Reklama

Uwaga: sekty!

Niedziela lubelska 34/2002

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Anna Gliwa: Bardzo często słyszy się, że wakacje to czas wzmożonego werbunku do sekt. Zatem, czym jest sekta?

Antoni Leśniak: Najprostsze określenie mówi, że sekta jest pewnego rodzaju odłamem lub grupą, która oddzieliła się od jakiejś dużej wspólnoty. W rozumieniu teologicznym sekta jest grupą oddzieloną od jakiegoś kościoła. Jest też pewnego rodzaju strukturą, dokładnie przygotowaną do działania już w momencie rozpoczęcia swojego działania. Czasem sądzi się, że sekty rodzą się spontanicznie, a one jeszcze przed - można powiedzieć ukazaniem się innym - zostają dokładnie przygotowane; wiadomo już, jak mają działać, na kogo są nastawione, jakie są dalekosiężne plany działania. W wymiarze psychologicznym sekta to grupa ludzi, którzy będą mocno podkreślali, że posiadają prawdę, że są jedynymi, wśród których można osiągnąć pełnię szczęścia. Grupa taka jest hermetycznie zamknięta, nie dopuszcza do siebie kogoś, kto nie ma szczerej woli współpracy. Poza tym taka grupa bardzo ostrożnie i dokładnie wybiera, kogo chciałaby mieć w swoich strukturach. Najpierw przygotowuje szczegółowe plany i mechanizmy werbunku, propozycje różnych ofert, atrakcyjnych na tyle, że konkretne osoby do takiej grupy przyjdą. Sekty dbają o to, by zwerbowana osoba łatwo nie mogła odejść z grupy, po prostu by wysiłek i nakład poniesiony przy jej werbunku nie przepadł. W wymiarze socjologicznym sekta to grupa, która będzie kierowała się określonymi zasadami, którą da się opisać i podzielić, a punktem odniesienia przy podziałach będzie jej stosunek do świata, do określonych zachowań i systemów wartości, do poszczególnych problemów: np. stosunek do wojny. W wymiarze teologicznym sekta to grupa, która uzurpuje sobie prawo do prowadzenia ludzi do wiecznego szczęścia, do zbawienia. Podział stosowany przez dokument kongregacji watykańskiej z 1986 r. "Sekty albo nowe ruchy religijne jako wyzwanie duszpasterskie" informuje nas, że są sekty o podłoży chrześcijańskim, bazujące na tekstach Pisma Świętego, ale są również sekty o podłożu islamskim, czy napastliwe sekty typu afrykańskiego lub azjatyckiego, czy promujące kult woo-doo.

- Kto tworzy sektę?

- Najlepszą charakterystyką twórcy sekt są słowa Rona Hubbarda - twórcy kalifornijskiego kościoła scjentologicznego, który powiedział kiedyś takie zdanie: "Róbcie pieniądze i wykorzystujcie ludzką naiwność. Jak to zrobić? Stwórzcie nową religię". Twórca sekty ma po prostu pomysł na zarobienie dużych pieniędzy na ludzkiej otwartości i życzliwości, na ciepłym spojrzeniu na drugiego człowieka, który ma określone problemy i potrzeby, a co za tym idzie jest gotowy na wiele, by po prostu sobie pomóc. Ktoś wykorzystuje różne sposoby i techniki, by zwabić potencjalnych członków sekty tylko po to, by na nich zarobić.

- W jaki sposób sekty werbują kandydatów?

