Informacje na temat św. Krzysztofa mieszają się z narosłymi wokół jego postaci legendami. Wiele o jego życiu mówi Złota legenda Jakuba de Voragine – najpopularniejszy średniowieczny zbiór żywotów świętych. Krzysztof miał być olbrzymem, który pragnąc odpokutować swoje grzeszne życie, zamieszkał nad Jordanem, by przenosić na swoich barkach pielgrzymów zmierzających do Ziemi Świętej. Pewnego razu przeniósł dziecko, które okazało się Zbawicielem. Stąd pochodzi imię Christoforos, czyli niosący Chrystusa.
Wiele na to wskazuje, że Krzysztof urodził się w Azji Mniejszej, w rzymskiej prowincji Licja, w rodzinie pogańskiej, a ok. 250 r. poniósł śmierć męczeńską. Część badaczy identyfikuje go z legionistą o imieniu Menas, który przyjął chrzest; dzięki niemu nawracały się setki żołnierzy. Zgodnie z tym przekazem miał zostać zamęczony w czasie prześladowań Dioklecjana.
Pierwsze wzmianki o jego kulcie pochodzą z 452 r., gdy wspomniano wystawioną ku jego czci bazylikę w Bitynii. O znaczeniu jego kultu świadczy fakt, że został zaliczony do grona czternastu świętych wspomożycieli. Wierni wzywają go w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jest patronem Ameryki, Wilna, pielgrzymów, flisaków, marynarzy i żeglarzy, osób podróżujących i kierowców. Najbardziej znany jest jako patron tych ostatnich.
Przeżywamy liturgiczne wspomnienie św. Krzysztofa, patrona kierowców. Jego osoba przypomina nam, ludziom wierzącym, że trzeba zachowywać prawo, które zostało ustanowione dla dobra wszystkich korzystających z dróg, także pieszych. Reguły prawa drogowego mają więc swój aspekt moralny . Chodzi nie tylko o parametry techniczne i sprawność samochodu, ale istotny jest człowiek, który pojazd prowadzi, jego świadomość społeczna, jego sumienie. Wierzący kierowca powinien, oczywiście, zachowywać przykazania Boże – w tym wypadku zwłaszcza przykazanie V – Nie zabijaj. Powinno ono nim kierować zawsze i w każdych okolicznościach.
Czy różaniec musi być trudny, długi i odklejony od codzienności? W tym roku udowadniamy, że nie. Od 1 października na portalu niedziela.pl oraz w Niezbędniku Katolika rusza wyjątkowy, codzienny cykl rozważań różańcowych, który odpowiada na to, czym naprawdę żyjesz.
Październik to czas, w którym Kościół w sposób szczególny zaprasza nas do modlitwy różańcowej. Często jednak brakuje nam sił, czasu, a czasem po prostu słów. Wydaje nam się, że aby się modlić, musimy być idealni, skupieni i pozbawieni trosk.
Co właściwie oznacza grzech zaniedbania i dlaczego tak łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego? Często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy złego, zapominając o dobru, którego zaniechaliśmy. Wyjaśniamy, jak właściwie przygotować się do spowiedzi, co zrobić z zapomnianym grzechem i dlaczego brak działania może mieć poważne konsekwencje moralne.
Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale? Trudno jednoznacznie zrozumieć, o co w tym pytaniu chodzi. Czy chodzi o niewłaściwe przygotowanie do spowiedzi, co prowadzi do zapominania grzechów, które należało wyznać, czy o pomijanie pewnej kategorii grzechów, które np. wymieniamy w ramach tzw. spowiedzi powszechnej („zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”), a nie uwzględniamy w rachunku sumienia, bo nie uważamy ich za poważne występki moralne.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.