W sylwestrową noc i Pan Niedziela, i Pan Jasny postanowili pójść z małżonkami na miejski plac, aby tam życzyć sobie i innym samych dobrych zdarzeń w nowym roku. Chcieli również zobaczyć przepiękny pokaz sztucznych ogni. Kiedy więc wreszcie wybrzmiały życzenia i niebo uspokoiło się od kolorowych fajerwerków, obie rodziny nieprzypadkowo spotkały się.
– O, jak miło widzieć drogich sąsiadów o tej porze i w takim miejscu – ucieszyli się Państwo Jaśni.
– Wszystkiego dobrego w nowym roku od ludzi i Bożej Opatrzności – odwzajemnił serdeczności Pan Niedziela.
Dalsza rozmowa upływała w wesołej, zabawowej atmosferze, która towarzyszyła sąsiadom przez całą powrotną drogę do domu. Tuż przed rozstaniem minął ich zgarbiony i chyba stary człowiek. Potknął się o wystającą płytę chodnikową i byłby upadł, gdyby nie szybka interwencja Jasnego i Niedzieli, którzy szczęśliwie podtrzymali zataczającego się mężczyznę. Nie był pijany, jak podejrzewały panie, tylko bardzo słaby i bardzo stary.
– Dziękuję – powiedział z wdzięcznością. – Dziękuję... – powtórzył i dodał: – Za to, że jesteście tacy dobrzy, zdradzę wam jedną tajemnicę. Zróbcie wszystko, co w waszej mocy, bo nowy rok będzie jeszcze gorszy od starego.
– Skąd Pan to wie? – spytała, jak zwykle ciekawska, Pani Jasny.
– Bo Stary Rok to ja... I wiem, co mówię.
W jego dużych oczach dogasające iskry podniebnych ogni w jednej chwili rozbłysły profetycznym płomieniem:
– Pełza powoli jak starodawny wąż i wraca oślizgły klimat Peerelu. Dawni bohaterowie, skuszeni podszeptami pychy na miarę wmawianej im wielkości, stają się komuszymi kacykami. Tak, teraz tylko oni wyznaczają słuszne poglądy i są oazą zdrowego rozsądku i przewidywalności... Inni zaś zasługują na miano warchołów. Ostatnie wyborcze fajerwerki aż nadto udowodniły, że PO i jej akolici raz zdobytej władzy nie oddadzą, a każdą rękę, która po tę władzę sięgnie... po prostu miłosiernie odrąbią. Nie trzeba było kreślić grubej krechy, nie trzeba było dotrzymywać zgniłych magdalenkowych kompromisów. Teraz ton narodowej debacie nadają dobrze zachowane niedobitki dawnej władzy. Oni sami, ich krewni, znajomi, wnuki i prawnuki zrobią wszystko, aby demokratyczne wahadło nie wychyliło się na prawą stronę. Już niedługo partie opozycyjne wobec PO i jej popleczników zostaną zdelegalizowane jako faszystowskie, niedemokratyczne, burzące spokój społeczny; kierownicza rola PO ma być niepodważalna. Ile jeszcze propagandowego lukru przyjmiecie na siebie, polscy obywatele? – wieszczył Stary Rok. – Kiedy was wreszcie zemdli od tych cukierkowych działań... Kiedy wyrzygacie ten cały niestrawny pokarm, serwowany dniem i nocą przez usłużne, skorumpowane media? Kiedy?!
Ostatnie słowa Stary Rok wręcz wykrzyczał i nagle znikł... A potem rozległ się dziecięcy chichot i na wieży ratusza pojawił się mały berbeć – Rok 2015. Pan Niedziela zauważył, że bezczelnie pokazał im język.
Zarówno Państwo Jaśni, jak i Niedzielowie nie mieli szczęśliwej miny, gdy kładli się spać w nowym roku. Dlatego też, gdy modlili się na dobranoc, życzyli sobie i Polakom – w szczególności młodym – odwagi, mądrości i bezkompromisowości.
Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.
Podziel się cytatem
W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
Zwracając się do Polaków podczas audiencji generalnej, Papież zawierzył ich wstawiennictwu Matki Bożej Pięknej Miłości oraz św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Zachęcił, by w codzienności „zawsze ufali Bogu, który jest Panem dziejów”.
Pozdrawiając Polaków, Leon XIV zaznaczył też obecność pielgrzymów z diecezji łomżyńskiej oraz siedleckiej wraz z ordynariuszem łomżyńskim bp. Januszem Stepnowskim, ordynariuszem siedleckim bpem Kazimierzem Gurdą oraz biskupem pomocniczym diecezji siedleckiej Grzegorzem Suchodolskim. Łomżanie przybyli do Rzymu z pielgrzymką dziękczynną z okazji 100. rocznicy utworzenia ich diecezji, zaś pielgrzymi z Siedlec dziękowali za 30. rocznicę beatyfikacji Męczenników Podlaskich.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.