Piszę te słowa na wyspie, otoczony życzliwością Polonii okołolondyńskiej. Lubię patrzeć na ludzi, którzy żyją równocześnie w dwóch ojczyznach. Tutaj mają dom, pracę, sąsiadów i codzienne sprawy. A jednak kawałkiem serca są w Polsce – przy rodzinie, przy wiadomościach, przy tym, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu. Wystarczą jedno nazwisko, jeden telefon, jedna wiadomość z kraju, by rozmowa znad Tamizy przeniosła się nad Wisłę.
Czy umiałbym mieszkać daleko, a sercem być tak blisko Polski? Nie wiem. Wiem za to, że dla Polaków na Wyspach sprawy brytyjskiej Korony nie są tak dojmujące jak to, co dzieje się w Warszawie. Londyn szykuje się już do Halloween. W witrynach dynie, szkielety i pajęczyny – jakby jesień była za mało ponura i trzeba jej było trochę pomóc. Za chwilę te dekoracje ustąpią miejsca bożonarodzeniowym świecidełkom, a my w Polsce ruszymy ze zniczami i zwrócimy myśli ku tym, których już z nami nie ma.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