- Jedną z prostych metod założenia sekty jest poinformowanie kilku znajomych i życzliwych osób o tym, że miało się jakieś objawienie, albo że jest się predysponowanym do tego, by w tym świecie pełnić znaczącą rolę, by przewodzić światu i ludziom. Trzon sekty tworzy więc pomysłodawca z służalczo oddaną grupką ludzi. Taki założyciel, nazywany guru, jest w sekcie najważniejszy. Jeśli potępiamy ludzi należących do sekty, to musimy pamiętać, że sekta to nie tylko ludzie i ich poglądy, ale przede wszystkim guru, który jest najniebezpieczniejszy, oczywiście pomijając ludzi, którzy weszli do grupy z wyrachowania czy dla własnych korzyści. Większość ludzi po prostu wierzy w przedstawianą im prawdę. Guru zastanawia się najpierw, co będzie celem sekty i jakie osoby do osiągnięcia celu są mu potrzebne: młodzi, starsi, czy też konkretne grupy zawodowe. Określone sekty przedstawiają swoje propozycje młodzieży, inne lekarzom, prawnikom, czy osobom starszym. W pewnych grupach społecznych istnieje konkretne tempo życia: praca, zaangażowanie, zmęczenie czy częste rozwody powodują występowanie podobnych pragnień wśród ludzi. Są oni bardziej otwarci, gotowi na przyjęcie informacji i sugestii, których oczekują. Nigdy nie jest tak, że osoba werbująca mówi: "Należę do takiej sekty, zapraszam na spotkanie naszej grupy". W dzisiejszym świecie werbunek doprowadzony jest do perfekcji. Potencjalnych kandydatów zaprasza się na interesujący wykład czy spotkanie, niekoniecznie związane z tematyką religijną, zazwyczaj dominuje problematyka psychologiczna: jak być szczęśliwym, jak sobie poradzić z problemami, jak kochać drugiego człowieka, jak wychować dzieci, jak osiągnąć zawodowy sukces. Przy okazji pierwszego wykładu następuje przekazanie pierwszych treści sekciarskich. Jest to również dozowane, by nie zrazić ludzi. Wprowadzanie w tematykę odbywa się etapami. Innym przykładem werbunku jest prowadzenie szkół językowych. Ktoś chce dobrze nauczyć się języka, więc udaje się do szkoły prowadzonej przez obcokrajowców z dobrymi wynikami. Często są to jednak członkowie sekt, którzy mają ogromne możliwości finansowe - proponują certyfikaty, atrakcyjne ceny i wysoki poziom. Przy okazji nauki przekazywane są sekciarskie treści, np. chwila medytacji i wyciszenia, praca na specjalnie spreparowanych testach. Zdarza się, że sekty prowadzą szkoły tańca, gdzie zajęcia rozpoczynają się od medytacji i jogi.

- Kto najczęściej pozwala się zwerbować?

- To zależy do kogo i w jaki sposób takie zaproszenie zostanie skierowane. Gdy nastawione jest na młodych ludzi, pojawiają się w nim treści o zabawie, imprezie, spotkaniu ciekawych ludzi. Młodzi chętnie przychodzą na spotkania, zwłaszcza jeśli towarzyszy im np. koncert - niespodzianka, darmowe jedzenie. Młodzi nie idą na spotkanie sekty, ale żeby się po prostu pobawić, jednak to już jest pierwszy krok zmierzający w niebezpiecznym kierunku. Jeśli ofertą sekty jest rozwiązywanie konkretnych problemów, zaproszenie kierowane jest do osób dorosłych. Niestety, z badań wynika, że na wpływy sekt podatni są ludzie z wyższym wykształceniem. Ci, którzy racjonalnie myślą, często są wykorzystywani przez innych racjonalnie myślących, którzy potrafią "sprzedać" swoją prawdę. Na wpływ sekt podatne są także kobiety, z natury bardziej emocjonalnie reagujące na otaczający je świat. Ludzie przychodzą do grupy, bo są otoczeni przez członków sekty działaniem, które nazywa się "bombardowaniem miłością". Jest to niebezpieczna metoda. Ktoś jest samotny, ma problemy, nie umie się odnaleźć i nagle pojawiają się ludzie, którzy się interesują nim dla niego samego, którzy pokazują mu, że problemy da się rozwiązać, tylko trzeba mieć wokół siebie grupę z życzliwych przyjaciół. Osoby werbujące nie są nachalne, wiedzą bowiem, że muszą systematycznie interesować się podatną osobą. W końcu zapraszają ją na spotkanie zamknięte, gdzie uruchamia się drugi proces: pranie mózgu. Człowiek jest tam odizolowany od świata zewnętrznego, wierzy więc we wszystko, bo nie ma możliwości weryfikacji. W końcu okazuje się, że te racjonalne i logiczne informacje są tylko specjalnie spreparowaną papką, czego bombardowana osoba nie jest już w stanie dostrzec. Poza tym werbowana osoba często sama nie chce wracać do dawnego świata, w którym żyła, bo jeśli tam nią nikt się nie interesuje, to lepiej zostać w grupie życzliwie usposobionych osób.

- Jakie są skutki przebywania w sekcie?

- Podstawowe to uzależnienie fizyczne i psychiczne. Fizyczne polega na tym, że w sektach często stosuje się różnego rodzaju diety. By wymusić posłuszeństwo wobec guru, odbiera się pewien rodzaj pokarmów i fizycznie osłabia organizm. Człowiek staje się otępiały, apatyczny, tak, że nie ma możliwości swobodnego ruchu. Członkowie sekt pozbawiani są witamin, ich cera blednie - patrząc w lustro widzą schorowanych ludzi, z którymi dzieje się coś niedobrego. Wówczas grupa mówi: słuchaj, pomożemy ci, bo my mamy na to lekarstwo, ale musisz nas dokładnie słuchać. Osoby przebywające w ośrodkach zamkniętych, jeśli próbują się wyłamać z grupy, są pozbawiane jedzenia, kierowane do wyczerpującej, wielogodzinnej pracy fizycznej. Tym sposobem guru zyskuje pełną kontrolę nad człowiekiem w jego sferze fizycznej. Zdominowany człowiek boi się, ale nie ma możliwości wyjścia; często jest pozbawiony dokumentów, pieniędzy, a ponadto zastraszany. Zwerbowana osoba powoli zatraca własną osobowość i ma coraz mniejszą możliwość wyrwania się z zamkniętego kręgu.

W sektach często dochodzi do nadużyć na tle seksualnym i finansowym.

Są takie sekty, które liczą na to, by ściągnąć do siebie osoby zamożne i są nastawione w swoich programach na ludzi dorosłych. Programy te są zorganizowane tak, by majętni i znani ludzie nie przebywali z nimi, ale wspierali ich swoim autorytetem i pieniędzmi. Kiedyś medytacją transcendentalną interesował się zespół The Beatles, dzięki temu sekta promująca taką medytację od razu została zauważona i zyskała nowych członków. Innym przykładem jest sekta scjentologów, którzy zwerbowali kilku aktorów hollywodzkich. Sami aktorzy nie uczestniczyli w spotkaniach sekty, ale wspierali ich swoją popularnością i oczywiście dotacjami. Sekta miała zbierała kłopotliwe informacje na ich temat, wykorzystując je do szantażu. Przykładem jest tu Tom Cruise, który wraz z byłą żoną Nicol Kidman należał do scjentologów. Po odejściu Criusa z sekty rozpadło się jego małżeństwo, a przy okazji ujawniono, że jest homoseksualistą. Ponadto sekty bardzo często kierują swoją działalność na osoby starsze i samotne. Ich członkowie chodzą po domach starców, proponując zamieszkanie w bardziej ludzkich warunkach, w otoczeniu ciepłych i życzliwych ludzi. W zamian za to osoby takie po śmierci przekazują im swoje majątki. Sekty dokładnie wybierają kandydatów, werbują ich dopiero po dokładnym prześwietleniu. Jeśli chodzi o seks, to są takie grupy, które w programie działania mają prostytucję sakralną. Często osoby płci żeńskiej w sekcie traktowane są jako nałożnice guru, każda z nich musi przejść inicjację seksualną z guru, by być pełnoprawnym członkiem sekty. Kobiety takie są potencjalnymi matkami dzieci guru, a im więcej dzieci przychodzi na świat w sekcie, tym większe - wg nich - błogosławieństwo. Są również takie grupy, np. Rodzina Miłości, które zrzeszają pedofilii. Werbując do siebie osoby o określonych skłonnościach seksualnych sekta - w zamian za przynależność do grupy - oferuje możliwość kontaktów seksualnych z dziećmi. Innym przykładem seksualnego wykorzystywania jest grupa satanistów, w której dochodzi do gwałtów, w skrajnych przypadkach składnia ofiar z ludzi, a generalnie do bezczeszczenia ludzkiego ciała.

- Po czym poznać, że ktoś jest w sekcie lub jest do niej werbowany?

-Jest to bardzo trudne, ponieważ członkowie sekt mówią kandydatom, by nie przyznawali się w rodzinie i wśród przyjaciół, że chodzą na spotkania, by była to ich prywatna sprawa, do której nikt nie ma wglądu. Wówczas sekta ma kontrolę nad człowiekiem i jest pewna, że ktoś z zewnątrz nie monitoruje jej działalności. Spotkania zatem nie odbywają się np. w nocy, ale raczej w dzień, by wyjścia z domu nie wzbudzały niepotrzebnych podejrzeń. Młody człowiek, który intensywnie przeżywa zmiany, może zewnętrznie pewne cechy ukazywać: zamknięcie się w sobie, brak rozmów z rodzicami i przyjaciółmi - można to zrzucić na karb dojrzewania, ale takim zachowaniom mogą towarzyszyć także czynniki sekciarskie. W niektórych sektach przyjmuje się narkotyki, warto więc zwrócić uwagę na zachowanie, szczególnie młodych ludzi wracających do domu z podkrążonymi oczami, na ich trudnościami w kontaktach interpersonalnych. Członkowie sekt często słuchają określonej muzyki, inaczej się ubierają - to mogą być symptomy, których nie wolno lekceważyć.

- Jak takim osobom pomóc?

- Na początku uważnie je obserwować, ale nie podejmować żadnych gwałtownych działań, które mogą wywołać negatywne skutki, np. zupełnie odizolowanie człowieka od rodziny. Do 18 roku życia młody człowiek podlega prawnej opiece rodziców lub opiekunów, ale po ukończeniu 18 lat sam podejmuje decyzje i trudniej wówczas taką osobę wyciągnąć np. z ośrodka, w którym sekta oferuje człowiekowi mieszkanie, jedzenie, pracę, a w końcu szczęście. Osoby wyciągnięte ze szponów sekty poddaje się badaniom medycznym i psychologicznym oraz leczeniu, by przywrócić je do funkcjonowania w społeczeństwie. Proces leczenia i wychodzenia z sekty może trwać nawet latami, ale nigdy do końca wszystkich skutków bycia w sekcie się nie wyeliminuje. Jeśli zauważmy, że ktoś może być podatny na działanie sekty, to należy mu poświęcić jak najwięcej czasu, zainteresowania, miłości. Nie można pozwolić, by taki człowiek szukał alternatywnych przyjaciół poza tymi, którzy są sprawdzeni. Dzisiaj sekty panoszą się w internecie, warto zatem przyjrzeć się, czego młodzież tak naprawdę szuka w sieci. Czasem trzeba wyjechać z takim człowiekiem, by zupełnie odizolować go od powracających po niego członków sekty. Zawsze trzeba rozmawiać, znaleźć informacje o konkretnej grupie, która zagraża i rozmawiać, przede wszystkim rozmawiać.

- Gdzie szukać pomocy?

- Polecam doskonale przygotowane dominikańskie centra informacji i pomocy, działające w wielu miastach Polski. W Lublinie warto udać się do Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji i Stowarzyszenia " Odnaleźć siebie" (ul. Królewska 10, tel. 081-743-79-84), które zajmuje się profilaktyką i konkretną formą pomocy. Są też prywatne osoby, które zajmują się udzielaniem niezbędnych informacji i pomocy, np. prowadzony przeze mnie ośrodek psychoterapeutyczny przy ul. Jana Sawy 3 tel. (081) 443-23-77 lub 0-502-375-418.

- Dziękuję za rozmowę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Lekarz z powołania

Cmentarz w Zagórzu należy do największych i najstarszych nekropolii w Sosnowcu. Spoczywa na nim wiele pokoleń mieszkańców zasłużonych dla rozwoju miasta oraz Zagłębia. Wśród wielu grobów sosnowieckich intelektualistów są groby znanych lekarzy. Wymienić tu należy grób rodziny Wrzosków, w którym spoczywa znany w całym kraju i na świecie prof. med. Adam Wrzosek. Niedaleko od podupadającej kapliczki - grobowca rodziny Wrzosków, przy tej samej alejce znajduje się grób innego lekarza - Aleksandra Widery.

Dziś postać ta nie byłaby znana, gdyby nie powieść Stefana Żeromskiego rozgrywająca się w Zagłębiu Dąbrowskim, a zatytułowana Ludzie bezdomni. Powieść ukazała się drukiem na rok przed śmiercią Widery, a losy głównego bohatera dr. Tomasza Judyma zbiegają się z działalnością i sytuacją życiową Aleksandra. Stąd powszechne mniemanie, iż dr Widera był pierwowzorem Judyma. Aleksander Widera znany był z tego, iż z wielkim oddaniem i gorącym sercem spieszył z pomocą chorym robotnikom i górnikom Sosnowca oraz biedakom z Zagórza. Zmarł w wieku 35 lat. Nie założył rodziny. Nie pozostawił po sobie najbliższych. Dlatego też grobowiec na zagórskim cmentarzu wybudowany został kilka lat po jego śmierci staraniem dyrekcji sosnowieckiego oddziału Towarzystwa Lekarskiego. Wydaje się, że wybudowanie grobowca było wynikiem ukazania się w roku 1900 powieści Stefana Żeromskiego Ludzie bezdomni. "Zmieniające się czasy, rewolucyjne utarczki z początku XX w., I wojna światowa, II wojna światowa, później odbudowa kraju sprawiły, że o doktorze Widerze i jego grobie prawie zapomniano. Wprawdzie starzy mieszkańcy Zagórza opowiadali, że na cmentarzu jest pochowany słynny doktor, to jednak po upływie prawie całego wieku nikt tym grobem się nie opiekował" - wyjaśnia dr Emilian Kocot. Przełom nastąpił w roku 1996, kiedy w prasie ukazał się artykuł o tym, że wandale przewrócili okazały krzyż z czarnego marmuru na grobie doktora Aleksandra Widery. Wówczas Zarząd Sosnowieckiego Koła Polskiego Towarzystwa Lekarskiego z proboszczem parafii św. Joachima, ks. Stanisławem Kocotem, i Zarządem Cmentarza postanowili odrestaurować zniszczony działaniami atmosferycznymi i rękami wandali grobowiec. W aktach parafialnych odnaleziono akt zgonu doktora Aleksandra Widery. Odbudowano rozsypujące się fundamenty grobowca, na nowo ustawiono na wysokim cokole przewrócony, lecz na szczęście nieuszkodzony krzyż. Na płycie nagrobkowej umieszczono granitową tablicę z napisem: "Dobro człowieka najwyższym prawem. Doktorowi Judymowi i ku pamięci potomnym Sosnowieckie Koło Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w 90. rocznicę powstania Towarzystwa Lekarskiego Zagłębia Dąbrowskiego 1997 r.". 20 listopada 1997 r. biskup sosnowiecki Adam Śmigielski SDB poświęcił odnowiony grobowiec. Uroczystość zgromadziła liczne grono lekarzy z całego Zagłębia oraz władze miasta. Grobowiec doktora Widery znajduje się przy tej samej alei, co zbiorowa mogiła robotników poległych w 1905 r. podczas strajku w Hucie Katarzyna w Sosnowcu. Nieco dalej, w kierunku wschodnim, po prawej stronie z daleka widać wysoki, z czarnego marmuru krzyż spoczywający na granitowym bloku. Widnieje tam napis: "Śp. Aleksander Widera - lekarz zakładów Towarzystwa Sosnowieckiego. Zm. D. 29 maja 1901 r. w wieku lat 35. Śp. Janina Widera. Zm. D. 18 października 1897 r. przeżywszy lat 18". Dawniej na płycie nagrobnej znajdowały się w narożach cztery graniaste, wysokie cokoły z piaskowca połączone grubym, stalowym, ozdobnym łańcuchem. Dzisiaj grobowiec ten jest jednym z pomników kultury i przypomina o szczytnych hasłach zawodu lekarskiego. Oby znalazło się jak najwięcej naśladowców doktora Widery.
CZYTAJ DALEJ

Kard. K. Krajewski: Duch Św. i Sakrament Bierzmowania jest po to, bym się przyznał do Jezusa!

2026-04-29 20:40

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Kard. K. Krajewski udziela sakramentu bierzmowania

Kard. K. Krajewski udziela sakramentu bierzmowania

Po to jest Duch Święty, po to jest Sakrament Bierzmowania, abym się przyznał do Jezusa. - mówił kard. K. Krajewski.

Okres Wielkanocny jest czasem, kiedy w wielu parafiach młodzi ludzie - przygotowujący się poprzez katechezę i uczestnictwo w nabożeństwach - przystępują do Sakramentu Bierzmowania. Dziś wieczorem w katedrze św. Stanisława Kostki w Łodzi kard. Konrad Krajewski udzielił Sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej grupie 24 młodych należących do parafii archikatedralnej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję