Reklama

W wolnej chwili

Historia jest ważna

[ TEMATY ]

książka

książki

Archiwum prywatne

Błażej Torański

Błażej Torański

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Mariusz Frukacz: "Tożsamość Andrzeja K.” to kolejna bardzo ważna książka po „Małym Oświęcimiu” i książce o Eugenii Pol, która dotyka bolesnych kart naszej historii. Dlaczego ta kolejna publikacja jest taka ważna i potrzebna?

Błażej Torański: O „urodzonym w Stutthof” dowiedziałem się od Tadeusza Płużańskiego, historyka, publicysty, autora książek. Jego ojciec, Tadeusz Ludwik – filozof, pisarz, pedagog – był więźniem obozu koncentracyjnego Stutthof o jednym z najdłuższych staży. Pomyślałem: historia Andrzeja K. jest nie z tej ziemi! Z innego wymiaru: boskiego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Cud gonił cud. Jako niemowlę przez kilka miesięcy miał być ukrywany w stertach bielizny pralni esesmańskiej. Przeżył, jak twierdzi, epidemię tyfusu. Z obozu wywiózł go, ukrytego w koszu, esesman. Miał trafić do sierocińca, a stamtąd do rodziny niemieckiego generała. Być zgermanizowanym.

ZOBACZ KSIĄŻKĘ: TOŻSAMOŚĆ ANDRZEJA K.

Nie miałem wątpliwości, że muszę tę historię prześwietlić. Dać świadectwo prawdzie. Odpowiedzieć na pytanie: jak udało mu się przeżyć w piekle. Tam, gdzie ledwo narodzone dzieci w zdecydowanej większości natychmiast zabijano. Zastrzykiem fenolu w serce.

Reklama

Powstała z tego opowieść o człowieku, który szuka odpowiedzi na pytanie, kim jest. Ukazująca dramatyczną walkę o własną tożsamość. Z wojenną traumą i pamięcią wojny. Z pytaniami: jak to wpływa na resztę życia? Jak je naznacza i warunkuje? Jak samotnym pozostaje człowiek ze swoją podartą, wybrakowaną i naznaczoną stratą biografią; ze strzępami historii, których nie da się zszyć tak, aby stworzyły jakiś jeden w miarę kompletny obraz przeszłości?

To także studium przypadku człowieka, który uważa, że duża część świata, który go otacza sprzysięgła się przeciwko niemu, nie stara się go zrozumieć lub też nie potrafi, a w istocie robi to świadomie, gdyż boi się takich ludzi jak on. Osób na swój sposób „wyjątkowych”.

Recenzenci dostrzegają w tej książce uniwersalne wartości. Zacytuję, bo wolę, jak inni mówią o mojej twórczości. „Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że odkrywam coś bardzo osobistego, mimo że mój własny start i świat mogą wydawać się prostsze. Mimo to poczułam silną więź z tą historią. Jakby odbijała fragment mojego życia”. “Każdy czytelnik może odnaleźć w tej historii coś swojego, kawałek własnej tożsamości, wspomnienie lub refleksję”. “Ta książka zaczyna się tam, gdzie dla wielu ludzi zaczyna się największy lęk, ten od niewiedzy. Andrzej K. nie wie kim jest, a kiedy człowiek nie wie kim jest, zaczyna się rozpadać od środka. Traci punkt odniesienia, traci ciągłość, traci samego siebie. Autor pokazuje, że tożsamość nie jest luksusem ani dodatkiem do życia, jest jego fundamentem. Bez niej nawet fakty przestają mieć sens, a wspomnienia nie chcą się układać w spójną całość”. „Książka jest – moim zdaniem – doskonale udokumentowana. Widać, ile pracy autor włożył w zgłębienie tematu, w dotarcie do faktów, archiwów i relacji (...)".

Reklama

Dr Paweł Głuszek z Instytutu Pamięci Narodowej oryginalność tej książki widzi w tym, że „nie oferuje prostych rozwiązań, ale zmusza czytelnika do zaangażowania się w śledztwo i samodzielnego poszukania odpowiedzi na pytania pojawiające się w trakcie lektury”. „Praca jest odkrywcza i oryginalna: świetny pomysł autora i równie dobra jego realizacja” - dodaje.

Do jakiego czytelnika jest skierowana książka o Andrzeju K. ?

To jest książka dla każdego, kto poszukuje własnej tożsamości i próbuje się odnaleźć we współczesnym, pełnym chaosu świecie. Wielu ludzi, jak Andrzej K., czuje się odrzuconych przez świat. Wyizolowanych. Samotnych. Bezradnych. Ale na to pytanie znowu odpowiada w swej recenzji dr Paweł Głuszek: „Książka Torańskiego to próba zrozumienia ludzi takich, jak bohater tej opowieści. Są to osoby o tragicznej przeszłości, z traumą z dzieciństwa, bardzo wrażliwe, potrzebujące akceptacji społecznej, a jednocześnie szukające samoakceptacji, odnalezienia swojej tożsamości i umiejscowienia siebie w szerszych ramach społecznych. To osoby toczące walkę wewnętrzną, dążące do prawdy i harmonii ze sobą i światem, jak wskazuje przykład bohatera książki”.

Kim był Andrzej K. ?

Jest postacią słabo rozpoznawalną nawet wśród anonimowych. I niechaj tak pozostanie. Najważniejsze są jego doświadczenia i zapis stanu świadomości. Dlaczego zatem zmieniłem jego nazwisko? Jego opowieść jest melanżem prawdy, projekcji, imaginacji, fantasmagorii i kłamstwa. Nie chciałem go skrzywdzić. Dekonspiracja boli. Ludzi nie interesuje prawda. Oczekują pochlebstw.

Jak wyglądała praca nad książka i co było najtrudniejsze w zmierzeniu się z historią Andrzeja K. ?

Reklama

Wydałem pięć książek, ale żadna nie kosztowała mnie tak wielkiego wysiłku psychicznego i intelektualnego. Pozornie rzecz wydawała się prosta. Andrzej K. ma w swym mieszkaniu kilkadziesiąt skoroszytów, a w nich zbierane przez szesnaście lat, starannie poukładane dokumenty: wspomnienia więźniów, relacje, korespondencja z całym światem. Z Centrum Szymona Wiesenthala czy Arolsen Archives, największym archiwum dokumentacji ofiar niemieckich zbrodni nazistowskich. Gołym okiem widać, że bohater całe życie czekał na swojego biografa. Jedno było tylko zastanawiające: większość wspomnień jest sygnowana pieczątkami notariuszy. W jakim celu? Przecież wiadomo, że notariusze nie przeprowadzają dziennikarskich dochodzeń, nie weryfikują faktów z życia obozu koncentracyjnego. Sprawdzają tylko dowody osobiste i potwierdzają prawdziwość podpisów.

Współpraca z Andrzejem K. zaczęła się jednak najlepiej na świecie: przyjmował mnie w domu wraz żoną wedle zasady „gość w dom, Bóg w dom”. Domowe obiady, ciasta i kawa. Wielogodzinne rozmowy przez dwa lata. Im bardziej jednak zbliżałem się do prawdy, korzystając z wiedzy ekspertów najwyższej klasy, tym bardziej nasze drogi się rozchodziły. Jego opowieść się rozsypywała. Miałem w stosunku do swojego bohatera nieograniczone pokłady empatii. Ale entuzjazm łączę ze sceptycyzmem. Z dystansem i naukowym zamysłem. Nie jestem maszyną do pisania, stojakiem do mikrofonu. Nie mogłem więc przystać wyłącznie na zapisanie tego, co mi powie, a tego ode mnie oczekiwał. Nie na tym jednak polega rola biografa.

Pamiętam nasze ostatnie spotkanie w jednej z warszawskich kawiarni. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, jak w filmach Alfreda Hitchcocka. Bez powodu krzyczał. Był apodyktyczny, roszczeniowy, żądaniowy. Groził sądem, jeśli nie przeczyta całej książki. Było mi wstyd, bo akurat w tej samej kawiarni miał spotkanie słynny skrzypek jazzowy i kompozytor Krzesimir Dębski. Spojrzał na nas. Oderwali się inni od stolikowych rozmów. Pan Andrzej wyczuł to i złagodniał. Wyciszył się, niczym wygasły wulkan.

Reklama

Wszystkie jego wypowiedzi, cytowane wprost, autoryzowałem. Odesłał mi je bez zmiany przecinka. Kiedy jednak poprzedni wydawca wysłał mu całą książkę, z opiniami ekspertów, odmówił zgody na druk. Ale takiej władzy ani nade mną, autorem, ani nad wolnością słowa, nie daje mu żadne prawo. Nie ulegam szantażom. Dlatego oddałem tę opowieść Czytelnikom, aby ocenili ją sami.

Co lektura tej publikacji może dać młodemu pokoleniu. Na ile może ona „przeorać” myślenie młodych ludzi o historii?

To jest książka szczególnie ważna dla młodych ludzi, którzy zaczynają lektury o Holokauście i nie rozróżniają jeszcze prawdy od fałszu. Dwa lata temu Muzeum Auschwitz wydało oświadczenie: „Zdecydowanie odradzamy książkę "Anioł Śmierci z Auschwitz" Maxa Czornyja (2022, Wydawnictwo FILIA), jeżeli poszukują Państwo rzetelnych informacji na temat zbrodniczej działalności Josefa Mengele w obozie Auschwitz. Książka, której autorem jest Max Czornyj, zawiera bardzo wiele błędów zarówno w podstawowej faktografii i datacji, jak i w zakresie opisu realiów obozowych (…)”.

W przeciwieństwie do Maxa Czornyja starannie oddzielam prawdę od fałszu. Tymczasem rynek książki jest zalany historiami, które zdają się zbyt niewiarygodne, aby mogły być prawdziwe. A niemal wszyscy w nie uwierzyli.

W pierwszych relacjach, wspomnieniach czy biografiach byłych więźniów prawda o piekle brzmiała niewiarygodnie. Wielu z nich zadawało pytanie: kto nam uwierzy w to, co przeżyliśmy? I rzeczywiście, trudno było im w to uwierzyć, zwłaszcza ludziom w Europie zachodniej, którzy myśleli, że to propaganda okrucieństw. Ale więźniowie konsekwentnie ujawniali prawdę i na tym nie zarabiali. Nie mogli się zatem wzbogacić.

Z czasem opowieści o Holokauście zaczęły przynosić korzyści materialne. Do rzeczywistych więźniów zaczęli dołączać hochsztaplerzy. Prowadzą oni nadal misterną grę prawdy i kłamstwa, aby stanąć w świetle reflektorów. Zainteresować swoją osobą opinię publiczną. Czerpią z tego radość i satysfakcję. Podziw, uznanie, powagę, sympatię, miłość, ale także pieniądze i sławę. Mój bohater nie oczekuje pieniędzy. Daje świadectwo pawdzie. Ale z prawdą jest problem. Ks. Józef Tischner mawiał, że według góralskiej teorii poznania są trzy prawdy: “święta prawda, tyż prawda i gówno prawda”. Andrzej K. daje świadectwo swojej prawdzie.

2026-02-06 09:18

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Książka jak dziurka od klucza

Nigdy nie zraża się przeciwnościami. „Poczekajmy, przecież jest Pan Bóg. On będzie działał!” – powtarza w trudnych chwilach. Wielokrotnie doświadczył, że to, co wydawało się niemożliwe, po prostu później się zdarzyło

Takie świadectwo o abp. Mieczysławie Mokrzyckim wystawił Krzysztof Tadej, znany reżyser i dziennikarz katolicki. Jak napisał, przez wiele lat w różnych okolicznościach prowadził dialog z sekretarzem Jana Pawła II (był nim przez 9 lat) i Benedykta XVI (przez 2 lata). Owocem wspólnych rozmów jest książka pt. „Sekretarz dwóch papieży”, wydana w Wydawnictwie Literackim.
CZYTAJ DALEJ

Trwać przy Bogu

2026-06-02 11:44

Niedziela Ogólnopolska 23/2026, str. 22

[ TEMATY ]

homilia

Karol Porwich/Niedziela

Stałość w wierze jest jedną z najważniejszych cnót. Chodzi o niegasnącą gotowość do kochania Boga i ludzi. Perseverantia to cierpliwe trwanie przy Bogu, we wszelkich przeciwnościach losu. Nie psychologiczny optymizm, ale kurczowe trzymanie Jezusa „za rękę”, duchowe dojrzewanie w otaczającej nas niekiedy ciemności i w czasie próby. W przypadku relacji między ludźmi chodzi o konkretną postawę: bardziej czyn niż słowo (choć ono jest czasem niezastąpione), bardziej długotrwały trud niż efemeryczne poruszenie emocji, czasochłonny wysiłek, a nie ubolewanie. Prorok Ozeasz opisuje postawę Izraela wobec Boga – przyznajmy, że często także naszą. To obraz znikających nagle chmur o świtaniu i porannej rosy w upalny dzień. Gdy chodzimy letnim rankiem po trawie, czujemy przyjemny chłód wilgoci. Jest jej mnóstwo, niczym wody w zbiorniku. A jakież zdziwienie nas ogarnia, gdy po wschodzie Słońca nagle ten bezmiar wilgoci ustępuje miejsca przejmującej suchości, chłód zmienia się w gorąc, a przyjemna miękkość zieleni – w twardość podłoża przypominającego skałę. Jak to możliwe w tak krótkim czasie? – pytamy zaskoczeni. Niemal identycznie dziwi się Ozeasz postawie ludu Bożego wybrania. Wielkie słowa, zapewnienia o wierności Bogu i Jego przymierzu, liczne ofiary, modlitwy, uroczystości oraz święte zwołania... i nagle pustka. Więcej nawet: odwrót! Zwrot ku pogańskiemu kultowi, ku Baalowi, nikczemne zachowanie nielicujące z rangą wybrania i Dekalogiem, złożonymi ślubami i obietnicami. Słomiany zapał – mawiamy w takiej sytuacji, wzruszając ramionami. Konsekwencje stygnięcia wiary Izraela były widoczne w życiu publicznym, gdzie sojusze polityczne były ważniejsze niż zaufanie Bogu. Panował chaos, mnożyły się społeczne konflikty, a moralne zepsucie elit widoczne było gołym okiem. A wszystko to w obliczu niebezpieczeństwa inwazji ze strony potężnej Asyrii. Skąd my to znamy? Wszelkie podobieństwa do sytuacji, w jakiej obecnie się znajdujemy, są nie tylko nieprzypadkowe, ale wręcz ostentacyjnie oczywiste! Kochający swój naród Ozeasz natarczywie napomina, grozi karą Bożą, ale i zachęca swych rodaków do powrotu pod skrzydła Boga. Wprawdzie porównuje Izrael do niewiernej żony, ale jednocześnie przypomina, że Bóg jawi się jako wierny mąż, gotowy do przebaczenia. Jeśli tylko Izrael powróci do lojalności, do głębi, a nie będzie „mydlił oczy” Bogu fałszywym, bo pozbawionym nawrócenia moralnego kultem, On zwróci pogodne oblicze ku swemu ludowi. Pojednanie i odnowienie przymierza możliwe jest w każdej chwili. Czułymi słowami Ozeasz kreśli obraz Boga – jest On pełen miłości, współczucia i cierpienia z powodu zdrady człowieka. Można by powiedzieć, że paradoksalnie upadek każdego z nas Bóg przeżywa jako własną porażkę, bo nas kocha. Poznanie prawdziwego Boga, Ojca Jezusa Chrystusa, a nie boga mojej wyobraźni, ambicji czy aspiracji, jest kluczowe. Wtedy bardziej będziemy wydobywali z siebie miłosierdzie, niż tylko składali ofiary, dawali samych siebie, a nie tylko coś od siebie.
CZYTAJ DALEJ

Beatyfikacja dziewięciu salezjanów męczenników

2026-06-06 21:26

Biuro Prasowe AK

Kościół włączył w poczet błogosławionych dziewięciu polskich salezjanów męczenników: Jana Świerca, Ignacego Antonowicza, Ignacego Dobiasza, Karola Goldę, Franciszka Ludwika Harazima, Franciszka Miśkę, Ludwika Mroczka, Włodzimierza Szembeka i Kazimierza Wojciechowskiego.

Beatyfikacja odbyła się w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie, a w imieniu papieża Leona XIV dokonał jej kard. Marcello Semeraro, prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję