Reklama

Potrzebne najprostsze głoszenie Jezusa

2018-11-07 08:52

Anna Skopińska
Edycja łódzka 45/2018, str. VI

Archiwum o. Macieja Plewki
O. Maciej Plewka

Z o. Maciejem Plewką, redemptorystą, od niedawna proboszczem parafii św. Marka Ewangelisty w Łodzi, rozmawia Anna Skopińska

Anna Skopińska: – Jak redemptoryści odnajdują się w Łodzi?

O. Maciej Plewka: – Jesteśmy w Łodzi i w całej archidiecezji jako pierwsi. Do tej pory nie mieliśmy żadnej placówki na tym terenie. Rozpoczęliśmy pracę 1 sierpnia, na Bałutach, w parafii św. Marka Ewangelisty. Jak się odnajdujemy? W charyzmacie. Posłani do ubogich i opuszczonych, by głosić Ewangelię.

– Ta parafia, to miejsce, te rejony – to są właśnie tacy ludzie?

– Ubodzy, opuszczeni. Jest co robić.

– A na czym polega ta praca?

– Na razie przyglądamy się i prowadzimy typowo parafialne duszpasterstwo w kościele. Czyli nabożeństwa – w październiku był Różaniec, na który zapraszaliśmy m.in. dzieci i młodzież, i frekwencja była bardzo dobra. W listopadzie wypominki za zmarłych, a w grudniu Roraty. Poza tym troszczymy się o piękno liturgii, głoszenie słowa Bożego i posługę w sakramencie pokuty. Redemptoryści to też rekolekcje, misje parafialne. Kapłani jadą do konkretnej parafii i przez kilka dni prowadzą tam nauki. To jest taki nasz ścisły charyzmat – głosić w terenie.

– Tu też tak będzie?

– Jeśli kapłani będą chętni, by w parafii poprowadzić rekolekcje adwentowe czy wielkopostne, albo misje święte, to jesteśmy na to gotowi.

– Będą? Czy już może są?

– Powoli się podpytują.

– Jakie ma Ojciec propozycje z rekolekcjami? Mogą być one z efektem „wow”?

– Rekolekcje adwentowe i wielkopostne to pierwsza rzecz, jaką możemy poprowadzić. „Wow” nie tylko zależy od prowadzącego rekolekcje czy misje, ale przede wszystkim od modlitwy proboszcza i całej parafii, w której te misje są prowadzone, a wtedy na pewno Duch Święty powieje i będzie duchowe „wow”. Ponadto redemptoryści prowadzą rekolekcje dla różnych grup i środowisk społeczno-intelektualnych.

– A łódzka ekipa? W jakich środowiskach funkcjonuje?

– Jesteśmy duszpasterzami, ale mamy też praktykę głoszenia rekolekcji i misji ludowych. Przełożony naszej wspólnoty jest misjonarzem, długie lata był także formatorem kleryków. Ja od święceń kapłańskich jestem w duszpasterstwie dziecięco-młodzieżowym, o. Paweł również w duszpasterstwie i katechizował też w różnych szkołach.

– Z jaką reakcją się spotykacie?

– Jest bardzo duża życzliwość, otwartość. Jesteśmy kolejnym zgromadzeniem i chcemy być jednością w archidiecezji. Choć inaczej ubrani, to ten sam Jezus, ten sam sakrament.

– Czym możecie przyciągnąć?

– Przede wszystkim otwartością i radością. Jesteśmy otwarci na ludzi, nasz kościół jest naszym wspólnym domem, można skorzystać z sakramentu pokuty, wspólnie z nami modlić się na nabożeństwach. Skończyliśmy remont centrum duszpasterskiego w budynku, w którym mieszkamy. 9 listopada Ksiądz Arcybiskup z naszym prowincjałem otworzyli to pomieszczenie.

– Co tam się będzie działo?

– Chcemy by odbywały się spotkania dla dzieci, młodzieży, starszych. Formacyjne, luźne, przy kawie i herbacie. Zaproszeni są nie tylko parafialne, ale wszyscy.

– Jest Ojciec tu już kilka miesięcy. Rekolekcji „z czego” najbardziej potrzebujemy?

– Potrzebne jest najprostsze przepowiadanie, najprostsze głoszenie Jezusa. Nie jakieś górnolotne czy tematyczne. Tylko proste pokazanie, że Jezus jest miłością i kocha każdego człowieka.

– To przemówi do ludzi?

