Reklama

Wiadomości

To nie są zwyczajne wyroki

Polska w ostatnich latach kilkukrotnie stawała przed poważnymi kryzysami. Większość z nich sprowadzała się do kwestii bezpieczeństwa. Pół roku przed pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę, w naszym kraju przyszło nam zmierzyć się z czymś, czego wcześniej nie znaliśmy. Operacją na wschodniej granicy, ubraną w szaty dużych emocji i manipulacji. Co było głównym celem? Tego nie wiemy na pewno, ale wiemy, że było ich kilka, a wśród nich sprawdzenie naszego wojska, naszych służb i wytrzymałości na presję zewnętrzną i wewnętrzną.

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdybyśmy tej presji, jako państwo i jako naród nie wytrzymali, w lutym 2022 roku, gdy Putin postanowił zaatakować całą Ukrainę i zdobyć Kijów, my byliśmy w chaosie, poczuciu zagrożenia i nieszczelną granicą z Białorusią, co mogłoby się wiązać ze skupieniem sił gdzie indziej niż powinniśmy, czyli nie na granicy z Ukrainą gdzie przechodzili uciekający przed wojną sąsiedzi uchodźcy, a Mińsk oraz naciskający na Łukaszenkę Putin mieliby większe możliwości naruszania naszego terytorium, a przynajmniej sprawiania poważnych militarnych kłopotów. To tylko kilka potencjalnych skutków, spisany naprędce, bo z pewnością eksperci w tej tematyce byliby wstanie wskazać co najmniej kilka razy tyle.

Wojna hybrydowa i test odporności państwa

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Warto pamiętać o tym aspekcie za każdym razem gdy mówi się o sytuacji na wschodniej granicy teraz i w przeszłości. Nie każdy miał wtedy świadomość skali zagrożenia i powagi sytuacji (o działających świadomie na szkodę Polski nie wspominam), a ci którym tej państwowej i politycznej wyobraźni brakowało, dziś zrobią wiele, by zostało to wymazane ze zbiorowej pamięci.

Reklama

Do tego dochodzi źle pojęta „solidarność” w ramach obozu polityczno-medialnego, który dziś jest u władzy, a gdy będąc w opozycji władzę chciał za wszelką cenę zdobyć – sięgał po każdą możliwą metodę, z szantażem emocjonalnym i rozhuśtywaniem łódki „Polska” do (nomen omen) granic. Tej postawie daleko do skruchy, która jest jedyną nadzieją na refleksję i naprawę oraz zaufanie, że wnioski z tej lekcji z 2021 roku zostały wyciągnięte. Tego nie ma.

Presja z dwóch stron

Dziś niestety ta polityczna omerta dotyka sfer wydawać by się mogło nie tak bardzo istotnych, czyli pojedynczych spraw, które „ciągną się” ostatnimi laty, a w których centrum znalazła się Straż Graniczna. To jej funkcjonariusze w tamtym czasie byli pod największą presją, dla wielu młodych ludzi stojących na granicy był to czas wyjątkowy i to w bardzo mrocznym tego słowa znaczeniu. Szli do pracy dla Ojczyzny, ale zapewne nie spodziewali się, że będzie ona tak kosztowna dla własnego zdrowia fizycznego i psychicznego i swoich rodzin. Z jednej strony mieli wroga zewnętrznego, którego rozpoznać nie było im tak ciężko, z drugiej nieoczekiwaną jednak presję wewnętrzną, a konkretnie mówiąc kampanię zohydzania ich jako formacji, insynuowania rzeczy najgorszych, takich jak tortury na ludziach próbujących przekroczyć polską granicę oraz masowe groby (pamiętacie te oskarżenia jednej z europosłanek?). Nagrywani przez polityków opozycji smartfonami, straszeni, poniżani w mediach, a nawet dehumanizowani, bo ciężko inaczej określić nazywanie ich „śmieciami” przez jednego z polityków, tak chętnie zapraszanego do mediów, które doskonale wiedziały po co przychodzi i co ma do powiedzenia. To zresztą ten sam, o Władysławie Frasyniuku mowa, który promował słynne „osiem gwiazdek” kilka lat zanim to było modne. I to po rosyjsku.

