Reklama

Polski tort gazowy

Niedziela Ogólnopolska 26/2011, str. 28-29

Dominik Różański/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wiesława Lewandowska: - Jak doszło do tego, że gaz łupkowy tak nagle i nieoczekiwanie „objawił się” w Polsce?

Paweł Poprawa: - Wszystko zaczęło się w Ameryce, gdzie ok. 2002 r. zaczęło się szybko rozwijać gazownictwo łupkowe, a jednocześnie firmy wydobywcze postanowiły ruszyć w świat na poszukiwanie opłacalnych pól wydobywania gazu. Zaczęto skanować wszystkie kraje na świecie, by wytypować obszary warte uwagi. W ten sposób poszukiwacze dotarli do Polski. Pierwsze firmy ok. 2006 r. zgłosiły się do polskiego Ministerstwa Środowiska z pytaniem, czy mogłyby dostać koncesję na poszukiwania węglowodorów. Nikt wtedy nie rozumiał, o czym mówią, bo było to niejako wbrew naszej wiedzy naukowej na ten temat…

- Nawet w Państwowym Instytucie Geologicznym nie wiedziano, o co chodzi?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Polscy geolodzy dobrze znali polskie formacje łupkowe, natomiast - trzeba to przyznać - niedowierzali, że zawierają one gaz, w dodatku możliwy do wydobycia. Wkrótce jako pierwszym było nam dane poznać tę bajkową historię od podszewki.

- Jaki był ten bajkowy początek? Przybył bogaty książę i…

Reklama

- Około 2006 r. zaczęły się u nas pojawiać pierwsze amerykańskie firmy - wcale nie te bajkowo bogate - po ekspertyzy geologiczne. Weszły do Polski i potraktowały nasz rynek bardzo ostrożnie - pierwsze projekty skończyły się ich rezygnacją. Dopiero pod koniec 2007 r. pojawiły się dwie pierwsze, ciągle jeszcze niewielkie firmy, które zdecydowały się wziąć koncesje, by poeksperymentować, rozeznać polskie warunki.

- Spotkały się z dobrym przyjęciem?

- Raczej z pewną obojętnością i niezrozumieniem. W PIG dysponowaliśmy dużą wiedzą na temat tych akurat formacji geologicznych, ale wiedzą „nienaftową” - wiedzieliśmy dokładnie, gdzie występują łupki, jaka jest ich budowa i charakterystyka, natomiast nie byliśmy do końca przekonani, że może być w nich gaz… To było tak, jakby teraz ktoś przyszedł do nas i powiedział, że chce wydobywać gaz z granitów pod Strzegomiem…

- Kiedy i dlaczego zaczęto mówić w Polsce o gazowej rewolucji w związku z olbrzymimi zasobami gazu łupkowego?

- Momentem przełomu, który zmienił wszystko i wywołał zapowiedź takiej rewolucji było pojawienie się w Polsce firmy ExxonMobil - światowego giganta naftowego. Wtedy wszystkie oczy w przemyśle naftowym na świecie zostały zwrócone w naszą stronę. W latach 2009-2010 firmy nieomal tratowały się w pędzie do Polski. Pojawili się też następni giganci; już cztery z tzw. wielkiej naftowej szóstki zaangażowały się w Polsce.

- Jak zareagowały polskie firmy?

- Polskie firmy dość późno zainteresowały się tym tematem…. Gdy zorientowały się, że istnieje łupkowy boom, też oczywiście postarały się o koncesje; obecnie PGNiG i Orlen mają mniej więcej 20% terenu objętego koncesjami.

- To za mało?

Reklama

- Nie, bo wydaje się, że i tak będą musiały szukać partnerów, ponieważ mogą nie dać sobie rady z wykorzystaniem koncesji.

- Dlaczego?

