Reklama

Misja Generała Ryszarda Kuklińskiego

2018-03-09 11:06

Jadwiga Kamińska

Marek Kamiński

W Łodzi w Instytucie Europejskim przy ul. Piotrkowskiej 262/264 prezentowana jest wystawa „Generał Ryszard Kukliński – Polska Samotna Misja”.

Na dwudziestu planszach prezentowanych jest około 300 fotografii i dokumentów dotyczących patriotycznego działania Generała, jego walki o wolną Polską i konsekwencji związanych z tą działalnością. Otwarciu wystawy towarzyszył wykład Filipa Frąckowiaka Dyrektora Izby Pamięci Generała Ryszarda Kuklińskiego.

Pierwsze plansze ukazują młodzieńcze lata Kuklińskiego, początek służby w Ludowym Wojsku Polskim oraz kolejne szczeble kariery. Następne plansze dokumentują Układ Warszawski, obecność Wojsk Radzieckich w Polsce, Praską Wiosnę i wydarzenia na Wybrzeżu w 1970 r.

Marek Kamiński

„Samotna Misja – Moskwa” to współpraca z CIA i współpraca u boku gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jednym z najważniejszych udostępnionych i odtajnionych po upadku PRL dokumentów prezentowanych na planszy „III Wojna Światowa” jest mapa ataku ZSRR na Europę Zachodnią. „Plan operacji zaczepnej Frontu Nadmorskiego” 25.02.1970 r. zatwierdził swoim podpisem ówczesny minister obrony narodowej gen. W. Jaruzelski. Jak podkreślił Filip Frąckowiak, gdyby wybuchła III wojna światowa, doktryna operacyjna polskich sił zbrojnych była podporządkowana doktrynie wojennej Układu Warszawskiego. Ludowe Wojsko Polskie, a właściwie polskie mięso armatnie, około 500 tys. żołnierzy, miało uczestniczyć w ataku na Północno - Zachodnią Europę. Taką rolę polskim żołnierzom wyznaczyli sowieccy marszałkowie. Plany sowieckie przewidywały też uderzenie jądrowe, a to spowodowałoby odwet sił NATO, w wyniku którego śmierć poniosłoby ponad 4 miliony Polaków.

Reklama

Ewakuacja, stan wojenny i wyrok śmierci, śmierć synów to niezwykle wzruszające zdjęcia ukazujące jak wielką cenę zapłacił Ryszard Kukliński za swoją misję.

Zdjęcia ukazujące rehabilitację, powrót do Ojczyzny dokumentują ostatnie lata życia Generała. Na planszy zatytułowanej „Pogrzeb” uwagę zwiedzających przykuwa fotografia z urną z prochami Generała, przykrytą biało – czerwoną flagą z godłem Polski w rękach dziennikarza Józefa Szaniawskiego (ojca Filipa Frąckowiaka), ostatniego więźnia politycznego PRL, dzięki którego staraniom prochy bohatera sprowadzono do Polski.

Generał Ryszard Kukliński został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

- To miejsce, w którym został pochowany, to jest pierwsze miejsce od bramy głównej cmentarza. To jest bardzo ważna symbolika. Symbolika od 2004 r. miała następujące znaczenie. „Niech każdy komunista i postkomunista, który będzie przekraczał bramy tego cmentarza, potyka się o ten grób jako wyrzut własnego sumienia” – powiedział Filip Frąckowiak.

Wystawę w Instytucie Europejskim można zwiedzać do 16 marca. Wstęp wolny.

Tagi:
wystawa

Zofia Kossak i jej dziedzictwo

2018-06-20 11:27

Anna Wyszyńska

Wystawa „Bezcenne dziedzictwo. Zofia Kossak (1889-1968)”, która w kwietniu br. była prezentowana w siedzibie Senatu RP, trafiła obecnie do Częstochowy i można ją oglądać w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Długosza przy al. Armii Krajowej 36a.

AKW

Otwarcie wystawy odbyło się 19 czerwca 2018 r. Uczestniczyli w nim m.in. senator Artur Warzocha, który był inicjatorem konferencji i wystawy poświęconej pisarce, rektor Uniwersytetu prof. dr hab. Anna Wypych-Gawrońska, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego dr hab. Agnieszka Czajkowska prof. UJD oraz Anna Fenby-Taylor wnuczka pisarki i prezes Fundacji Zofii Kossak.

Artur Warzocha przypomniał, że wystawa towarzyszyła dwudniowej konferencji poświęconej życiu i twórczości Zofii Kossak, która rozpoczęła się 24 kwietnia w Senacie RP, a dnia następnego była kontynuowana w Częstochowie. – Krótki, ale bardzo intensywny pobyt Zofii Kossak w Częstochowie zaowocował; m.in. tym, że zostały tutaj spisane wspomnienia pisarki z obozu Auschwitz-Birkenau, gdzie była więziona przez kilka miesięcy. Wspomnienia, wtedy były jeszcze bardzo świeże, mają wartość dokumentu. W 1945 r. ukazywały się one w odcinkach na łamach, reaktywowanej, także za przyczyną Zofii Kossak, „Niedzieli” – podkreślił senator Warzocha.

Zauważył również, że jest wiele śladów obecności pisarki na Jasnej Górze, ale ten wątek wymaga odrębnego podejścia i szczegółowych badań. – Zarówno w twórczości jak i publicystce Zofii Kossak wielokrotnie pojawia się myśl, o której warto przypominać, po to, aby ten przekaz przebił się do szerokiej opinii publicznej – kontynuował Artur Warzocha. – Częstochowa to miejsce nierozerwalnie związane z historią narodu polskiego. Ta myśl wybrzmiewa w twórczości Zofii Kossak, zarówno w jej twórczości przed pobytem w Częstochowie, jak i w trakcie pobytu, a także później.

Senator podzielił się spostrzeżeniem, że twórczość Zofii Kossak może nam towarzyszyć przez całe życie, ponieważ w jej dorobku są bajki dla dzieci, książki dla młodzieży i wspaniałe powieści dla dorosłego czytelnika. Każdy, kto dotknął tej literatury i publicystyki ma za co być wdzięczny Zofii Kossak.

Wnuczka pisarki Anna Fenby Taylor podziękował za pamięć o niej i zorganizowanie wystawy, która prowadzi nas do wniosku, że historia jest wielką nauczycielką. Wiele możemy się nauczyć nie tylko z książek Zofii Kossak, ale także z jej biografii. – Zofia Kossak jest złożoną postacią, miała bardzo trudne życie i musiała podejmować trudne deczyzje. Mam nadzieję, ze wystawa będzie dobrze służyć wielu osobom – zakończyła Anna Fenby Taylor.

Z kolei rektor uczelni prof. dr hab. Anna Wypych-Garwońska podziękowała senatorowi Arturowi Warzosze za inicjatywę zorganizowania konferencji i wystawy. – Cieszę się, że nasza uczelnia, nasi pracownicy mogli się wpisać w tak dobrą inicjatywę, że udało nam się zrobić coś dla wielkiej pisarki i wyjątkowego człowieka – podkreśliła rektor. Przypomniała również o planowanych kolejnych działaniach poświęconych Zofii Kossak m.in. konkursie wiedzy o jej życiu i biografii.

Wystawa w Bibliotece UJD będzie czynna do 14 lipca br. „Niedziela” jest jednym z jej patronów medialnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W białych rękawiczkach

2018-06-19 11:34

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Czy Polakom wystarczy sił, aby iść pod prąd i wobec coraz bardziej zateizowanych, zmaterializowanych i często wynaturzonych społeczności świadczyć o tym, że światem rządzi Bóg... Polska ma wielką rolę do spełnienia w związku z szerzącą się kulturą śmierci. Ostatnio dotarł do nas mocny głos papieża Franciszka, który porównał aborcję eugeniczną, czyli dokonywaną z powodu chorób i wad płodu, do zbrodni nazistów. „W zeszłym stuleciu cały świat był zgorszony tym, co robili naziści, by doprowadzić do czystości rasy. Dzisiaj robimy to samo, ale w białych rękawiczkach” – powiedział Ojciec Święty. Zabijanie chorego dziecka, aby zapewnić sobie spokojne życie, papież Franciszek nazwał dzieciobójstwem.

Zobacz także: W białych rękawiczkach

Przytoczona papieska wypowiedź to bardzo ważny głos skierowany do nas właśnie teraz, gdy polscy politycy mają podjąć decyzję, której ceną jest ludzkie życie. Od kilku miesięcy czeka w sejmowej zamrażarce na rozpatrzenie obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, pod którym swoje podpisy złożyło prawie milion Polaków. Domagają się oni zaprzestania zabijania nienarodzonych dzieci z powodu podejrzenia, że mogą być chore. Stanowisko obrońców życia zostało wzmocnione przez różne gremia, a ostatnio przez Prokuratora Generalnego, który przesłał do Trybunału Konstytucyjnego swoją opinię, jednoznacznie wskazującą, że zabijanie dzieci ze względu na podejrzenie niepełnosprawności jest niezgodne z konstytucją. Większość polskiego społeczeństwa z niecierpliwością oczekuje na przyspieszenie działań Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, rozpatrującej obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, aby wreszcie przerwać zabijanie w majestacie prawa chorych dzieci.

Nasza mobilizacja jest konieczna, bo Polska to już ostatni bastion chrześcijaństwa i normalności w Europie, a także ostatnia szansa dla nienarodzonych. Nie można dopuścić do powtórki z Irlandii, w której w ciągu dwóch pokoleń wzorcowe katolickie społeczeństwo przekształciło się w awangardę zeświecczenia i anty-Dekalogu. Efektem jest to, że w chwili próby, którą było powszechne referendum w dniu 23 maja br., jej obywatele wybrali śmierć. Miażdżącą przewagą głosów zdecydowali o uchyleniu konstytucyjnej ochrony życia nienarodzonych. Możemy się spodziewać, że po tym, co wydarzyło się w Irlandii, wzrośnie również presja środowisk proaborcyjnych na katolicką Polskę. W tym przełomowym momencie trzeba usłyszeć wołanie kard. Roberta Saraha, aby iść pod prąd i stawiać opór wszelkiemu prawu przeciwko życiu i przeciwko rodzinie. Ostatnio we Francji powiedział, że społeczeństwo zachodnie postanowiło zorganizować się bez Boga i postawić na konsumpcję, na zysk za wszelką cenę oraz na indywidualizm. Powstały więc przestrzenie ciemności, kłamstwa i egoizmu, karmiące się hałasem tego świata zagłuszającym głos sumienia. „Zachodnie społeczeństwo pozbawione Bożej Światłości już nie umie szanować osób starszych, towarzyszyć chorym na drodze ku śmierci, robić miejsca najuboższym i najsłabszym. Ma do zaoferowania tylko pustkę i nicość. Pozwala się bujnie plenić najbardziej szaleńczym ideologiom. Zachodnie społeczeństwo bez Boga może stać się kolebką terroryzmu etycznego i moralnego, bardziej szkodliwego i niszczącego niż terroryzm islamistów” – przestrzega kard. Sarah. Wzywa, by ratować cywilizację przez zaproszenie Boga do centrum swojego życia. To przesłanie muszą usłyszeć Polacy, na których liczą społeczności próbujące się wyrwać z dekadencji zachodniego świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prof. Alojzy Gryt - autor ołtarza na przyjazd Jana Pawła II w 1983 r.

2018-06-21 22:42

Agnieszka Bugała

Wysokie stopnie ołtarza, forma prostokąta z wyciętym krzyżem. Chcieliśmy włączyć teren całego hipodromu w przeżywanie tego spotkania z Papieżem. Mieliśmy zamiar w różnych miejscach postawić drewniane krzyże, aby nie mocować ich w ziemi, obsypywaliśmy belki kamieniami. Chcieliśmy, aby ludzie mieli krzyże w rękach, podnosili je do góry. Znajomi artyści, rzemieślnicy, przyjaciele zrobili krzyże i rozdawali na miejscu. Ja również mam w domu krzyż – pamiątkę wizyty Jana Pawła II – mówi prof. Alojzy Gryt, wybitny rzeźbiarz, autor szklanego „Zdroju” na wrocławskim rynku. W 1983 r. współautor papieskiego ołtarza na Partynicach.

DK Rybnik
Prof. Alojzy Gryt

Dwa lata przed wizytą Papieża kard. Gulbinowicz zwrócił się do nas – Józefa Sztajera, Leona Podsiadłego i do mnie, Alojzego Gryta – byśmy podjęli się zadania zbudowania ołtarza na przyjazd Jana Pawła II. Przedstawiliśmy kilka projektów decydując, że niezależnie od tego, który z nich wybierze Kardynał, będziemy pracować w takim składzie. Były rysunki, modele, wszystko zgodnie z procedurą. To był stan wojenny, odmienne warunki działania, ale dobry kontakt z kurią. Przygotowaliśmy dokumentację projektową – ważny był czas, nie można było zwlekać, 26 metrów wysokości, wiązanie betonu. Konstrukcja nie była zabetonowana w ziemi – na to nie było czasu. Pracownik z kurii, który nam pomagał i odpowiadał za konstrukcję, wpadł na pomysł, aby obciążyć wszystko gotowymi elementami z zewnątrz, to skróciło czas. I było rozwiązaniem genialnym. Pomysły władzy Pojawiła się myśl, że konieczne będą napisy o ziemiach odzyskanych. Władze nalegały, aby treści „zawsze z macierzą” znalazły się na placu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w czasie rodzącej się wyrazistości politycznej to pomysł niedobry, próbowaliśmy go obejść. Mieliśmy informacje, że telewizja musi mieć swój przejazd, aby transmitować Papieża. Sprzęt telewizyjny nie był tak sprawny, aby z odległości dwustu, trzystu metrów obraz pozostawał nadal w wysokiej ostrości. Wiedząc o tym w taki sposób ustawiliśmy plansze, odpowiednio daleko od ołtarza, aby nie było możliwości skojarzenia ich treści z ołtarzem. Operator nie mógł tego pokazać razem. Idea i Chrystus Idea to negatyw krzyża i Chrystus zmartwychwstały. Krzyż – prostopadłościan, drewniana konstrukcja obłożona płytami i pomalowana farbą. Na gruncie wrocławskim w tamtym czasie Zmartwychwstałego przedstawiało się w bieli, nie było koloru. Doszliśmy do wniosku, że ten Chrystus też będzie biały, ale, jak w gotyku, w szacie czerwonej. Zrobiliśmy model – nie można było wykonać figury w kamieniu, czasowych elementów tak się nie projektuje. Powstał metalowy szkielet z prętów. Później obłożono go jutą moczoną w kleju wikolu, dodatkowo wzmocniono gipsem połączonym z klejem. W klejeniu figury pomagali nam inni koledzy ze szkoły na Traugutta, ponieważ jej rozmiar był rzeczywiście duży, nie dalibyśmy w trójkę rady. Biały nie chce być czerwonym Kupiliśmy drogie farby i... zaczęły się problemy. Każdy kontakt koloru z tą białą, gipsowo-klejową figurą przynosił nie taki efekt, jaki początkowo zaplanowaliśmy. Nie wiedzieliśmy, na czym to niedopasowanie polega. Chlapaliśmy farbą, aby się przyzwyczaić. Grupa młodszych kolegów przyglądająca się naszej pracy mówiła: świetnie, tak po meksykańsku. Ale ten „meksyk” nas nie uspokajał. Poszliśmy z Podsiadłym do Kardynała i powiedzieliśmy mu, że spróbujemy jednak tak współcześnie, w bieli. Kardynał na to: A co mówiliście przedtem? No, że czerwony. To nie wymyślajcie, tylko zróbcie tak, jak było na początku. Decyzja zapadła. Wróciliśmy do pracowni, czasu było niewiele i metodą prób i błędów, trochę bez przekonania, pokryliśmy płaszcz czerwoną farbą. Wieczorem przed dniem, w którym dźwig miał zawieźć figurę na Partynice, odczuwałem wielki niepokój i niepewność. To zbyt ważna praca, aby nie być pewnym, że jest dobrze. Rano poprosiłem żonę, aby pojechała ze mną na Traugutta i jeszcze przed zdjęciem ze ściany zobaczyła całość. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że chyba jest dobrze. Dźwig miał trudną pracę do wykonania i ekipa ludzi, którzy musieli linami zabezpieczać figurę przed odchyleniem podczas zdejmowania jej ze ściany również. Jednak kiedy nastąpiło tąpnięcie, wszyscy gwałtownie odskoczyli i puścili liny. Zostaliśmy tylko my trzej, trzymając je kurczowo i ratując tym samym owoc naszej pracy. Chrystusowi obił się palec, ale to była drobna sprawa.

Chrystus jechał na Partynice przez całe miasto. Tam dźwig podniósł figurę, aby ją zainstalować na krzyżu. Kiedy wspinała się coraz wyżej, stojąc na ziemi poczułem ogromną satysfakcję i pewność: tak, to jest świetne. Skala miejsca, właściwa perspektywa – tego brakowało w pracowni. W przygotowaniu ołtarza decydowały detale: kwiaty, kolory. Pamiętam, że pomalowaliśmy na biało czarne kable mikrofonów, aby zespalały się z resztą tła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem