Reklama

Wiadomości

Gdy chory jest cały człowiek

Walczę o trzeźwość - to najczęściej powtarzane słowa wśród młodych w Ośrodku Rehabilitacji dla Osób z Uzależnieniem od Substancji Psychoaktywnych w Pałęgach, kierowanym przez Stowarzyszenie „Nadzieja Rodzinie”, którzy przechodzą tutaj terapię i uczą się życia w trzeźwości, bez narkotyków

Niedziela Ogólnopolska 33/2013, str. 44-45

[ TEMATY ]

młodzi

ludzie

W.D.

Ośrodek w Pałęgach

Ośrodek w Pałęgach

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Siedzimy w pokoju u Maćka. Zwyczajny, młody człowiek. Ciemne, ostrzyżone na jeżyka włosy, ufne spojrzenie, sympatyczny uśmiech, na palcu skromny różaniec. - Pamiętam ten dzień w sierpniu tamtego roku. Przywiozła mnie tutaj ciocia (wychowuję się w rodzinie zastępczej). Byłem pod wpływem, oświadczyłem wszystkim, że nie zostanę, przecież nikt mi nic nie może kazać na siłę. Ona jednak wystawiła mi rzeczy, zatrzasnęła drzwi swojego samochodu i odjechała. To był pierwszy zimny prysznic. Przespałem się tutaj i wyjechałem z ośrodka do domu. Ciocia nie przyjęła mnie, wróciłem na drugi dzień do Pałęg, na szczęście - mówi.

Reklama

- Brałem przez 5 lat, od 14. roku życia. Nie wiedziałem, jak to jest żyć na trzeźwo, poznawać siebie i innych ludzi, przeżywać emocje. Na początku było picie imprezowe. Nie akceptowałem siebie, więc kiedy się napiłem, pokazywałem się wśród kolegów z innej, lepszej strony. W klasie bardzo dużo osób brało. Pewnego dnia spróbowałem marihuany, potem sięgnąłem po amfetaminę, metamfetaminę, dopalacze i popłynąłem. Kiedy ktoś w telewizji mówi, że są „miękkie” i „twarde” narkotyki, to plecie bzdury. Niczym się nie różnią, wszystkie te substancje uzależniają. Bierzesz i zwiększa się na nie tolerancja, potrzebujesz więcej i więcej, a potem staczasz się w dół. Narkotyki odebrały mi bardzo wiele: prawdziwe życie, uczucia i emocje, relacje z najbliższymi, zawaliłem szkołę. Narkoman żyje w iluzji, bez emocji i uczuć czy jakichkolwiek wartości. Oszukiwałem, kłamałem, bo liczyły się tylko narkotyki i pieniądze, aby je zdobyć.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nie opuści mnie

- Tutaj zetknąłem się z zupełnie innymi wartościami, przede wszystkim z wiarą. Moja zanikała, nic nie znaczyła. Szufladkowałem księży, bliźnich, nawet bluźniłem. To nie było dobre. Żałuję. Moja terapeutka Kasia pokazała mi wiarę i to, kim jest Bóg. Zaczęła ze mną pracować. Mówiłem jej o swoich problemach, powoli odnowiłem wiarę. Zacząłem ufać ludziom. Bardzo pomogli mi także ojcowie franciszkanie z Ośrodka „San Damiano” w Chęcinach. Bóg postawił na mojej drodze życia ludzi, którzy mi pomagają. Zobaczyłem, jak jest blisko mnie. Teraz myślę, że Pan Bóg mówi: „Maciek, uwolniłem cię od narkotyków, jesteś wolny, żyj, radź sobie, wybieraj”. Czasem są chwile zwątpienia, ale wiem też, że Pan Bóg mnie nie opuści.

Niedługo kończę terapię. Czy mam obawy? To miejsce jest dla mnie domem, a tam - nie wiem, jak mnie przyjmą ludzie, czy zaakceptują. Ale wiem, że będzie dobrze. Mam wokół siebie trzeźwych ludzi, przyjaciół i miejsce, do którego mogę zawsze wrócić, nie będę sam.

Reklama

Sukcesy? Zdałem do następnej klasy, a w ośrodku zdałem prawie wszystkie funkcje, a… i nauczyłem się gotować (tutaj są dyżury i robimy wszystko sami). Niedawno mogłem opowiedzieć o tym, co przeżyłem, w Radiu Kielce. Co potem? - Myślałem o teologii albo resocjalizacji. Chciałbym pomagać ludziom. Poznałem też dziewczynę. Bałem się, czy zaakceptuje to, co przeszedłem, ale kiedy byliśmy w Lutej, w Ośrodku Monaru, zagadnąłem do niej. Byłem otwarty i szczery, ona dała mi swój numer telefonu. Wszyscy mi gratulowali, byli ze mnie dumni (śmiech).

Niedługo Maciek kończy terapię i przeniesie się do hostelu. Zaczął już chodzić do grupy AN, która stanowi wsparcie w wychodzeniu z nałogu. Wrócił także do tenisa stołowego - kiedyś był w tym bardzo dobry. Zaczął również ćwiczyć grę na gitarze.

Nie miałem dnia trzeźwego

- Nie rezygnuję - mówi Sławek z Wielkopolski, 22 lata, opowiadając swoją historię. Siedem miesięcy żył w trzeźwości po pierwszej terapii w „San Damiano”, jednak znowu popłynął i musiał wrócić na leczenie. Walczy od nowa. Przed braniem był bardzo zdolnym studentem Politechniki Poznańskiej, nauka i egzaminy szły mu gładko. Narkotyki z początku traktował jako ucieczkę przed problemami w domu. Rodzice się rozwiedli, gdy miał 15 lat. W domu widział ciągle pijaną mamę. Sam zaczął aktywnie imprezować. Co weekend była marihuana, w wakacje - Woodstock i pierwsze eksperymenty z silnymi substancjami, później handlowanie narkotykami. - Brałem wszystko, przez 5 lat nie miałem dnia trzeźwego. Straciłem wszystkie relacje, dziewczynę, kontakt z ojcem, zawaliłem szkołę. Ciężko mi się było odbić od dna. Nie byłem sobą, nie miałem marzeń, celów, życie straciło sens - przyznaje.

Reklama

W Pałęgach jest pół roku. Niedawno spędził dzień z rodziną u siebie w domu, spotkał się z mamą. - Terapia otwiera mnie na budowanie relacji, pomaga w odbudowaniu kontaktów z rodziną. Uczę się zgody na emocje, na złość, wstyd, smutki. Wcześniej prześmiewałem cały ból, który miałem w sobie.

Franciszkańskie Spotkania Młodych

Odbywają się w Kalwarii Pacławskiej. Wyjeżdżają na nie co roku. - To wielkie przeżycie. Ponad tysiąc młodych ludzi, w tym trochę ćpunów (śmiech). Jest Msza św. i nabożeństwa, które są po prostu śliczne, np. przytulanie do krzyża i składanie swojego bólu i słabości na barki Jezusa czy modlitwa o dary Ducha Świętego. FSM to także bardzo mocne przeżycia, po których do tej pory mam ciarki, np. krzyk opętanej dziewczyny, uwolnionej podczas modlitwy. Integrujemy się z ludźmi, pomagamy ojcom, pilnujemy sceny, wspólnie gotujemy. Rozmawiamy, dyskutujemy w grupach. Tutaj można przemyśleć wiele spraw ze swojego życia. Są też fajne koncerty z muzyką reggae. Niesamowite, bo bawimy się na trzeźwo, a kiedyś było to niemożliwe - opowiada Sławek.

Reklama

Czasem trzeba przejść bardzo wiele. Sześć lat na ulicy spędził Tomek. Widmo ciążącego nad nim surowego więzienia otworzyło mu oczy na jego sytuację. - Pokłóciłem się z rodzicami i wyprowadziłem się z domu. Zacząłem złodziejskie i bandyckie życie, kradzieże, włamania, narkotyki. Pod koniec stycznia poszedłem do mamy i powiedziałem, że kończę ze sobą, bo już dłużej tak nie wytrzymam. Znalazła mi ten ośrodek. Tutaj zauważyłem, jak dobre jest życie na trzeźwo, jak można się cieszyć z małych rzeczy. Teraz priorytetowa jest dla mnie rodzina, wiem, że nie mogę jej już stracić. Ciąży nade mną wyrok, nie wiem, jaka będzie decyzja sądu. Nie chciałbym przegrać swojego życia - wyznaje.

Justynka, lat 16, trafiła do Pałęg z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Nowym Sączu, potem w Kolonii Szczerbackiej. Od dziecka zawsze musiała przejmować wszystkie obowiązki w domu, troszczyła się o mamę i brata. Kiedy miała 11 lat, jej chłopak poczęstował ją narkotykami. Co piątek brała amfetaminę, dopalacze i inne substancje. Niedługo kończy terapię, złożyła papiery do technikum ekonomicznego, zapisała się na kurs tańca. Z ośrodka zabierze wspomnienia: wspólne wyjazdy na rowery, wycieczki, spotkania, niezapomniane święta Bożego Narodzenia, których nigdy nie miała w domu. Może to pomoże, kiedy znów będzie ciężko. Dziś chce zacząć żyć od nowa i cieszyć się z małych zwycięstw.

Reklama

Monika w holu przygotowuje prezentację na przyjazd rodziców. Jest na terapii piąty raz, a ma niespełna 17 lat. Przedawkowała i po odratowaniu przyjęto ją do Pałęg. Największym problemem zawsze było dla niej wyrażanie emocji. Kiedyś wcale nie umiała tego robić, złość sygnalizowała przeraźliwym krzykiem i agresją. Nacięte ręce i nogi, które się goją, więcej mówią o jej emocjach niż ona sama, są mapą złych emocji, które ją niszczyły, z którymi nie dawała sobie rady. - Nie znosiłam ludzi innych, nie umiałam gadać z kimś, kto słuchał innej muzyki, inaczej się ubierał, zachowywał. Ze mną był taki problem, że mieszałam wszystko: alkohol, narkotyki i leki. Jestem uzależniona od stanu odmiennego. Przedawkowałam, trafiłam do szpitala w Krakowie, potem do Pałęg - szczerze opowiada. W pierwszym ośrodku, w Bytomiu, przetrwała pół roku, wyjechała i znowu zaczęła brać. Czy teraz jej się uda? - Chcę założyć kiedyś normalną rodzinę, nie chcę, aby moje dzieci widziały matkę pijaną albo naćpaną. Chcę być świadoma wszystkiego, co robię. Najważniejsze, by żyć w trzeźwości - mówi.

Leczymy całego człowieka

W Pałęgach z uzależnioną młodzieżą pracuje zespół wykwalifikowanych terapeutów, którzy prowadzą z nimi warsztaty, terapię grupową i indywidualną opartą na najważniejszych wartościach. - Kluczem do sukcesu w leczeniu jest zdobycie się na motywację i podjęcie wewnętrznej refleksji. Bez tego trudno jest mówić o walce o trzeźwość. Trzeba być bardzo wymagającym i konsekwentnym, młodzi tego potrzebują, ale z wymaganiami musi iść w parze nieustanne wsparcie, tak by mieli poczucie, że komuś na nich zależy. W uzależnieniu chory jest cały człowiek, leczenia wymaga sfera psychiczna, fizyczna i duchowa. Kiedy młodzi tutaj przyjeżdżają, są zbuntowani na Kościół i Boga, ale w miarę jak prowadzona jest terapia, zmienia się ich nastawienie. Jest to ośrodek katolicki i my, jako terapeuci, nie wstydzimy się swojej wiary. Co niedzielę jest Msza św., sprawowana przez o. Pawła Chmurę - terapeutę i kierownika Ośrodka „San Damiano”, który ma bardzo dobry kontakt z młodzieżą. Młodzi mają dyżury w kaplicy, są adoracje i modlitwa w ciszy. To pomaga. W tym uzdrowieniu duchowym najczęściej przełomem jest pierwsza po długim okresie spowiedź, która wyzwala, daje siłę do dalszej walki o trzeźwość. Widzimy, że młodzi chętnie idą za pozytywnymi wzorcami, których większość z nich w domu nie miała - opowiada Katarzyna Jaromi, terapeuta z Ośrodka w Pałęgach.

Pałęgi są szansą i nadzieją dla uzależnionych. Przez 6 lat istnienia ośrodka przewinęło się przez leczenie i terapię blisko 260 młodych ludzi. Kilkunastu z nich ukończyło całkowicie terapię.

2013-08-12 14:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niekorzystna przysięga

Gdybym wiedział... Gdybym mógł wybrać jeszcze raz... Co robimy w sytuacji, kiedy nasza przysięga zaczyna uwierać? Kiedy okazuje się, że wcale nie jest tak różowo, jak to sobie wyobrażaliśmy?

Na początku Psalmu 15. Dawid pyta: „Kto będzie przebywał w Twym przybytku, Panie, kto zamieszka na Twojej świętej górze?". Od razu możemy poznać odpowiedzi, a jedną z nich jest: „Kto dotrzyma przysięgi niekorzystnej dla siebie” (takie tłumaczenie znajduje się w brewiarzu). Bóg zawsze dotrzymuje słowa – to wiedziałem, ale to, że czasem jest to dla Niego „niekorzystne”, odkryłem całkiem niedawno.
CZYTAJ DALEJ

Abp Filipazzi: pasterze Kościoła nie mogą dać się zastraszyć negatywnymi reakcjami na głoszenie prawdy

Pasterze Kościoła „nie powinni dać się zastraszyć negatywnymi reakcjami na prawdy mniej akceptowane przez dominującą opinię publiczną, a tym bardziej nie mogą zmieniać prawdy przykazań Bożych, aby cieszyć się łatwym życiem, a może nawet popularnością”. Mówił o tym nuncjusz apostolski w Polsce abp Antonio Guido Filipazzi w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela podczas diecezjalnej uroczystości dziękczynnej po otrzymaniu paliusza przez abp. Adriana Galbasa oraz za pontyfikat papieża Leona XIV. Tego dnia przypadał też odpust parafialny, związany ze wspomnieniem męczeństwa św. Jana Chrzciciela - patrona warszawskiej archikatedry.

1. Każdego roku liturgia dwukrotnie proponuje nam modlitwę i refleksję nad postacią św. Jana Chrzciciela, świętując 24 czerwca jego narodziny, a dzisiaj jego męczeństwo.
CZYTAJ DALEJ

Nowy prorektor UKSW

2025-08-29 22:59

[ TEMATY ]

UKSW

ks. prof. dr hab. Ryszard Czekalski

ks. prof. dr hab. Piotr Tomasik

UKSW

Od lewej: ks. prof. dr hab. Ryszard Czekalski, rektor UKSW i ks. prof. dr hab. Piotr Tomasik, nowy prorektor UKSW

Od lewej: ks. prof. dr hab. Ryszard Czekalski, rektor UKSW i ks. prof. dr hab. Piotr Tomasik, nowy prorektor UKSW

Ks. prof. dr hab. Piotr Tomasik z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie otrzymał dziś z rąk ks. prof. dr. hab. Ryszarda Czekalskiego, rektora UKSW, nominację na funkcję prorektora tej uczelni.

- W kompetencjach nowego prorektora będzie budowanie tożsamości i ducha naszego uniwersytetu we współpracy z Duszpasterstwem Akademickim UKSW oraz Centrum Myśli Bł. Stefana Wyszyńskiego. Te jednostki potrzebują specjalnego zauważenia, bowiem jeśli zapomnimy o tradycji, o tym skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy, stracimy ducha UKSW - podkreślił w czasie wręczania nominacji ks. prof. Czekalski i dodał, że fundamentem uczelni jest chrześcijański system wartości, które UKSW chce promować i w tym duchu kształcić studentów i doktorantów oraz - jako cała społeczność akademicka żywego pomnika bł. Prymasa Tysiąclecia - nieustannie się formować.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję