Ten serdeczny człowiek i ceniony duszpasterz przez ponad 28 lat był proboszczem Parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Lublinie. W pierwszą niedzielę października pożegnał się z parafianami jako gospodarz wspólnoty przy ul. Zbożowej, ale nie odszedł z miejsca, które od niemal trzech dekad jest jego domem. Pozostał wśród ukochanych wiernych, by na miarę sił i potrzeb służyć wszystkim modlitwą i sakramentami, a radą swojemu następcy ks. Sebastianowi Decowi. – W 1998 r. stanąłem przed wami z drżącym sercem, nie wiedząc, jak potoczy się nasza wspólna droga. Dziś po raz ostatni jako proboszcz staję przed wami i dziękuję Bogu za dar minionych lat, za dar wspaniałych ludzi, których Pan postawił na mojej drodze duszpasterzowania w tym pięknym zakątku Lubina. Chcę wszystkich ogarnąć modlitwą i wdzięczną pamięcią, ale też prosić o modlitwę, aby moja dalsza posługa była Bogu miła – powiedział ks. prał. Eugeniusz Zarębiński.
Reklama
W duchu wdzięczności, kapłan porównał parafię do winnicy Pańskiej, która została powierzona jego pieczy jako drugiemu proboszczowi w 40-letniej historii wspólnoty. – Kiedy patrzę na minione lata, widzę coś cudownego. Winnica pod wezwaniem św. Stanisława pięknie się rozrosła. Ile to było chrztów, Komunii, ślubów i pogrzebów, to policzą księgi parafialne. Ale ile było spowiedzi, po których ktoś wracał z lekkim sercem do domu, ile cichych modlitw przed tabernakulum, tego nie policzy nikt poza Bogiem. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Nie proboszcz, nie program duszpasterski, ale Bóg. Jak napisał św. Paweł Apostoł, jeden sieje, drugi podlewa, ale to Bóg daje wzrost. Dziś mogę powiedzieć: widziałem ten wzrost z bliska i za to dziękuję – dzielił się ks. Zarębiński.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jako proboszcz wyraził nie tylko wdzięczność, ale też skruchę za brak dobra, które mógł uczynić, a którego z powodu ludzkiej ułomności i braku czasu nie dokonał. – Przepraszam każdego, kogo zraniłem. Jeśli ktoś przyszedł na plebanię albo do konfesjonału i nie znalazł we mnie ojca: przepraszam – powiedział w szczerości serca. Przywołując nauczanie papieża Benedykta XVI, nazwał siebie „niewystarczającym narzędziem”, które z Bożą i ludzką pomocą mogło uprawić winnicę Pańską. – Dla mnie nadszedł czas zbiorów. Nie przynoszę Panu sprawozdania z moich sukcesów, ale to, co On sam tu wyhodował. Jak robotnik kończę swoje zadanie i przekazuję je następcy, by winnica ani przez chwilę nie została bez opieki. Ten sam Pan, ta sama winnica, nowy robotnik – powiedział ks. Zarębiński, prosząc parafian, by z życzliwością przyjęli kolejnego proboszcza. – Kiedy patrzę na moje kapłaństwo, widzę, że to nie ja wybrałem tę drogę, nie ja wybrałem tę parafię. Zostałem posłany. I wy nie jesteście tu z przypadku. Każdy z was został wybrany i posłany, aby przynosić owoce w domu, w pracy, w sąsiedztwie. One mają trwać. Nie chodzi więc o to, co zostanie po proboszczu. Chodzi o to, czy Chrystus zostanie w waszych sercach – powiedział na pożegnanie, życząc wiernym, by rośli duchowo i byli coraz bliżej Chrystusa.
Parafianie i współpracownicy ks. Eugeniusza Zarębińskiego podziękowali mu za ofiarną służbę, naznaczoną szczerym uśmiechem, głęboką wiarą i niesłabnącą miłością Boga, człowieka, Kościoła i Ojczyzny. Tydzień później, podczas wprowadzenia nowego proboszcza, abp Stanisław Budzik wyraził wdzięczność ustępującemu duszpasterzowi w imieniu diecezji i Konferencji Episkopatu Polski. – Zgodnie z prawem diecezjalnym przechodzisz na emeryturę. Emeritus po łacinie znaczy zasłużony. Dzisiaj to słowo odnosimy do ciebie i dziękujemy za ogromny wkład w materialny i duchowy rozwój życia parafialnego oraz za świadectwo pięknego kapłańskiego życia. Dziękuję także za pełnienie już przed 41 lat zadania krajowego duszpasterza kolejarzy – powiedział metropolita lubelski.