- Nakłady inwestycyjne na jeden otwór wynoszą nawet 30-50 mln zł, tak więc w grę będą wchodziły grube miliardy na jedną koncesję. Wyłożenie takiej sumy może przekraczać zdolność finansową mniejszych firm. Zwłaszcza że w przyszłości na jednym tzw. bloku koncesyjnym trzeba będzie wydać ok. 50 mld zł. To wydaje się być poza zasięgiem możliwości całego polskiego przemysłu… Nawet światowi giganci tego przemysłu muszą dzielić się ryzykiem inwestycyjnym z innymi podmiotami, bo nakłady muszą być naprawdę gigantyczne.

- Tymczasem mamy już dzielenie skóry na niedźwiedziu. W coraz bardziej nerwowym liczeniu zysków i strat zaczyna się pojawiać obawa, że gospodarz zasobów, czyli państwo polskie wyjdzie na łupkowym interesie jak Zabłocki na mydle…

- Miejmy nadzieję, że Polska jednak nie straci i dobrze wyjdzie na łupkach! Są już nieźle funkcjonujące mechanizmy zabezpieczania naszych interesów, ale wiele zabezpieczeń trzeba jeszcze stworzyć. Pierwsze koncesje poszukiwawcze zakończą się za jakieś 3 lata. Potem firmy stopniowo zaczną występować o koncesje na wydobycie. Mamy zatem 3 lata na doprecyzowanie odpowiednich regulacji prawnych.

- Można się już z góry obawiać o jakość tych regulacji …

Reklama

- Na pewno trzeba się zastanowić, jak zbudować dobry system fiskalny. Nie trzeba tego robić na kolanie ani w popłochu, lecz spokojnie zastanowić się i przeanalizować, jak Polska może zarobić na swoich łupkach.

- Albo - jak mówią sceptycy - nie stracić?

- Dzisiejsza dyskusja o sprzedanych za bezcen koncesjach na poszukiwania gazu, moim zdaniem, powoduje zamęt i odwraca uwagę od istoty problemu. A czas już myśleć o nowych, rozsądnych regulacjach prawno-finansowych i do tego mobilizować rząd.

- Ryzyko popełnienia błędów, przeoczeń, zwłaszcza w atmosferze kłótni lub dyktatu politycznego, może być duże…

- Zapewne. Zwłaszcza że w mniej nerwowych krajach także popełniano błędy, jak np. w prowincji Alberta w Kanadzie, gdzie w wyniku niewłaściwie przemyślanego systemu opłat - podatków od ropy i gazu - cały przemysł wycofał się w 2008 r. Podczas specjalnego szkolenia polskiej grupy w Kanadzie miałem okazję poznać obowiązujące tam regulacje prawne i systemy opłat fiskalnych. Są one dość złożone, ale istnieją wzorce, które można u nas zastosować. Trzeba tylko spokojnie przedyskutować, który z nich byłby najlepszy w naszych warunkach.

- A może będziemy zmuszeni tworzyć prawo fiskalne pod presją zagranicznych firm?

Reklama

- Warto by już dziś uspokoić dyskusję na ten temat… I przede wszystkimi zwrócić uwagę choćby na wielkość pierwszych inwestycji, rzędu 50 mld zł. To są pieniądze, które zostaną w polskim systemie ekonomicznym, nie pojadą gdzieś na konta na Kajmanach… Warto wziąć pod uwagę choćby dużą możliwość zatrudnienia ludzi i zaangażowania polskich firm. Firma Encana inwestując w Kanadzie rocznie ok. 4-6 mld dolarów, stworzyła ok. 80 tys. miejsc pracy… A w USA wyliczono, że nominalna wartość oszczędności z tytułu wymuszonego przez łupki spadku cen gazu jest większa niż łączne nakłady administracji federalnej Obamy na stymulowanie systemu bankowego w czasie kryzysu! To daje wyobrażenie o skali oddziaływania tego przemysłu na gospodarkę. Ta skala może się w Polsce powtórzyć. Być może już wkrótce znajdziemy się w nowej, lepszej rzeczywistości ekonomicznej i gospodarczej.

- To naprawdę brzmi jak bajka! A tymczasem już powoli zaczynamy się obawiać histerii ekologiczno-politycznej. Mówi się nawet o prowokacjach np. ze strony Gazpromu i Rosji, której polskie łupki są wyjątkowo nie w smak…

- Nie ma tu wielkiej tajemnicy, że Gazprom ma wielkie interesy do zrealizowania w Europie - i polityczne, i gospodarcze. Ostatnie dekady pokazują najlepiej, jak Rosja stopniowo energetycznie uzależnia od siebie całą Europę, wystawiając jej za to słony rachunek... A to znaczy, że przystępując do wydobycia gazu łupkowego na wielką skalę, wchodzimy w realną wojnę gospodarczą z Rosją. Tak to trzeba nazwać. I możemy być pewni, że dość brutalnie będzie broniła swojego monopolu.

- Czyli jak?

- Na przykład przez inspirowanie protestów ekologicznych. Ostatnio prasa opisywała, jak Gazprom potrafił skutecznie stłamsić działalność niemieckich ekologów w sprawie North Streamu; po prostu założył organizację jednoczącą ruchy sprzeciwu i wyłożył na nią 10 mln euro, aby zachowała się „rozsądnie”… W Polsce natomiast można się obawiać aktywizacji grup ekologicznych przeciw wydobyciu gazu łupkowego właśnie za pieniądze Gazpromu…

- Trudno będzie zatem rozeznać, które protesty są za pieniądze Gazpromu, a które niezależne.

Reklama

- Oczywiście, nie można zakładać, iż nie ma ekologicznych problemów i że nie należy z ekologami dyskutować. Najgorsze, co można by zrobić, to twierdzić, że jeżeli ktoś mówi o złym oddziaływaniu eksploatacji łupków, jest „szpionem” Gazpromu… Wśród ekologów jest wiele samodzielnie myślących i uczciwych osób. Nawet rzecznik polskiego Greenpeace powiedział niedawno, że trzeba przyglądać się racjonalnie eksploatacji gazu łupkowego i ewentualnym zagrożeniom.

- Polskie łupki już dziś mają wielu wrogów. Unia Europejska też nie wydaje się być w tej sprawie przychylna…

- Trudno dziś mówić o jednolitości stanowiska Unii, także w tej sprawie. Wiadomo na pewno, że Niemcy raczej nie będą nam sprzyjać z powodu wielkiego North Stream. Są żywotnie zainteresowani tym, żeby nie powstała dla niego żadna alternatywa w tej części Europy, ponieważ chcą skapitalizować to gigantyczne przedsięwzięcie, które się nie spłaci, jeśli pojawi się polska konkurencja … Może się okazać, że bałtycka rura została niepotrzebnie zbudowana! Tak, nie mamy w Europie przyjaciół. Możemy szukać wsparcia tylko u tych europejskich krajów, które są w sytuacji energetycznej podobnej do naszej, ale nie mają takiego potencjału do wydobycia gazu.

- Głównym sojusznikiem pozostaje Ameryka.

- Można tak powiedzieć. Zaangażowanie wielkich amerykańskich i kanadyjskich firm dla związania Polski z tymi krajami jest bezcenne - to buduje trwały związek na kilkadziesiąt lat i daje nam realny polityczny parasol, lepszy niż tarcze antyrakietowe, bo rakiety można w każdej chwili ewakuować, a rur z gazem nie da się z ziemi tak po prostu wyrwać...

- Te wielkie koncerny, w przeciwieństwie do rakiet, nie weszły do Polski na zamówienie polityczne, ale przecież mogą wyjść na takież „zamówienie”?

Reklama

- Można mieć uzasadnione nadzieje, że tak się jednak nie stanie. Ważne jest, że zarówno poprzedni rząd, jak i obecny dostrzegły w gazie łupkowym wielką nadzieję dla kraju i w tej sprawie - chyba jedynej - mamy absolutną zgodę i ciągłość polityki. Można powiedzieć, że w tej łupkowej polityce zrealizował się taki mały PO-PiS, czyli ta koncepcja polityczna, której już nikt nie pamięta, a która teraz może przynieść krajowi wiele dobrego. Inwestorzy, jak na razie są przekonani, że Polska jest krajem o małym ryzyku politycznym, który nawet mimo zmiany rządów nie będzie tworzył barier ekonomiczno-politycznych.

- Mamy już jednak spór na temat wyceny koncesji; pada zarzut, że Polska staje się krajem neokolonialnym oddającym za bezcen swe surowce.

- I to, niestety, trochę zaniepokoiło inwestorów. Oceniając z perspektywy czasu, można powiedzieć, że w 2009 r. można było uzyskać z koncesji znacznie więcej pieniędzy, ale to dość śmieszne rozważania, ponieważ etap wierceń poszukiwawczych nie jest momentem odpowiednim do myślenia o zyskach, choćby z powodu monstrualnych nakładów inwestycyjnych i niepewności efektu. Naprawdę ważne jest to, abyśmy nie przespali momentu rozpoczęcia produkcji, kiedy pojawi się możliwość realnych zysków i skutków dla polskiej gospodarki.

- Czy teraz można mieć już pewność, że ten moment nadejdzie, że na pewno spełni się ten najbardziej optymistyczny scenariusz?

- Proces rozpoznawania złóż jest długi i żmudny i nie będzie miał żadnego spektakularnego momentu przełomowego. Przez te kilka lat, miesiąc po miesiącu, będziemy mieli coraz lepsze wyobrażenie o tych naszych zasobach… Ciągle jednak musimy się jeszcze liczyć z takim scenariuszem, że z jakiegoś powodu wydobycie gazu nie będzie możliwe - bo np. produkcja będzie zbyt droga albo pojawi się opór społeczny, albo politycy będą niechętni…

Reklama

- Albo zagrożenie przyjdzie z zewnątrz… Ile prawdy jest w podejrzeniu, że pod przykrywką niektórych firm poszukujących gazu w Polsce działa Gazprom?

- Możemy się tego w przyszłości obawiać, w tej chwili w większości tych firm Gazprom na pewno nie ma znaczących udziałów - mamy pewność, że Gazprom nie kontroluje żadnej z operujących dziś w Polsce firm. Musimy jednak stworzyć odpowiednie mechanizmy dozoru obrotu kapitałowego, aby takie niebezpieczeństwo nie pojawiło się, aby w przyszłości nie mogło dojść do wrogich przejęć.

- Istnieje tego rodzaju realne zagrożenie ze strony Gazpromu i Rosji?

- Można sobie wyobrazić taki czarny scenariusz! Jeżeli Gazprom sobie policzy, ile straci na polskich łupkach, to mu się opłaci podejmować próby wykupienia wszystkich możliwych podmiotów, by zablokować wydobycie gazu. Na szczęście nie jest to bardzo realne, dlatego że koncesje są przyznawane z określonym planem rozwoju złoża - jeśli firma nie będzie realizować planu, straci koncesje…

- Nie ma się zatem czego bać?

Reklama

- Mamy jeszcze trochę czasu, aby stworzyć dobre mechanizmy ochronne, np. wzorowane na norweskich. Norweski przykład jest nam przecież dobrze znany, jako że na tamtym rynku operuje nasz PGNiG. Wystarczy zapytać prawników tej firmy, jakie musiała przejść procedury prawne, aby wejść na norweskie złoża. Można skopiować te rozwiązania i używać ich nie jako restrykcji, ale jako wentyla bezpieczeństwa. Wszystkie regulacje prawne muszą być dobrze przemyślane i dopracowane. Mamy na to sporo czasu, ale nie można go tracić na jałowe spory.

- Czy to prawda, że zapas gazu z polskich złóż może wystarczyć dla nas aż na 300 lat?

- Takie liczby są podawane przez kilka amerykańskich firm konsultingowych, które oceniały te zasoby. Według niektórych szacunków, będziemy mogli produkować 100 mld m3 gazu rocznie, a konsumujemy zaledwie 14… Załóżmy jednak, że coś się nie powiedzie i wydobycie wyniesie tylko 10 mld, to i tak będzie to dla Polski rewolucja! Mając jeszcze swoje 5 mld m3 z konwencjonalnych złóż, stajemy się całkowicie niezależni od importu! Naprawdę nie musimy wydobywać bilionów, wystarczy tylko niewielki kęs tego tortu, a już będziemy syci i bezpieczni.

* * *

Paweł Poprawa - mgr inż. geolog, od 1995 r. jest pracownikiem Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie, od 2003 r. kieruje Pracownią Geologii Naftowej. Studiował geologię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz geologię naftową na Akademii Górniczo-Hutniczej oraz na Uniwersytecie w Dublinie w Irlandii. Od kilku lat wykonuje badania w zakresie rozpoznania potencjału dla występowania niekonwencjonalnych złóż węglowodorów w Polsce, realizowane we współpracy z administracją publiczną, a także z zachodnim i polskim przemysłem naftowym.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w imię Jezusa, tam On jest pośród nich

2026-08-16 09:23

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Bóg ustanawia proroka stróżem domu Izraela. Wulgata mówi speculator, wartownik postawiony na wysokim miejscu. On pierwszy widzi nadciągające niebezpieczeństwo i ma obowiązek zadąć w róg. Obraz pochodzi z realiów wojny. Od czujności jednego człowieka zależało życie miasta. Prorok otrzymuje tę rolę wobec zagrożeń duchowych. Słyszy słowo z ust Boga i ma je przekazać, nawet gdy jest ono trudne. Tekst z wielką precyzją rozdziela odpowiedzialność. Jest to precyzja na wskroś prawnicza, rozliczenie niemal według reguł imputacji. Jeśli stróż ostrzeże, a występny nie odstąpi od swojej drogi, występny umrze z własnej winy, stróż zaś „ocali swoje życie”. Jeśli jednak stróż zamilknie, Bóg upomni się o krew grzesznika „z jego ręki”. Milczenie nie jest tu neutralne. Zaniechanie obciąża. Grzegorz Wielki, wspominany w miniony czwartek, uczynił z tej perykopy rachunek sumienia pasterzy. W homiliach o Ezechielu (I, 11) woła z bólem, że biada stróżowi, który widzi, a nie mówi. Ta sama logika odpowiedzialności za zaniechanie urzędu pozostaje żywa w Kościele i dziś. Zreformowane prawo karne zna karalność tego, kto przez zawinione zaniedbanie bezprawnie zaniechał aktu swej władzy lub urzędu z czyjąś szkodą (por. kan. 1378 § 2 KPK po reformie z 2021 r.). Ezechiel przypomina, że urząd w ludzie Bożym jest przede wszystkim strażą.
CZYTAJ DALEJ

Ocalić wspólnotę

2026-09-01 14:53

Niedziela Ogólnopolska 36/2026, str. 26

[ TEMATY ]

wspólnota

zbawienie

ocalić

Adobe Stock

Rodzina

Rodzina
Dzisiejsze czytania są dla nas bardzo przejrzyste: mam obowiązek troszczyć się o zbawienie nie tylko własne, ale także drugiego człowieka. Jak mantra wraca do nas tekst, że wszyscy zbawiamy się we wspólnocie. Idę do nieba nie sam, lecz z tymi, których Bóg stawia na drodze mojego życia. Zbawienie mojego brata i mojej siostry to także moja sprawa. W tekście ze Starego Testamentu Bóg szukał Abla, a Kain Mu odpowiedział: czyż jestem stróżem swego brata? Dzisiejszy tekst z Księgi proroka Ezechiela mówi wyraźnie, że jesteś stróżem domu Izraela. Jesteś stróżem swego brata i swojej siostry. Jesteś za nich odpowiedzialny, zwłaszcza gdy się pogubią. Nie może ci być obojętne to, że twój brat czy twoja siostra popadają w grzech. Musisz działać. Nigdy nie wolno cieszyć się z grzechu drugiego człowieka ani tym bardziej z jego potępienia. Jeśli zawiedziemy, to nas samych zaprowadzi to do piekła. Ocalenie własnej duszy idzie, kiedy upominamy brata czy siostrę. Zadanie, które Bóg daje prorokowi Ezechielowi, nie jest łatwe. Nie jest łatwo zwrócić uwagę drugiemu człowiekowi, zwłaszcza wtedy, kiedy stoi wyżej ode mnie. Nieraz wolelibyśmy przejść obojętnie, jakby to nie była nasza sprawa. Dzisiaj Bóg mówi: zbawienie i odpowiedzialność za drugiego człowieka to twoja sprawa. To twój obowiązek: zadbać o jego zbawienie, aby nie został potępiony. Bo jego potępienie może oznaczać również twoje. Zwykle czujemy obawę przed zwróceniem uwagi drugiej osobie, ale niekiedy bywa tak, że z wielką pasją wytykamy komuś błędy. Jeśli chcemy działać w mądrości Bożej, musimy sięgnąć także do dzisiejszego drugiego czytania – z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian. Miłość jest doskonałym wypełnieniem prawa. Upominam drugiego człowieka dlatego, że go kocham. Czynię to tak, by go nie urazić i nie zadać mu bólu. Nie chcę stawiać siebie ponad innych. Miłość wskazuje mi drogę, jak uratować drugiego. Miłość jest zatem doskonałym wypełnieniem prawa – podkreślam to po raz drugi. Nie zapominajmy o tym. Bez miłości nie ma w nas ducha Bożego. Miłość doda także odwagi, aby stanąć w prawdzie wobec drugiego człowieka. Wpierw, oczywiście, trzeba stanąć przed Bogiem. Ciężkie to brzemię, gdy ojciec czy matka muszą zwrócić uwagę dorosłemu dziecku. Bardzo trudna to sytuacja, kiedy zwracając uwagę, możemy stracić najbliższych, pozycję w pracy bądź w społeczności. Możemy zostać wyśmiani albo wzgardzeni. Wobec Boga natomiast wypełniliśmy obowiązek miłości do drugiego człowieka, w trosce o jego zbawienie i życie wieczne. Bóg nigdy nie zostawi nas samych. Upomnienie drugiego człowieka – jak pisze sam ewangelista Mateusz – zakłada 3 etapy. Najpierw – w cztery oczy. Potem – w obecności dwóch świadków. Na koniec zaś – wobec całej wspólnoty Kościoła. Upomnienie ma na celu ocalić współpracę. Ten człowiek ma powrócić na łono wspólnoty i Kościoła – do jedności z Jezusem. Mądrość roztropnego działania otrzymujemy na modlitwie. Gdzie dwaj zgodnie o coś proszą w imię Jezusa, to otrzymają. Mądrość upominania drugiego człowieka płynie przez modlitwę w duchu miłości. Chcemy pozyskać każdego dla Chrystusa. Pragniemy zrobić wszystko, aby nastał jeden pasterz i nastała jedna owczarnia. Wybór i decyzję pozostawiamy tym, do których Bóg nas posyła w naszym codziennym życiu. Niech obok naszych słów świadectwem będą nasze uczynki. Miłość wypełnia całe prawo i od początku istnienia chrześcijan wywoływała wśród pogan zachwyt. Niech i dziś świadectwo naszej miłości do Boga i drugiego człowieka porywa innych do Jezusa.
CZYTAJ DALEJ

Stróże młodego pokolenia. 80 lat salezjanek we Wrocławiu

2026-09-06 15:30

Marzena Cyfert

Msza św. dziękczynna za 80 lat obecności salezjanek we Wrocławiu

Msza św. dziękczynna za 80 lat obecności salezjanek we Wrocławiu

Córki Maryi Wspomożycielki – Siostry Salezjanki – od 80 lat są obecne we Wrocławiu, wychowując kolejne pokolenia dzieci i młodzieży. Podczas jubileuszowej Mszy św. w kościele NMP Na Piasku abp Józef Kupny dziękował za ich posługę i przypomniał, że wychowanie jest czymś więcej niż przekazywaniem wiedzy – jest czuwaniem, miłością i prowadzeniem młodego człowieka ku Chrystusowi.

W Eucharystii uczestniczyli obecni i byli wychowankowie sióstr wraz z rodzinami, Salezjanie Współpracownicy, dobrodzieje oraz przyjaciele zgromadzenia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję