Reklama

Nie usypiajmy problemów

Niedziela przemyska 36/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zwykło się obwiniać nauki przyrodnicze i antyreligijną filozofię, że we współczesnym społeczeństwie religię odsunięto w cień. Byłoby chyba jednak bardziej uczciwie winić samą religię ze jej porażki. Upadek religii nie wyniknął stąd, że została odrzucona, lecz stąd, że stała się nieistotna, zwietrzała, przygniatająca, mdła. Kiedy wiarę całkowicie zastępuje system wierzeń, miejsce czci zajmuje doktryna, a miejsce miłości - zwyczaj podszyty rutyną”.
To nieco skomplikowane sformułowanie problemu przez Abrahama Joshua Heschla, którego za te słowa Żydzi znienawidzili, warte są przemyślenia i chyba konieczne na początek refleksji, którą chciałbym wejść w nowy rok szkolny.
Spójrzmy na Heschla po kolei: wiara nieistotna. Inauguracje roku szkolnego. Hałas pod kościołami, katecheci uganiają się za uczniami, a pedagodzy? No cóż, zgadzają się na rytuał i czekają w szkołach na młodzież. Znam przypadek, kiedy dyrektor szkoły średniej nie zauważył, że wśród zaproszonych gości jest Arcybiskup, o zaproszenie którego zabiegali od miesięcy. Ważny był ryt, a niech wiedzą w innych szkołach, że u nas był Arcybiskup. A, że się przeoczyło, że jest i nawet nie pozwolono mu powiedzieć kilku słów - no cóż, zdarza się, tyle obowiązków dyrektorskich.
Tak, tam gdzie brakuje miłości pojawia się zwyczaj podszyty rutyną. Ilu pedagogów w duchu miłości skorzysta, a właściwie można już powiedzieć, skorzystało z sakramentu pojednania, by ten nowy rok szkolny rozpocząć poprzez pełny udział w Eucharystii? To też jest brak miłości - tym razem do dzieci i młodzieży. A szkoda - bo dzieci to doskonali nauczyciele, a nawet rekolekcjoniści i misjonarze. Brak miłości, rutyna - to sytuacje, które już blisko pół wieku temu przewidział Kościół i w nauczaniu Soborowym wskazał na środki leczące to zagrożenie, ten nowotwór wiary początku XXI wieku. Lekiem miały stać się Żywe Wspólnoty. Ale cóż, ci którym zwyczaj podszyty rutyną zastąpił miłość, a w konsekwencji wiara stała się nieistotna dla ich i ich rodzin życia, mają na propozycję skorzystania z daru Żywych Wspólnot jedną odpowiedź - my nie mamy problemu. Tak ich problemem - a tych rodzin jest ogromna liczba, jeszcze większą liczbę stanowi młodzież - jest brak widzenia problemu. A w konsekwencji brak szukania sposobów budzenia miłości, która tchnie życie w zwyczaje. Ot, pierwszy z kraju przykład sprzed kilku dni. Kobieta, młoda matka, wlecze za sobą wypchaną torbę pełną zakupów. Dziwię się, że nie ma samochodu. „Niestety, mąż stwierdził, że nie mamy pieniędzy na benzynę” - odpowiada smutno. Na liście zakupów sporządzonej przez męża, bo ona nie umie szanować grosza, na pierwszym miejscu: wino, wódka, piwo. Znam go od wielu lat - on nie ma problemu.
Ponieważ Domowy Kościół, o którym chcę pisać, gromadzi ludzi, którzy chcą widzieć problem, chcą ożywiać swoje życie miłością - ośmiesza się go. Bolesne to dla mnie, że ten swoisty sarkazm w mówieniu o Domowym Kościele zaszczepia się w oazie młodzieżowej, która w założeniu winna być czasem przygotowywania się ku wrażliwości na niebezpieczeństwo braku problemu.
W Czarnej k. Ustrzyk zgromadziły się 24 małżeństwa. Osiem przychodziło z samej Czarnej po rannym obrządku w gospodarstwie. Przychodzili solidnie. Już po kilku dniach najważniejsi dla mnie byli jak to się na oazie mówi, wujek Władek i ciocia Marysia. Ludzie jesieni życia. Wujek po wylewie ma kłopoty z czytaniem i wysławianiem się, więc ciocia Marysia czytała mu Pismo Święte. Ale kiedy przyszedł czas świadectwa, przy końcu rekolekcji, kiedy przyszła kolej na Władka, Marysia chciała powiedzieć za niego i za siebie, uczyniła więc gest sięgnięcia po mikrofon. Lekko odsunął jej rękę, wziął od sąsiada Pismo i mikrofon. Ucałował księgę Biblii, wypowiedział pewnie po raz pierwszy w życiu Alleluja i zaświadczył: „Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem tu z Wami być. Szkoda, że tak późno spotkałem się z tym ruchem. Wiele w naszym życiu się zmarnowało. Ale mam nadzieję, że Bóg jest miłosierny. Módlcie się za nas”. Kiedyś ks. Pasierb napisał esej „Stare kobiety w Kościele”. Przypomniał mi się ten esej. Starzy ludzie w Kościele to dawcy stypendium mszalnych, wdowich groszy na tacę i raz w miesiącu „tasuje się im tajemnice”. A przed nimi droga - ważna. Władek ją zrozumiał.
Pewnie nie zdążę wyczerpać myśli tej bieszczadzkiej uczty, ale skoro zaczyna się rok szkolny, to powiem, że najpierw byłem bardzo zły, że nie dano mi do pomocy na rekolekcjach drugiego księdza. Potem nie udało się wyprosić w kilku zgromadzeniach choćby jednej siostry. Na koniec, już w drodze na rekolekcje dotknęło mnie bolesne upokorzenie z najmniej spodziewanej strony. Byłem bliski zawrócenia, ale pojechałem i... dobrze zrobiłem. Na miejscu spotkałem aż czworo szczególnych pomocników: Darka, Karolinę, Zuzię i Olę. Wspomniany wyżej dzień świadectwa ujawnił, że nieważne były moje kazania, nie najważniejsza miłość i nieprzespane noce Haliny i Janusza. Te rekolekcje głosił Pan Jezus bez słów. Zresztą oddajmy głos wujkowi Marianowi, który wraz ze swoją Moniką i dwojgiem dzieci, Justysią i Karolem, przyjechali z Warszawy - on sędzia w warszawskim sądzie, ona przedszkolanka. Jestem ogromnie wdzięczny Asi, że postarała się zadbać o nagranie tych słów - bo bardzo lubi świadectwa. Oto świadectwo pana sędziego, po naszemu wujka Mariana:
„U nas w domu to jest troszkę tak, że ja jestem Pan Praktyczny, a Monika to Pani Rozmodlona. Czyli zawsze to było tak, że ona była silniejsza na modlitwie. Ja modliłem się codziennie, ale nie miałem takiego zapału i gorliwości. Jesteśmy w Domowym Kościele już dość długo i ciągle nie wykonujemy tych zobowiązań. Raz zapisaliśmy się na rekolekcje piętnastodniowe i tak się staraliśmy, że w końcu nie pojechaliśmy. Innym razem okazało się, że wszystkie miejsca są już zajęte. W tym roku zapisaliśmy się, a potem powiedziano nam, że jednak nas nie przyjmą, bo nie ma już miejsc. Dowiedzieliśmy się, że w Czarnej, gdzieś na końcu świata, są rekolekcje. Pojechaliśmy. Ja bez wielkiego entuzjazmu, a nawet powiedziałbym, ze znikomym entuzjazmem. Ale pan każe, sługa musi. Przyjechaliśmy tutaj, spojrzałem na plan rekolekcji i przyszło mi na myśl: «wszystko mogę w tym, który mnie umacnia» - jeśli ja to przeżyję, to będzie całkiem niezłe wyzwanie. Interesujące jest to, że w miarę upływu czasu coraz przyjemniej mi się na ten plan patrzyło, a pod koniec nawet z pewnym żalem. Mam wrażenie, że te rekolekcje dały mi dużo poczucia wspólnoty, komunii z Kościołem. Jestem człowiekiem, który lubi raczej archaiczne formy pobożnościowe, w związku z tym, kiedy myślałem, że będę przez piętnaście dni śpiewał przy gitarze, serdecznie sobie współczułem. Ale przeżyłem i muszę powiedzieć szczerze, że większa część tych pieśni całkiem mi się podobała.
Mam takie fajne doświadczenie bliskości z wieloma ludźmi, z którymi pewnie w życiu los by mnie nie zetknął. Wszyscy żyjemy w swoich środowiskach, bardzo różnych. Tu spotkałem ludzi, z jakimi na co dzień nie mam przyjemności się spotykać, ludzi, którzy pracują na roli, mają swoje gospodarstwa. To jest pięknie zobaczyć, że tak różnie i pięknie możemy przeżywać Kościół.
W naszym środowisku bycie człowiekiem w jakikolwiek sposób praktykującym nie jest oczywistością, mam nawet wrażenie, że zaczynamy powoli być w mniejszości. Większość osób, które znamy, to chrześcijanie wyłącznie z metryki. To jest świat, w którym nie ma nawet tradycyjnych form pobożnościowych, nie ma Różańców, zwykłych modlitw. Z tymi ludźmi przychodzi nam żyć. Przed rekolekcjami dowiedzieliśmy się, że nasi znajomi dokonali aborcji, ponieważ wykryto, że ich dziecko będzie miało zespół Downa. Byliśmy tym bardzo mocno poruszeni, dotknięci. Stwierdziliśmy, że to podejście do dziecka na zasadzie - «Nie będę miał się czym pochwalić, nie przyprowadzę swojego synka i nie powiem: oto wybitny prawnik, stypendysta programu dla dzieci szczególnie uzdolnionych…». A jeżeli nie można się pochwalić dzieckiem, to po co w ogóle takie dziecko mieć. Było to dla nas bardzo bolesne. Przyjeżdżamy tu i okazuje, się, że nie tylko można, ale i trzeba. Kiedy patrzymy na świadectwo życia tych trzech rodzin, najbardziej dotkniętych spośród nas, to stwierdzamy, że nasze krzyże, to są właściwie tylko małe krzyżyki na szyję. To jest dla nas niezwykle budujące, kiedy widzimy, jak oni potrafią żyć, jak potrafią kochać swoje dzieci, takie jakimi one są, jakimi je otrzymali od Boga. Dla mnie, jako dla mężczyzny, szczególnie ważne jest świadectwo bycia ojcem w takiej sytuacji… I za to chwała Panu”.
Darek, Karolina oraz bliźniaczki Ola i Zuzia. Ta czwórka dotknięta różnymi ograniczeniami zdrowotnymi, to moi wielcy pomocnicy w tych rekolekcjach. Za tydzień spróbujemy poznać się z nimi bliżej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Pasja Chrystusa” wraca do kin, a wraz z nią zapowiedź nowego filmu Gibsona

2026-08-30 09:32

[ TEMATY ]

film

kino

Mel Gibson

Materiał prasowy

Plakat filmu Pasja

Plakat
filmu Pasja

Kardynałowie Gerhard Ludwig Müller i Raymond Leo Burke publicznie poparli film Mela Gibsona „Pasja Chrystusa” w związku z jego ponownym wejściem na ekrany. Produkcja z 2004 roku zostanie pokazana w kinach w zremasterowanej wersji 4K w dniach od 10 do 17 września.

Obaj kardynałowie występują w nowych materiałach promocyjnych filmu. Kardynał Müller podkreśla w jednym z nich, że „Pasja” może pomóc w przekazywaniu orędzia chrześcijańskiego. Z kolei kardynał Burke określa dzieło Gibsona jako opowieść „naprawdę monumentalną”, która „głęboko poruszyła serca wielu ludzi”.
CZYTAJ DALEJ

Prezydent Nawrocki: Nigdy nie zapomnimy tych, którzy zginęli na Wołyniu tylko za to, że byli Polakami

2026-08-30 17:54

[ TEMATY ]

Ukraina

zbrodnia wołyńska

PAP/Vladyslav Musiienko

Polska nie zapomina o tych, którzy zginęli na Wołyniu tylko za to, że byli Polakami. Wszyscy powinni być należycie pochowani i upamiętnieni – napisał prezydent Karol Nawrocki w liście do uczestników uroczystego pogrzebu szczątków ofiar zbrodni wołyńskiej w Ostrówkach na północnym zachodzie Ukrainy.

W niedzielę na starym polskim cmentarzu w Ostrówkach w rejonie Lubomla pochowano szczątki 55 Polaków, ofiar zbrodni wołyńskiej z Ostrówek i Woli Ostrowieckiej. Tragedia tych dwóch, nieistniejących dziś wsi, rozegrała się 30 sierpnia 1943 r. Szczątki ofiar ekshumowano na przełomie lipca i sierpnia.
CZYTAJ DALEJ

Kolumbia po trzęsieniu ziemi nadal potrzebuje pomocy

2026-08-30 19:06

[ TEMATY ]

trzęsienie ziemi

Kolumbia

PAP/EPA

W Bogocie setki osób zgromadziły się, aby uczcić pamięć ponad 300 ofiar niszczycielskiego trzęsienia ziemi z 10 sierpnia. „Czekają nas miesiące pracy” - mówi John Orlando, dyrektor krajowy organizacji Action Against Hunger (ACF) w Kolumbii. Podkreśla również, jak wielkie znaczenie dla Kolumbijczyków ma wsparcie Leona XIV.

Ze świecami, modlitwą i chrześcijańskimi pieśniami setki Kolumbijczyków oddały 28 sierpnia, hołd 331 osobom, które zginęły w wyniku trzęsienia ziemi o magnitudzie 7,4. Kataklizm nawiedził 10 sierpnia centralne i południowo-zachodnie regiony Kolumbii.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję