Znana jest formuła Norwida: „Shakespeare może powiedzieć: Ja znam Zło, a Calderon może powiedzieć: Ja znam Dobro, a Zygmunt (Krasiński) może powiedzieć: Ja znam historię”.
Recenzując niejako czasy polskiego romantyzmu Alina Witkowska słusznie pisze, iż Zygmunt Krasiński był diagnostą historii. Najbardziej interesowały go sensy w niej się mieszczące. On ich szukał
i nawet znajdował. Uprawiając swoją historiozofię, interesował się zwłaszcza nowożytnością, która rozpoczęła się francuską rewolucją w 1789 r. i dlatego jego historyzm
był silnie osadzony we współczesności. Jego twórczość literacka zdradza, że dość często próbował być lekarzem obolałej historii. Jeśli widział choroby wieku, to proponował zaradcze środki.
Chyba wszyscy wiedzą, że dzięki zwłaszcza dwóm dramatom: Nie-Boskiej komedii (1835) oraz Irydionowi (1836) - Krasiński stał się najwybitniejszym przedstawicielem romantycznej tragedii polskiej.
W swoich poglądach na dzieje ludzkości ewoluował ku mesjanizmowi. Porównując Szekspira z Schillerem, Krasiński napisał: „Szekspir rozumiał duszę ludzką, Schiller ducha ludzkości
(…). Z Szekspira w końcu nic nie wyciśniesz, jedynie naukę, że tak się stało, z Schillera się dowiesz, że tak się stanie. Coś kronikarskiego jest w pierwszym,
coś historycznego w drugim”.
Historiografia zbiera fakciki i dodając jeden do drugiego, tworzy jeden wielki fakt, z którego wynika, że coś było. Historiozofia z kolei, jeśli owych fakcików nie
lekceważy, to na pewno je podporządkowuje idei przewodniej, przez co bardziej ją uprawomocnia. Szukając zasad historycznych w przeszłości, prorokuje przyszłość. Domaga się zmiany współczesności
w imię szczęśliwej przyszłości. Historiograf opisuje historię, historiozof poucza i karci historię. Jeden systematyzuje, drugi komponuje. A co z innym poglądem
na historię, wszak to ona właśnie jest mądrą nauczycielką dziejącego się obecnie życia (historia magistra vitae).
Maryja zrozumiała wielkość Boga i dzieli się swoją wiedzą z nami. Niczego nie chce zatrzymać dla siebie. Chętnie, z radością, ze śpiewem na ustach, rozgłasza prawdę o Bogu.
„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana». Wtedy Maryja rzekła: «Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię – a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje – jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki». Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu”.
Gdy kalendarz liturgiczny wiedzie nas przez dni pełne świątecznych treści: Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, a dzień później niedziela, przypomina mi się ostatni apel papieża Leona XIV, by nie „wirtualizować niedzieli”.
Kilkanaście sekund wystarczy, by uruchomić transmisję Mszy św. Telefon jest pod ręką, internet działa, a algorytm podpowiada: „Msza na żywo”. Można włączyć celebrację z własnej parafii, ze znanego sanktuarium, 15 sierpnia najlepiej z Jasnej Góry, można połaczyć się nawet z innego kraju. Można słuchać homilii „przy okazji”, na przykład między śniadaniem a pakowaniem na wyjazd. Technicznie wszystko się zgadza: jest ołtarz, kapłan, czytania, modlitwa, śpiew.
Jestem osobiście wdzięczny tej odważnej kobiecie, którą zawsze czułem blisko siebie - mówił Jan Paweł II o Matce Teresie. Spotykali się wielokrotnie, a Papież odwiedził ją także wśród umierających w Kalkucie. Początkiem tej niezwykłej drogi było jednak „tak” młodej Ganxhe Bojaxhiu wypowiedziane Bogu. 98 lat temu w Letnicy dojrzewało powołanie przyszłej świętej.
14 sierpnia 1928 roku, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Ganxhe Bojaxhiu przebywała wraz z matką i rodziną w sanktuarium Matki Bożej Wniebowziętej w Letnicy w Kosowie. To właśnie z tym miejscem związane było dojrzewanie powołania dziewczyny, którą świat pozna później jako Matkę Teresę z Kalkuty.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.