Człowiek, pozbawiony przez Pana Boga raju po grzechu pierworodnym, został skazany na trud pracy i zmagań z „ugorem ziemi”, której harmonia została również skażona grzechem człowieka (por. Rdz 3, 14nn). To tysiące większych i drobnych problemów, którym trzeba stawić czoło w codzienności. Czeka więc człowiek na Bożą pomoc, na Bożą interwencję.
To ludzkie oczekiwanie na przyjście Pana najbardziej widoczne jest w okresie Adwentu, kiedy to dar miłości Boga do człowieka ofiarowany nam w osobie Jezusa Chrystusa próbujemy zrozumieć niejako od początku. Można zatem powiedzieć, że na falach Adwentu podążamy do celu, jakim jest nasze zbawienie.
Adwent ma swój wymiar mesjański, teologiczny, biblijny, ale i ten filozoficzny. On otwiera nas i ukierunkowuje na Boga. To bardzo ważne, żeby żyć w perspektywie Boga, bo tylko takie życie jest sensowne i normalnie można patrzeć drugiemu człowiekowi w oczy, i móc uścisnąć mu rękę, nazywając go bratem. Ta normalność płynie z Ewangelii, która jest księgą normalnego życia, uczącą miłości. Bo przecież człowiek jest stworzony do miłości miłości Boga i bliźniego.
Dlatego fale Adwentu, który się dla nas rozpoczyna, winny nas poprowadzić do Boga, od którego może trochę odeszliśmy, o którym może w codziennym zabieganiu zapominamy, a bez którego nie możemy żyć normalnie, gubiąc się gdzieś po drodze.
Reklama
Pragniemy żyć w warunkach normalności. Chcemy budować struktury, które pomagają żyć rodzinie, pomagają człowiekowi, zwłaszcza bezbronnemu. To wszystko streszcza się w przykazaniu miłości bliźniego, w słowach, które wypowiadał Jezus: „Byłem chory, w więzieniu, w trudnościach a przyszliście do Mnie. Jesteście błogosławieni” (por. Mt 25, 34nn.).
Na falach Adwentu podążamy ku Jezusowi bynajmniej nie sami towarzyszy nam Maryja, prowadząc do betlejemskiego żłóbka. Trzymajmy się Jej dłoni, będąc pewnymi, że ten żłóbek jest naszym najcenniejszym drogowskazem, gdyż tam narodził się dla nas Zbawiciel.
Przypomnijmy św. Jana Pawła II nauczającego: „Konieczne jest (...), byśmy zrozumieli, że całe nasze życie powinno być «adwentem», czujnym oczekiwaniem na ostateczne przyjście Chrystusa. Aby przygotować nasze serce na przyjęcie Pana, który jak mówimy w «Credo» pewnego dnia przyjdzie sądzić żywych i umarłych, musimy nauczyć się dostrzegać Jego obecność w wydarzeniach codziennego życia. Adwent jest więc (...) intensywnym przygotowaniem do przyjęcia w sposób zdecydowany Tego, który już przyszedł, który przyjdzie i który nieustannie przychodzi” (18 grudnia 2002 r.).
Okresem Adwentu rozpoczynamy dziś nowy rok liturgiczny. Wchodzimy w nowy cykl obchodów tajemnic naszego zbawienia. Okres Adwentu ma charakter pobożnego, uważnego czuwania i radosnego oczekiwania.
Sytuacje oczekiwania nie są nam obce. Zawsze bowiem w życiu czekamy na kogoś lub na coś. Całe ludzkie życie składa się z czekania. Czekamy na list od znajomych, na przyjazd córki, syna. Czekamy na miesięczną pensję, rentę, emeryturę. Czekamy na wakacje, na urlop. Czekamy na nowe mieszkanie, na samochód, na dyplom. Czekaliśmy wiele w przeszłości i czekamy dzisiaj. Czekały kiedyś nasze żony, matki i dzieci na powrót mężów, synów i ojców z okrutnej wojny. Długo czekał kiedyś cały naród na dzień wolności. Czekamy i dzisiaj na lepszą przyszłość naszej Ojczyzny i całego świata... Czekał kiedyś naród izraelski na nadejście Mesjasza.
Musimy przyznać, że te wszystkie oczekiwania w jakiś sposób dynamizują i upiększają nasze życie. Upiększają przede wszystkim życie młode. Ma się wtedy świadomość, że życie będzie coraz piękniejsze, że wszystko, co ważne, dopiero nastąpi. Dlatego młodzieńcze oczekiwanie jest tak atrakcyjne i ma tyleż uroku. Ale nie tylko młode oczekiwanie może być ciekawe. I w średnim, i w starszym wieku należy cierpliwie czekać i być wychylonym w przyszłość. Powinniśmy sobie i wtedy mówić, że wszystko, co ważne, jeszcze przed nami. Przychodzą jednakże w życiu ludzkim momenty, kiedy budzi się świadomość, że wszystko to, co miało się wydarzyć, już się dokonało, że już wszelkie oczekiwania są nieaktualne, wszystko, na co się czekało, spełniło się albo spełnić się nie może i nie ma sensu dalej czekać. Przychodzą takie chwile zwłaszcza wtedy, gdy straci się przyjaciół, gdy kogoś kochanego złoży się do cmentarnej ziemi, gdy pojawi się jakaś poważna choroba w gronie bliskich nam osób, gdy pewnego dnia każą odejść na emeryturę, gdy się wydaje, że już nie jest się nikomu potrzebnym. I wówczas, gdy nawet wszystkie doczesne oczekiwania straciły swój sens, to pozostaje jeszcze to jedno - najważniejsze oczekiwanie - oczekiwanie na końcowe spotkanie z Bogiem.
Kościół w czasie adwentowym przypomina nam, że tym najważniejszym oczekiwaniem winny być przepełnione wszelkie inne oczekiwania. A więc nie tylko ci ludzie, którzy zbliżają się do jesieni swego życia, winni oczekiwać na spotkanie z Bogiem, ale wszyscy, także młodzi. Pan bowiem obiecał przyjść po każdego z nas w chwili śmierci. I to jest pewne. Bóg przychodzi po każdego, niezależnie od tego, czy człowiek chce, czy nie. Przychodzi niekiedy niespodzianie...
Chrystus jednak przyjdzie do nas jeszcze w inny sposób. Odchodząc od nas, powiedział, że przyjdzie raz jeszcze do wszystkich i po wszystkich. Będzie to Jego końcowe przyjście w chwale, aby osądzić żywych i umarłych.
Chrystus wyraźnie nam przypomina: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 24, 42.44). A więc Pan tego świata, właściwy Gospodarz tego domu, w którym mieszkamy, trudzimy się, jakby na chwilę gdzieś wyszedł i odchodząc, kazał czuwać, kazał czujnie oczekiwać na swój powrót.
I oto my czekamy! Jesteśmy w trakcie świadomego czy też mniej świadomego oczekiwania na powtórne przyjście Pana. Tę prawdę o powtórnym przyjściu Pana Kościół każe nam wyrażać w każdej Mszy św. w słowach: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”.
Rdz 2,7-9 otwiera obraz człowieka jako istoty „ulepionej” z prochu. Hebrajski gra tu słowami: ’ādām i ’adāmâ, człowiek i ziemia. Życie pochodzi z Bożego tchnienia. Pan tchnie w nozdrza „tchnienie życia” (nišmat ḥajjîm). Człowiek staje się „istotą żyjącą” (nefeš ḥajjâ), kimś oddychającym, zdolnym do wolnej odpowiedzi. Tekst używa złożenia „Pan Bóg” (JHWH ’ĕlōhîm), łącząc bliskość z majestatem. Ogród i drzewa opisują dar oraz granicę. Drzewo życia wskazuje na życie przyjmowane. Drzewo „poznania dobra i zła” używa zwrotu obejmującego całość rozróżnień moralnych (merismus). Granica stoi na straży wolności wobec pokusy samowładzy.
Rozbicie Polski 2050 otworzyło perspektywę poważnego kryzysu politycznego, bowiem niezależnie od deklaracji obu zwaśnionych części tej formacji, sytuacja ta wprost godzi w stabilność Koalicji D. Tuska (KDT). Konsekwencją takiego stanu rzeczy mogą być (choć nie muszą) wcześniejsze wybory. Jednak niezależnie od tego, wydarzenie to pcha główne siły polityczne do szybszych decyzji związanych z przyjęciem określonej strategii udziału w wyborach.
Różne przymiarki trwały już od pewnego czasu i pod kątem testowania medialnego różnych scenariuszy Centrum Analiz Wyborczych (CAW) przeprowadziło symulacje potencjalnych wariantów.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.