Reklama

Mało kto pamięta, ale ja tak, że już w czerwcu 2017 roku, w środku jednego z nielegalnych protestów przeciwko upamiętnieniu ofiar katastrofy smoleńskiej (za którą winę ponosi Rosja, co ustaliły dawno odpowiednie polskie instytucje), ten polityk siedział na chodniku z przypinką z hasłem „jeb** PiS” napisanym cyrylicą. Po latach wyszło na jaw, że tym hasłem posługiwała się rosyjska agentura, a ustalili to nie krzewiciele teorii spiskowych, ale polska prokuratura i znalazła na to konkretne, opisywane w mediach dowody. Nie sugeruję, że Frasyniuk był, lub jest ruskim agentem, ale z pewnością jego aktywność wpisywała się w agendę Kremla, której celem zawsze będzie podzielenie Polaków i doprowadzenie ich do wewnętrznego wrzenia, tak, by nie mieli głowy myśleć logicznie i razem bronić przed zewnętrznym wrogiem. Nie kto inny, jak była ambasador USA nazwał przekaz zniesławiający Polskę, który docierał na Zachód wprost: „efektem rosyjskiej dezinformacji”. A i w tym jak opisywano operację na wschodniej granicy swoje ręce maczał Kreml, który jak zawsze w takich sprawach – chętnie wykorzystuje tzw. pożytecznych idiotów nad Wisłą.

„Śmieci” bez winy

I teraz, po latach, gdy wydaje się, że już dla wszystkich jest jasne, że hasło „murem za polskim mundurem” w 2021 roku i później miało głęboki społeczny i propaństwowy sens – nagle okazuje się, że zdaniem sądu Władysław Frasyniuk nazywający żołnierzy Straży Granicznej „śmieciami” jest niewinny, a sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu Ewa Mokrzysz – po procesie wyłączonym z jawności – ogłosiła, że uzasadnienie wyroku nie zostanie podane do wiadomości publicznej. Ze wstydu? Nie wiem, ale się domyślam.

Reklama

Dzień po tym wyroku nadszedł kolejny, w podobnej sprawie werdykt, tyle że w Warszawie. Sędzia Danuta Grunwald uniewinniła aktora Piotra Zelta oskarżonego o znieważenie byłej rzecznik Straży Granicznej Anny Michalskiej. „Od wielu lat treść tego przepisu jest taka, że aby doszło do wyczerpania znamion przestępstwa znieważenia funkcjonariusza publicznego, wypowiedź znieważająca musi nastąpić podczas i w związku z wypełnianiem obowiązków służbowych przez tego funkcjonariusza” – przekonywała, używając zwrotu „rozerwanie czasowo-przestrzenne”. O co chodzi? Według tej kuriozalnej logiki, jeśli ktoś obrazi funkcjonariuszy w mediach społecznościowych, ale zrobi to po emisji materiału, który opowiada o ich służbie w czasie przeszłym (mowa o audycji TVN24 wyemitowanej miesiąc po opisywanych zdarzeniach), to nie była to obraza „na służbie”, a więc nie jest to przestępstwo. Takie uzasadnienie i to w XXI wieku to istny fikołek, szczególnie jeśli przyjmiemy, że tak samo należałoby oceniać publikacje prasowe, które przecież też ukazują się nie w czasie rzeczywistym, tylko w pewnym odstępie czasowym. Absurd, ale fakt jest faktem – Zelt, aktor nieukrywający na Facebooku swoich politycznych sympatii do obozu władzy został uznany człowiekiem niewinnym mimo iż publikując zdjęcie kpt Michalskiej na służbie (w trakcie konferencji prasowej, a była rzecznikiem SG), nazwał kobietę „twarzą bestialskich, bandyckich standardów państwa PiS”. Warto podkreślić, że stało się to krótko po tym jak prokuratura, na osobiste polecenie ministra sprawiedliwości, Waldemara Żurka – wycofała się z oskarżenia w tej sprawie, uznając decyzję sądu niższej instancji, który również nie dopatrzył się przestępstwa ze strony celebryty.

I tak mamy dwa wyroki, jeden uniewinniający dla polityka sprzyjającego władzy, a drugi szczęśliwy dla aktora… również sympatyzującego z rządzącą koalicją i publikującego w mediach społecznościowych agresywne posty na temat opozycji. Ten drugi dodatkowo reprezentowany był przez mecenasa, który został przyłapany w jednej z warszawskich knajp z obecnym rzecznikiem rządu, który akurat ma bardzo dobre relacje z ministrem Żurkiem. Przypadek? Nie sądzę.

Wynika z tego coś znacznie więcej niż dwa kontrowersyjne orzeczenia. To sygnał, że prawo zaczyna być traktowane jak narzędzie – nie jak fundament państwa. Państwa, które zresztą ostentacyjnie odwraca się od swoich funkcjonariuszy, żołnierzy, którzy strzegą bezpieczeństwa nas wszystkich. Jeśli sądy, zamiast chronić tych, którzy w najtrudniejszych momentach bronili polskiej granicy, usprawiedliwiają tych, którzy ich poniżali, to znaczy, że w Polsce właśnie testowana jest nowa granica – granica bezkarności dla swoich. I jeśli dziś można bezkarnie znieważać mundur, jutro można bezkarnie znieważyć państwo i każdego obywatela.

2025-11-07 22:22

Ocena: +9 -5

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie wolno zostawić wschodniej Polski samej sobie

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Ostatnie dni przyniosły nam kolejną porcję trudnych informacji. Atak rosyjskich dronów, który objął tak wiele miejscowości we wschodniej Polsce, nie może być traktowany wyłącznie jako incydent wojskowy czy polityczny news. To nie jest jedynie historia o sprzęcie i radarach – to historia o bezpieczeństwie ludzi, którzy żyją na wschodniej ścianie, często w małych wsiach i miasteczkach, i którzy chcą mieć pewność, że państwo o nich pamięta.

Minister obrony narodowej mówi dziś o konieczności szkolenia armii i rozwijania zdolności w obszarze dronów. I trudno się z nim nie zgodzić – ale to także moment, by przyznać, że te inwestycje nie biorą się znikąd. Wiele z nich zostało rozpoczętych w poprzednich latach, gdy Polska konsekwentnie zwiększała wydatki na obronność. Dziś, gdy prezydent zwołuje Radę Bezpieczeństwa i mówi o potrzebie dojścia do 5 procent PKB na armię, widać, że to nie jest już „ambitny plan”, ale konieczność, która może zadecydować o przyszłości kraju.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego piszemy C+M+B na drzwiach i okadzamy domy?

2026-01-05 19:56

[ TEMATY ]

święto Trzech Króli

Epifania

C+M+B

AI

Litery na drzwiach, zapach kadzidła i barwne orszaki, przechodzące ulicami miast i wiosek – tak w wielu miejscach w Polsce wygląda 6 stycznia. O znaczeniu kredy, kadzidła i napisu C+M+B w kontekście uroczystości Objawienia Pańskiego opowiada ks. dr Stanisław Szczepaniec, przewodniczący Archidiecezjalnej Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego i konsultor Komisji Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Choć dziś najczęściej mówimy „Trzech Króli”, pierwotnie 6 stycznia Kościół wspominał trzy wydarzenia: pokłon Mędrców, chrzest Jezusa w Jordanie oraz cud w Kanie Galilejskiej. Wszystkie wskazywały na Jezusa jako na obiecanego Mesjasza.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego piszemy C+M+B na drzwiach i okadzamy domy?

2026-01-05 19:56

[ TEMATY ]

święto Trzech Króli

Epifania

C+M+B

AI

Litery na drzwiach, zapach kadzidła i barwne orszaki, przechodzące ulicami miast i wiosek – tak w wielu miejscach w Polsce wygląda 6 stycznia. O znaczeniu kredy, kadzidła i napisu C+M+B w kontekście uroczystości Objawienia Pańskiego opowiada ks. dr Stanisław Szczepaniec, przewodniczący Archidiecezjalnej Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego i konsultor Komisji Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Choć dziś najczęściej mówimy „Trzech Króli”, pierwotnie 6 stycznia Kościół wspominał trzy wydarzenia: pokłon Mędrców, chrzest Jezusa w Jordanie oraz cud w Kanie Galilejskiej. Wszystkie wskazywały na Jezusa jako na obiecanego Mesjasza.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję