zamieszkała w powstającym k. Budzynia Domu Rekolekcyjnym.

Mieszkanka lasu kochająca ludzi

Tak o sobie mówi. Bo choć mieszka wśród eremów, przez większość czasu otacza się ludźmi. Jak ona to robi? Klerycy, przyjeżdżający na dni skupienia, mówią, że kiedy jest za wiele na jej głowie, włącza „turbodoładowanie”. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zaopatrzenie i jeszcze ogród, który jest rozsiany wszędzie. – Gdybym nie była katechetką, to myślę, że zostałabym ogrodniczką, bo uwielbiam pracować w ogrodzie, nasadzać kwiaty, krzewy i różne roślinki. Mimo dzikiego, leśnego terenu na „Wyspie” przez cały rok coś kwitnie. Wiosną są to krokusy i przebiśniegi, latem piękne hortensje i inne. Wszystko to na wpół dziko, wkomponowane naturalnie w brzozy, buki i dęby. W stawach zadomowiły się lilie wodne. Z kwiatów tworzę różne kompozycje do kościółka, który jest sercem „Wyspy” – mówi.

Kameralną „Wyspę” odwiedza mnóstwo osób rocznie. Na rekolekcje przyjeżdżają grupy z całej Polski. Są świeccy i siostry zakonne, wspólnoty i duszpasterstwa. Niedawno odbyła się tu Szkoły Pisania Ikon, a zajęcia poprowadził br. Marcin Świąder – bratanek ks. Witka. Spokojne miejsce lubią też klerycy z kieleckiego Seminarium oraz księża i biskupi. – Biskup Jan był już tutaj wiele razy – mówi ks. Świąder. Odwiedzają również „Wyspę” pielgrzymi idący Szlakiem Jakubowym i zostają na nocleg. Od lat, w każdą pierwszą sobotę miesiąca, na nabożeństwo fatimskie przybywa Grupa związana z ks. Witkiem. Są to małżeństwa, rodziny i przyjaciele z różnych stron Polski. Jest adoracja, Msza św., nabożeństwo i Krąg Biblijny z dzieleniem się Słowem.

Helena logistykę ma w jednym palcu. Wcześniej przygotowuje ogromny gar żurku z kiełbasą i jajkami, aby nikt nie był głodny oraz swoje popisowe ciasto kruche z owocami pod bezą. Organizuje wszystko tak, aby móc w pełni uczestniczyć w czuwaniu i w Kręgu Biblijnym. – Dzielenie się Słowem jest zawsze mocnym i pięknym doświadczeniem – opowiada. – Pomagają mi również koleżanki, podczas gdy mężczyźni zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie gospodarcze z ks. Witkiem przy koszeniu, ogrodzeniu etc. W pracach pomagają również bracia Heleny, najwięcej Czesław.

Nie ma „Wyspy” bez ks. Witka, gospodarza i budowniczego tego miejsca, które tworzył z pasją od podstaw, wierząc, że jest potrzebne, bo przybliża ludzi do Boga.

– Moim ulubionym miejscem na „Wyspie” jest plac przy ognisku. Po sobotniej Mszy św. i Kręgu Biblijnym siedzimy z Grupą przyjaciół w dwadzieścia, a czasem dużo więcej osób, wokół ks. Witka. On gra na gitarze i śpiewa dawne ballady Okudżawy i inne piosenki, a my wszyscy się dołączamy – mówi p. Helena i dodaje: – Jestem szczęśliwa. „Wyspa” w tej chwili jest moim życiem i zadaniem, które wciąż otwiera przede mną pole do działania. Czasem przychodzą małe smuteczki, ale to normalne. Staram się żyć dniem dzisiejszym i nie oglądam się za siebie, nie gdybam. Wiem, że tutaj jestem potrzebna. Cieszę się, że mogę służyć. Nie lubię takiego patosu. – śmieje się p. Helena i dodaje: Z każdym dniem przychodzą nowe obowiązki. Daj Boże tylko siły! Opatrzności powierzam wszystko, co będzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Franciszek: uczniowie Jezusa powinni iść drogą ubóstwa

2018-10-18 12:35

st (KAI) / Watykan

O konieczności przemierzania przez wszystkich uczniów Pana Jezusa drogi ubóstwa mówił dziś papież podczas Eucharystii w Domu Świętej Marty w Watykanie. Ojciec Święty wskazał, że chodzi o trzy wymiary ubóstwa: wolność od uzależnień materialnych, cierpliwość w prześladowaniach a także wytrwałość w obliczu poczucia samotności i opuszczenia u kresu życia.

screenshot/TV Vaticana

W swojej homilii Franciszek nawiązał do słów kolekty mszalnej w święto Łukasza Ewangelisty, gdzie mowa o tym, że został on wybrany przez Boga, aby objawił misterium Jego miłości do ubogich. Ponadto papież odniósł się do zawartego w czytanym dziś fragmencie Ewangelii (Łk 10,1-9) rozesłania 72 uczniów, bez „trzosa ani torby, ani sandałów”.

Ojciec Święty podkreślił, że pierwszą formą ubóstwa, jaką powinni żyć uczniowie, by podjąć naśladowanie Jezusa jest wolność od pieniędzy i bogactwa. Polega ona na posiadaniu „serca ubogiego” i chociaż w pracy apostolskiej potrzebne są struktury czy organizacje, które wydają się być oznaką bogactwa, należy je dobrze używać, nie przywiązując do nich swego serca – przestrzegł Franciszek.

„Jeśli chcesz podążać za Panem, wybierz ścieżkę ubóstwa i jeśli masz bogactwo, bo Pan ciebie nimi obdarzył, abyś służył innym, to niech twoje serce nie będzie do nich przywiązane. Uczeń nie powinien bać się ubóstwa, wręcz przeciwnie: musi być ubogi” – stwierdził papież.

Następnie Ojciec Święty wskazał na drugą formę ubóstwa, jaką jest oddanie wszystkiego co posiadamy, nawet własnego życia Bogu w obliczu prześladowań. Przypomniał, że Pan Jezus powiedział do uczniów: „oto was posyłam jak owce między wilki”. Zauważył, że również dzisiaj wielu chrześcijan jest prześladowanych czy oczernianych z powodu Ewangelii.

„Wczoraj, w auli synodalnej, biskup z jednego z tych krajów, w których dochodzi do prześladowań opowiadał o chłopcu katolickim ujętym przez grupę młodych, którzy nienawidzili Kościoła, fundamentalistów; został pobity, a następnie wrzucony do kadzi, do której wrzucano błoto, a w końcu, gdy błoto sięgnęło mu do szyi domagali się, by wyparł się Jezusa Chrystusa. Odmówił. Wówczas wrzucili kamienie i go zabili. Wszyscy w auli o tym usłyszeliśmy. A nie chodzi o przykład z pierwszych wieków: to dwa miesiące temu! Jakże wielu chrześcijan cierpi dziś fizyczne prześladowania: «Zbluźnił! Na szafot z nim»” – przypomniał Franciszek.

Papież dodał, że istnieją również inne formy prześladowań, oszczerstw, plotek. Zaznaczył, że czasami trzeba się bronić, aby nie wywołać zgorszenia.

Trzecią formą ubóstwa wskazaną przez Ojca Świętego jest samotność, opuszczenie, o którym mówi pierwsze czytanie dzisiejszej liturgii z Drugiego Listu do Tymoteusza (2 Tm 4,9-17a). Św. Paweł mówi: „W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mię wszyscy opuścili”. Dodaje zaraz: „Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię”. Franciszek podkreślił, że ten los spotkał „największego spośród narodzonych z niewiasty” – Jana Chrzciciela. Ten wielki kaznodzieja, do którego ciągnęły tłumy zakończył swe życie w samotności, w więziennej celi, ścięty z powodu słabości monarchy, nienawiści cudzołożnicy i kaprysu dziewczyny. Papież przypomniał, że często w domach starców, gdzie przebywają księża lub zakonnice, którzy całe swoje życie poświęcili głoszeniu Ewangelii – czują się samotni i opuszczeni. Towarzyszy im jedynie Pan Jezus, ale nikt z ludzi o nich nie pamięta.

Na zakończenie swej homilii Franciszek przypomniał słowa Pana Jezusa skierowane do Piotra: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21,18). Dodał, że sam Pan Jezus w godzinie męki czuł się osamotniony i wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Mt 27, 46). Papież wezwał o modlitwy za wszystkich uczniów: kapłanów, siostry zakonne, biskupów, papieży, świeckich, aby potrafili kroczyć ścieżką ubóstwa, tak jak tego chce Pan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Urodziny Eminencji Gulbinowicza

2018-10-19 02:33

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Kard. Gulbinowicz całuje portret rodziców

W Hali Stulecia spotkali się najważniejsi mieszkańcy miasta – były władze miejskie, samorządowe, ale też przedstawiciele duchowieństwa, zgromadzeń zakonnych i liczna grupa kleryków z MWSD z księdzem rektorem na czele. W imieniu metropolity wrocławskiego przemawiał ordynariusz świdnicki bp Ignacy Dec. Krok po kroku podsumowywał działalność Kardynała wskazując liczne osiągnięcia na przestrzeni lat, które nie tylko wzmacniały wrocławski Kościół, ale promowały Wrocław poza granicami kraju. Prezydent Wrocławia przytoczył kilka anegdot, które mimo, iż opowiadane wcześniej, za każdym razem wywołują salwę śmiechu i burzę oklasków, bo ich bohater, kard. Gulbinowicz, odsłania się jako ten, który ceni ludzi i umie zdobywać ich serca.

- Dwadzieścia kilka lat temu, krótko po ślubie odwiedzałem wielokrotnie ówczesnego arcybiskupa metropolitę wrocławskiego, jeszcze nie kardynała, księdza Henryka Gulbinowicza – opowiadał prezydent. Wizytom towarzyszyły zabawne rozmowy, powtarzane jak rytuał, które niniejszym przytaczam: - I jak tam, dzieci już masz? Wówczas jeszcze nie mieliśmy dzieci, więc odpowiadałem niezmiennie: Ekscelencja przecież wie, że jeszcze nie. - Przyjdź do mnie, dam ci krople. - Jakie krople? - Litewskie, pomagają w tych sprawach.

Prezydent przypomniał również historię przechowywanych przez Eminencję pieniędzy „Solidarności”: Otóż w 1982 r. zjawiliśmy się u arcybiskupa Gulbinowicza: Tesia Szostek i ja, aby - któryś już raz - zaczerpnąć ze słynnych 80 milionów złotych, które tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego Dolnośląska Solidarność zdeponowała u metropolity. Zaczerpnąć na potrzeby podziemnej Solidarności. Ksiądz arcybiskup chciał nam przekazać pieniądze w obecności świadka i poprosił do siebie księdza biskupa Dyczkowskiego. Ponieważ jednak wszyscy obawiali się wówczas podsłuchów, to, kiedy biskup Dyczkowski wszedł do gabinetu, arcybiskup wskazując Tesię i mnie powiedział do Adama: "Księże biskupie, siostry przyszły do nas z prośba o pieniądze na ochronkę". Harnaś nie zorientował się jednak, o co chodzi i rozpostarłszy ramiona ruszył w moim kierunku mówiąc: "Witam drogi Rafale!" Na co zirytowany Gulbinowicz trzasnął dłonią w biurko i zirytowany rzucił: "Nie Rafał, tylko siostry, siostry mówię!" – konkludował prezydent pośród oklasków.

Niespodzianką dla Jubilata był podarowany przez prezydenta Wrocławia portret rodziców. Na płótnie, obok Walerii i Antoniego Gulbinowiczów artysta namalował małego Henia z gołymi stopami. I choć Kardynał kilkakrotnie podkreślał, że nic nie słyszy i nie widzi, serdecznie ucałował osoby na płótnie…

Sam Jubilat przemawiał dwa razy: błogosławiąc gościom i zapewniając o swojej modlitwie: „Nie myślcie, że przyszedłem z niczym, już Mszę za was odprawiłem”. I po raz drugi, na zakończenie, gdy wzruszony pięknem wieczoru zapewnił, że bardzo się cieszy i chciałby pożyć jeszcze przynajmniej dwa lata, ale jest zobowiązany zaprosić wszystkich…na pogrzeb. Oczywiście, zaproszenie, wypowiedziane z wileńską swadą, wywołało burzę oklasków i uśmiech na twarzy Jubilata.

Sercem świętowania był koncert orkiestry NFM, chóru i solistów pod dyrekcją Agnieszki Franków – Żelazny. Zabrzmiały Pieśni i arie z oper Moniuszki, a występ otworzyła "Litania ostrobramska" skomponowana na cześć Najświętszej Marii Panny z ostrej Bramy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem