Publikujemy wywiad z rabinem Michaelem Schudrichem:
Alina Petrowa-Wasilewicz, KAI: Zapowiedział Pan Rabin obecność na beatyfikacji rodziny Ulmów, która odbędzie się w Markowej 10 września. Jakie jest jej znaczenie?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rabin Michael Schudrich: Sprawiedliwi wśród Narodów Świata to najlepsi ludzie na świecie. – Oni narażali swoje życie dla żydowskich współobywateli, a część z nich, tak jak rodzina Ulmów, oddała za nich życie. Dla mnie to bardzo proste – wszystko, co oni zrobili, powinno być nagłaśniane i powinien być oddany należny im hołd.
KAI: Czy poza teologicznym znaczeniem wydarzenia jest to pokazanie jakiegoś wzorca, normy postępowania?
- Sprawiedliwy jest poza normą. Nie każdy człowiek da radę temu sprostać. Ale ważne jest pamiętać i wiedzieć, że są ludzie, którzy ten lęk przezwyciężyli i tak postępowali.
KAI: Byli ludzie heroiczni, nie wszyscy się na taki krok decydowali, bo heroizm nie jest powszechny, bo był ogromny lęk o życie własne i bliskich.
- Wolę słowo ‘bogobojny’, oznaczający zdolność zrozumienia, dlaczego Pan Bóg mnie stworzył? Każdy ma swoją misję w życiu i jest nią pełnienie woli Boga, także w tak ekstremalnych warunkach jak w czasie okupacji i Holokaustu. Krótko mówiąc, także w tym wypadku – ratować innych.
Reklama
KAI: Ta beatyfikacja jest też określonym przesłaniem Kościoła, adresowanym do wiernych, bo święci i błogosławieni mają być wzorem, który inspiruje.
- To jest bardzo ważny krok Kościoła – pokazać wiernym, w jaki sposób powinni postępować i to nie tylko w czasach Holokaustu, nie tylko przeciwko antysemityzmowi, ale w każdych warunkach, w odniesieniu do wszystkich ludzi, niezależnie od ich pochodzenia czy narodowości – człowiek ma obowiązek ratować innych. Ta beatyfikacja przypomina też o tym, w jaki sposób Niemcy dowiedzieli się, że Ulmowie ukrywają Żydów – bo był donos. Tak, że byli również źli ludzie, byli też i tacy, którzy byli obojętni. Czasami mówienie o tej ciemnej stronie jest bolesne, ludzie nie chcą o nich mówić.
KAI: Nazwisko denuncjatora rodziny Ulmów jest znane, prawie pewne – to granatowy policjant Władysław Leś.
- Nawet nie chcę wymawiać tego nazwiska.
KAI: Został zlikwidowany przez podziemie, ukarany za swój czyn. Okupacyjna panorama nie była czarno-biała – byli tacy ludzie jak Ulmowie, byli donosiciele, szmalcownicy, pragnący wzbogacić się na cudzym nieszczęściu i ci, prawdopodobnie najliczniejsi, którzy wyłącznie chcieli dotrwać do końca wojny.
Reklama
- To po prostu ludzka panorama. Ale warto pamiętać, że człowiek zawsze ma wybór – może starać się iść drogą wyznaczoną przez Boga albo wybrać donosy lub obojętność. W każdej sytuacji jest wolny wybór człowieka. W świecie jest dużo rzeczy do naprawienia. Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego Pan Bóg, gdy tworzył świat, dopuścił do istnienia zła? Mógł przecież tego nie robić, wówczas wszystko byłoby doskonałe. Dlaczego zło? I tu jest istota – gdyby świat był doskonały bez możliwości grzeszenia, wówczas człowiek nie mógłby stawać się lepszy. W wierze żydowskiej mówi się, że na tamtym świecie, w raju, jest już tylko dobro, nie ma zła, nie mogę czynić zła, bo tam wszystko jest jedynie w rękach Boga. Ale jedyną rzecz, której nie mogę czynić w następnym świecie, w raju – to czynić pokutę. Nie mogę już być lepszy, jestem gdzie jestem. Jest dyskusja w świecie żydowskim, trudny problem do rozstrzygnięcia – czy można byłoby żyć bez nadziei, że mogę być lepszy? I wtedy człowiek musi zrozumieć, że w tym niedoskonałym świecie, świecie, w którym mamy donosy i obojętność…
KAI: …ale przede wszystkim straszliwe mordy…
- W tym niedoskonałym świecie zawsze można coś naprawić.
KAI: Czy beatyfikacja rodziny Ulmów może wpłynąć na relacje Polaków z Żydami, które nie są łatwe?
- Ludzkie relacje nigdy nie są łatwe. Ale ja sądzę, że tu, w Polsce, mamy dobre relacje polsko-żydowskie. Pod warunkiem, że politycy nie będą w nie ingerować. Z mojego doświadczenia wiem, że są dobre, nie zawsze, ale ogólnie dobre.
KAI: Pan Rabin czuje się tu bezpiecznie, nie ma poczucia zagrożenia?