– Myślę, że tak.

– Dużo jest teraz takich z dala od Kościoła?

– Statystyki pokazują, że w naszej parafii do kościoła chodzi 9 proc. parafian, więc na parafię prawie 10-tysięczną to poniżej tysiąca osób uczęszczających na niedzielną Mszę św.

– Tak faktycznie jest?

– Jest. Choć odkąd tu jesteśmy coraz więcej ludzi przychodzi i coraz bardziej podwyższa się frekwencja. Ale na początku, jak rozpoczynaliśmy nabożeństwa różańcowe, dzieci było 10. A w miarę upływy czasu dzieci przychodziło coraz więcej i liczba sięgała 30. To samo z niedzielną Mszą św. W sierpniu było kilkoro dzieci przez cały dzień, a teraz już jest całkiem spora gromadka i nawet powoli tworzy się schola dziecięca.

– Nie był Ojciec trochę przerażony?

– Miałem całkowite zaufanie do Pana Boga. Skoro postawił mnie w tym miejscu, to też poprowadzi. I była też nadzieja. Po ludzku pojawiał się może strach, ale wewnątrz miałem spokój.

– Teraz jest go więcej?

– Tak. Nie tylko więcej spokoju, ale też pojawia się radość. Że to, co już zaczęliśmy, spotyka się z pozytywną reakcją ludzi. Widzę też po oczach ludzi, że nie ma wrogości, ale ogromna życzliwość.

– Ci ludzie potrzebowali czegoś takiego?

– Duch Święty wieje, kiedy chce i jak chce, i naszym ludzkim umysłem tego nie zrozumiemy. Niech się dzieje wola Boża.

– Wcześniej pracował Ojciec m.in. w Warszawie i Krakowie. Widać różnicę między tymi miejscami a Łodzią?

– Jest inna specyfika pracy. Elbląg był inny, Warszawa jest inna, Kraków... Tego się nie da porównać. Każde miasto ma swoją historię, jakieś swoje przyzwyczajenia. Tu wchodzimy w Łódź, która potrzebuje – przynajmniej na dziś po tych kilku miesiącach bycia z tymi ludźmi – otwarcia się. Jak na razie widzę coś pozytywnego. A Pan Bóg poprowadzi, bo po ludzku, co ja mogę.

– Powiedział Ojciec, że jesteście posłani do ubogich...

– Św. Alfons Maria Liguori w pewnym momencie zobaczył całkowite ubóstwo, całkowite zero, jeśli chodzi o wiarę. Zobaczył ludzi, którzy nie mieli pojęcia o Bogu, nie umieli zrobić znaku krzyża. I razem ze swoimi towarzyszami 9 listopada 1732 r. założył Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela – Redemptorystów, które jest w Kościele posłane do opuszczonych i ubogich, by głosić im Dobrą Nowinę o Jezusie.

– Z tych jego metod czerpiecie i dziś? Czy to już teraz jest inny świat od tego, jaki był w XVIII wieku?

– Głoszenie Ewangelii to jest dalej kontynuacja, nawet jeśli spojrzymy tu tylko na Radio Maryja. Radio Maryja głosi ubogim i opuszczonym. Opuszczeni i ubodzony od strony materialnej, ale także opuszczeni, osoby starsze, chore, te – które zostały same w domach, bo dzieci i wnuki wyjechały. To jest dla nich głos, czyli dla tych ubogich, zostawionych samych. Patrząc nawet na szkoły, w których niektórzy z nas uczą, a sam uczyłem jeszcze do końca czerwca, są dzieciaki, młodzież, która bardzo często jest sama. Bo rodzice albo zajęci pracą, albo tkwią w rożnych nałogach. Przychodzą więc do nas, z nami się spotykają, przed nami otwierają. Byłem też spowiednikiem w dużym ośrodku wychowawczym dla dziewcząt, które są w konflikcie z prawem. To jest nasz charyzmat, który w różnej formie możemy wypełniać. W Łodzi jest to konkretna praca w parafii. Jest wielu ludzi, którzy czekają na to, by ksiądz po prostu, po ludzku z nimi porozmawiał, zatrzymał się, wysłuchał. I próbujemy to robić.

– Będziecie szukać ubogich?

– Tak. Już to robimy. Dużym miernikiem dla nas będzie wizyta duszpasterska. Wejdziemy w konkretne domy i zobaczymy „od środka” naszą parafię i problemy z jakimi spotykają się nasi parafianie. Będziemy dostosowywać nasze duszpasterstwo do tych potrzeb. Dla mnie na dzisiaj priorytetem jest praca z dziećmi i młodzieżą. Będę chciał też zebrać młode i starsze małżeństwa i stworzyć wspólnoty małżeńskie, i też zatrzymać się przy samotnych, starszych. Przeglądając kartoteki, widzę, że w parafii jest dużo wdów w rożnym wieku. Dzisiaj pomysły mogą być, ale to wszystko zweryfikuje życie.

Tagi:
wywiad

Reklama

Silni mocą Ducha

2019-04-16 18:56

Ks. Zbigniew Suchy
Edycja przemyska 16/2019, str. VI

Tego człowieczeństwa się od nich uczę i myślę, że coraz bardziej go nabieram, dlatego to doświadczenie uważam za bardzo istotne

Archiwum ks. M. Koperskiego
Ks. Marcin Koperski na Pustyni Judzkiej

Ks. Zbigniew Suchy: – Na początek proszę o kilka słów, które przybliżą Księdza postać naszym Czytelnikom.

Ks. Marcin Koperski: – Urodziłem się w 1980 r., w Przemyślu i po skończeniu III Liceum Ogólnokształcącego wstąpiłem do seminarium. Po święceniach kapłańskich i rocznej posłudze w Sanoku zostałem skierowany na studia specjalistyczne do Rzymu, na kierunek literatury starożytnej chrześcijańskiej i klasycznej. Po zakończonych studiach i po rocznym wikariacie w Przeworsku zacząłem pełnić posługę moderatora diecezjalnego Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Przemyskiej. Zarazem mam przyjemność wykładać łacinę w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś Poniedziałek Wielkanocny i Śmigus-Dyngus

2019-04-22 10:00

maj / Warszawa (KAI)

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym - drugim dniem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - wiąże się tradycja Śmigusa-Dyngusa. Śmigus i Dyngus to dwa odrębne obyczaje, które praktykowane były jednego dnia. Dlatego z czasem ich nazwy się połączyły.

Ryan McGuire/Pixabay

Dyngusem nazywano datek dawany przez gospodynie mężczyznom chodzącym w Poniedziałek Wielkanocny po domach, składającym życzenia świąteczne i wygłaszającym oracje i wiersze o męce Pańskiej, czy też komiczne parodie. W zamian za to otrzymywali jajka, wędliny i pieczywo.

Śmigus z kolei to obyczaj polewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Stąd też nazwa "lany poniedziałek". Zwyczaj prawdopodobnie ma korzenie pogańskie i wiąże się z radością po odejściu zimy oraz z obrzędami mającymi zapewnić urodzaj i płodność.

Chrześcijaństwo dodało do tego oczyszczającą symbolikę wody, a także tradycję, zgodnie z którą oblewanie wodą jest pamiątką rozpędzania tłumów, które gromadziły się w poniedziałek, rozmawiając o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

W Poniedziałek Wielkanocny gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.

Wodą oblewano jednak przede wszystkim młode dziewczęta. Nieoblana panna była zdenerwowana i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów.

Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Największe święta chrześcijańskie, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie obchodzi się przez dwa dni, aby móc głębiej rozważać te tajemnice wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gorzów: Wigilia Paschalna - fotogaleria

2019-04-22 20:42

Agata Zawadzka

Bp Paweł Socha przewodniczył liturgii Wigilii Paschalnej w parafii Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Agata Zawadzka

Przytaczamy wybrane myśli z homilii Księdza Biskupa:

„Dzisiejsza liturgia zaczęła się od światła. (…) Światłem jest Bóg ze swoim boskim prawem”.

„Chrystus jest Źródłem życia. Zmartwychwstanie to przyjęcie śmierci, aby ją zwyciężyć. I przez to zwycięstwo nad śmiercią zasiadać po prawicy Ojca w człowieczeństwie. Życie wieczne przywraca nam Jezus Chrystus”.

„Jezus uobecnia swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie w Eucharystii. Dzieło zbawienia aktualizuje się w każdej Mszy świętej”.

„Życie wieczne w Bogu. To jest istota dzisiejszego święta. I dlatego taka wielka radość, że w Chrystusie mamy dar życia wiecznego”.

Zobacz zdjęcia: Gorzów - Wigilia Paschalna w parafii Pierwszych Męczenników Polski 2019
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem