Reklama

Jestem kochana

Bardzo pragnęłam, żeby moja godność została przywrócona – godność kobiety, człowieka, córki. Czułam, że Bóg mnie nie potępia i patrzy na mnie jak na człowieka. Patrzy na mnie.
Z Teresą Kopką – terapeutką uzależnień i trzeźwą od ponad trzydziestu lat alkoholiczką – rozmawia Agnieszka Porzezińska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Czy Ty, Tereso, cierpiałaś w swoim życiu?

TERESA KOPKA: – Tak. Cierpiałam już jako dziecko, ponieważ odrzucił mnie ojciec. Urodziła się dziewczynka, a on chciał chłopca. Z tego powodu przez lata nie byłam w stanie zaakceptować swojej płci i ciągle szukałam w mężczyznach, z którymi się wiązałam, tatusia.

– Bóg był obecny w Twoim życiu od dziecka?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Tak, wiarę przekazywała mi mama. Kiedy tylko nie miała rąk zajętych pracą, w każdej wolnej chwili chwytała za różaniec. Pamiętam kapliczkę z Matką Boską, którą mielimy w domu.

– Z jednej strony wiara mamy, z drugiej – opuszczenie przez ojca. Jaki obraz Boga jako dziecko w sobie budowałaś? Bóg był miłością czy karzącym sędzią?

– Zdecydowanie bardziej karzącym sędzią. Mama też mi często powtarzała, że jak Bóg kocha, to zsyła krzyżyki. Jako dziecko bardzo się Boga bałam. Nie chciałam krzyży, nie chciałam cierpieć. Mam poczucie, że byłam zaprogramowana na przyjemności. Chciałam lekkiego życia, łatwego. Na pewno nie akceptowałam cierpienia, nie rozumiałam jego sensu.

– A kiedy zrozumiałaś sens cierpienia?

– Po latach, a dokładnie – gdy miałam 41 lat.

– Tak dobrze pamiętasz ten moment?

Reklama

– Tak, bo oprócz tego, że jestem terapeutką uzależnień, jestem również alkoholiczką, która dzięki doświadczeniu cierpienia i spotkaniu Boga na dnie alkoholowego piekła jest dzisiaj tym, kim jest. Po trzydziestu paru latach trzeźwego życia wiem, że cierpienie jest w życie wkalkulowane i jest potrzebne. Dzisiaj nie ma we mnie buntu na żaden rodzaj cierpienia.

– Czy nosiłaś w sobie, a może wciąż nosisz, żal do Boga za cierpienia, które przeżywałaś? Byłaś obrażona na Boga? Musiałaś Mu wybaczyć?

– Musiałam wybaczyć Bogu, ludziom, także sobie. W przebaczeniu pomogła mi kontemplacja Matki Bożej cierpiącej przy umierającym na krzyżu Synu. Przełomowy moment przeżyłam, gdy dotarły do mnie słowa wołającego do Boga Jezusa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. To przebacz nabrało dla mnie nowego znaczenia, bo ja często pod wpływem alkoholu nie wiedziałam, co czynię. Choroba alkoholowa pozbawiła mnie kontroli nad własnym postępowaniem. Nie panowałam nad swoimi szalonymi zachowaniami i zapominałam o tym, co jest dobre. Pragnęłam dobra, ale ulegałam złu.

– Czy dzisiaj, gdy już jesteś pojednana z Bogiem, możesz powiedzieć, że wierzysz w Niego, czy wierzysz Jemu?

– Wiem, co masz na myśli. Uwierzyłam Bogu, gdy przez alkohol znalazłam się w sytuacji zagrożenia życia.

– Powiesz, co się stało?

Reklama

– Poszłam z kolegą dziennikarzem nad Wisłę. Piliśmy alkohol. Przysiadło się do nas dwóch mężczyzn, którzy zaczęli nas zaczepiać. Zaczęli mnie bić, dusić, a potem nieprzytomną wrzucili do Wisły. Kolega uciekł. Ci mężczyźni zresztą też. Ktoś w końcu mnie znalazł i wezwał pomoc. Byłam w jednym szpitalu, potem w drugim. Tygodniami. Miałam sparaliżowane ręce i nogi. Nie wiedziałam, co ze mną będzie, ale właśnie wtedy, w tej rozpaczliwej sytuacji, zdałam sobie sprawę, że przyczyną mojego dramatu był alkohol. Prosiłam, żeby mnie przewieziono do Instytutu Psychiatrii i Neurologii na leczenie. Nie spałam 9 dni i 9 nocy, a przez ten cały czas „wyświetlał” mi się film o mojej przeszłości. Z dnia na dzień coraz bardziej poszerzała się moja świadomość. Zdałam sobie sprawę, że wtedy nad Wisłą, gdy umierałam, Ktoś mnie uratował. Ktoś wyjątkowy. Ktoś nie z tej ziemi. Potraktowałam to jako szansę.

– Szansę na co?

– Na to, żeby zacząć być. Tylko wtedy można kochać i czuć, że jest się kochanym, gdy się jest. Gdy leżałam w szpitalu, zapragnęłam radykalnie zmienić swoje życie. I tak od 34 lat próbuję być lepsza dla siebie, dla drugiego człowieka, dla Boga, inaczej myśleć o chorobach, trudnych doświadczeniach...

– ...i pomagasz przemieniać życie innym ludziom...

– Tak. Jestem zakorzeniona we wspólnocie Anonimowych Alkoholików. To moja druga rodzina. Program Dwunastu Kroków, który jest programem rozwoju duchowego, cały czas mnie formuje. Po uznaniu bezsilności wobec alkoholu w Pierwszym Kroku natychmiast – w Drugim Kroku – pojawia się Bóg – siła większa od nas samych. Ten Krok otworzył mnie nie tyle na to, że Bóg jest, bo to wiedziałam, a nawet byłam tego pewna, ile na zaufanie Bogu. Przebudzenie duchowe dało mi odkryć, że jestem kochana. To było niesamowite. Ja – która najbardziej na świecie pragnęłam miłości i przez lata nosiłam w sobie wielką dziurę – jestem kochana.

– Jak Pan Bóg Cię o tym przekonywał?

Reklama

– Przede wszystkim Słowem. Są dwie przypowieści, które mówią o mnie. Ta o synu marnotrawnym i druga o jawnogrzesznicy. Te dwie osoby zmieniły swoje życie dzięki temu, że nie zostały potępione. Bóg przywrócił im godność. Ja tak bardzo pragnęłam, żeby moja godność została przywrócona – godność kobiety, człowieka, córki. Czułam, że Bóg mnie nie potępia i patrzy na mnie jak na człowieka. Patrzy na mnie.

– Czy przez te 34 lata coraz bardziej trzeźwego życia zdarzało Ci się tęsknić za starym? Wiesz, znieczulenie czasami pomaga na ból i cierpienie...

– Próbujesz mnie podejść, ale ja się nie dam. Musisz mi uwierzyć na słowo, że nigdy nie zatęskniłam za starym życiem. Przeżyłam całkowitą kapitulację. Alkohol mnie wykończył, pokonał. Ja byłam już w takim momencie, że musiałam wybrać – życie albo śmierć.

– Czy uważasz, że można być dobrym terapeutą, nie odnosząc się do Boga?

– Ja uważam, że nie, ale jest wielu terapeutów, którzy myślą inaczej.

– Wielu pacjentów straciłaś z powodu swoich przekonań?

– Nie tylko pacjentów. Gdy dostałam pierwszą propozycję pracy jako terapeuta, pewien znany profesor, nie owijając w bawełnę, zapytał mnie, czy zamierzam mówić o Bogu. Odpowiedziałam, że tak, On jest przecież początkiem mojego istnienia. Potem w innej poradni kierowniczka już wprost nakazała mi nie wspominać o Bogu. Jeszcze w innym miejscu miałam kłopot, by w ramach terapii zorganizować warsztat przebudzenia duchowego. 9 miesięcy czekałam na odpowiedź, czy takie zajęcia mogą się odbywać.

Reklama

– Maryja zgodziła się na cierpienie swojego Syna, towarzyszyła Mu na Drodze Krzyżowej, była przy Nim, gdy umierał na krzyżu. Jakie jest Twoje doświadczenie terapeutyczne w tym względzie? Rodzice, żony, mężowie, dzieci są w stanie zgodzić się na cierpienie swoich bliskich po to, żeby im pomóc?

– Często jest odwrotnie. Nie pomagają, myśląc, że w ten sposób zminimalizują cierpienie. A często brak cierpienia jest równy drodze do całkowitego zatracenia. Moje osobiste doświadczenie mówi, że cierpienie daje szansę na to, żeby się ocknąć. Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie żona, by prosić o przyjęcie męża, ale jeszcze zanim on przyszedł, prosiła o zaświadczenie, że on się leczy. Bała się, że mąż trafi do więzienia za to, że pobił ją i ich dzieci. Dla niej nie było ważne, żeby przestał pić, tylko żeby nie trafił do więzienia. A przecież to cierpienie mogłoby być dla niego czymś bardzo dobrym. Znam wiele osób, dla których więzienie było ratunkiem.

– Jesteś szczęśliwa?

– Tak.

– A dlaczego?

– Dzisiaj jestem szczęśliwa, bo mam wiarę. Mam Kogoś, komu mogę zaufać, kto zna mnie lepiej niż ja sama i stale prowadzi do lepszego poznania siebie. Odbywam najdłuższą, najwspanialszą podróż, ponieważ to podróż do mnie samej. Nie mówię tak z egocentryzmu, ale z radości, że odkrywam nieznany kontynent, na którym ukryty jest skarb.

– Czy dla Ciebie Maryja jest Mamą?

Reklama

– Zdecydowanie tak. Przeniosłam na Maryję obraz mojej matki. Ona była bardzo dobra, kochająca mimo wszystko, bez żadnych warunków. Ja byłam najmłodsza i od samego początku zagubiona, trochę pokręcona, więc myślę, że mnie mama najbardziej hołubiła. Wiem, że Maryja też kocha za nic. Po prostu kocha.

– Nie boisz się poddania Maryi, zawierzenia Jej całego swojego życia?

– Nie. Ona mnie uczyła swoim przykładem, jak być lepszym człowiekiem. W wielu sytuacjach dzięki Niej odkrywałam, co muszę zmienić w swoim stosunku do ludzi. Kiedyś np. obraziłam się na weselu córki mojej siostrzenicy, że jestem porzucona, zostawiona na uboczu i nikt się o mnie nie troszczy. Wyszłam nawet i wróciłam do domu. Niedługo potem wyjechałam na rekolekcje do Częstochowy, a pierwsza konferencja była na temat wesela w Kanie Galilejskiej. Od razu dotarło do mnie, że ja na tym weselu, z którego uciekłam, zamiast rozejrzeć się po gościach i zobaczyć, komu czego brakuje, skupiłam się na sobie. Maryja wielokrotnie dawała mi takie lekcje. „Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie” – te słowa we mnie zakiełkowały i wzrastają cały czas. Lubię się chwalić, że należę do królewskiej rodziny. Pasuje mi, że moja Mama jest Królową. Chciałabym, żeby każdy czuł, że jest z królewskiego rodu.

– Myślisz czasami o swojej śmierci czy omijasz ten temat szerokim łukiem?

Reklama

– Czuję wartość świadomości tego, kim jestem i do czego zmierzam. Od 2 lat modlę się o dobrą śmierć. Moja kochana siostra, która chorowała na nowotwór, miała piękną śmierć. Na szczęście gdy odchodziła, ja już umiałam być. Odwołałam wszelkie sprawy, bo już wiedziałam, co to znaczy kochać. Siostra zmarła wtulona w swoją córkę i we mnie. Nie wiem, jaką śmierć będę miała, ale chciałabym mieć taką. Pozazdrościłam jej.

– Świętowanie Zmartwychwstania to dla Ciebie tradycja czy rzeczywistość?

– Rzeczywistość. Każdy czas jest dobry, żeby zmartwychwstawać, powstawać z grzechu. Żyłam w nieślubnym związku 18 lat. Po moim nawróceniu bardzo chciałam czystości ciała. Moja siostra podpowiedziała mi, żebym modliła się do Maryi i do św. Józefa. Nie wiadomo, kiedy to się dokonało. Zostałam sama, nie weszłam już w żaden związek. Myślę, że dzięki temu byłam bardziej dyspozycyjna dla ludzi o każdej porze dnia i nocy.

– Wciąż jesteś. Przejechałaś kilkaset kilometrów, żeby się z nami spotkać...

– ...bo to daje mi szczęście.

* * *

„Moja Mama jest Królową” to cykl dziewięciu Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które od 8 listopada 2016 r. do 8 lipca 2017 r. odbywają się na Jasnej Górze w 8. dniu każdego miesiąca. Tematami tych spotkań są kolejne tajemnice różańcowe. 8 kwietnia 2017 r. uczestnicy spotkania rozważali tajemnicę: Boleść Matki. Gośćmi wieczoru byli Teresa Kopka i o. Marcin Ciechanowski. Poniżej publikujemy zapis rozmowy, którą w Bazylice Jasnogórskiej z Teresą Kopką przeprowadziła Agnieszka Porzezińska. Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny – zaplanowany na 8 maja 2017 r. – będzie dotyczył tajemnicy: Kana Galilejska.

* * *

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”, mama 3 córek

2017-04-26 10:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wyciekły dane z serwisu turystycznego Wakacje.pl

2026-10-03 18:24

Adobe.Stock

W serwisie turystycznym Wakacje.pl doszło do incydentu bezpieczeństwa, który polegał na nieuprawnionym dostępie do części służbowych skrzynek pocztowych oraz systemu obsługi klientów - poinformował serwis. Okoliczności zdarzenia analizować mają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa. 

Serwis Wakacje.pl w komunikacie na swojej stronie internetowej poinformował, że do wycieku doszło 29 września. Wśród wykradzionych danych znalazły się potencjalnie adresy e-mail, imiona i nazwiska, numery telefonów, adresy, daty urodzenia oraz dane paszportowe klientów.
CZYTAJ DALEJ

Panie! Daj nam sił, byśmy przynosili owoce naszego nawracania się na miłość!

2026-10-01 08:11

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Bóg oczekuje jedynie od człowieka, aby przynosił owoce nawrócenia, owoce miłości i pracy, owoce przyjaźni i modlitwy, by był pracowity w swoim życiu. To najważniejsze, czego oczekuje od człowieka Bóg. Daje mu wiele, obdarza go swoją łaską, przychodzi mu z pomocą w każdej sytuacji, czekając w zamian na – nawet minimalne – owoce jego działań.

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
CZYTAJ DALEJ

UKSW będzie współpracował z amerykańskimi uczelniami

2026-10-03 23:01

[ TEMATY ]

UKSW

Ks. prof. Ryszard Czekalski

UKSW

Przed gmachem Lincoln Center w północnym Manhattanie od lewej: prof. David Gibson, dyrektor Centrum Religii i Kultury Fordham University w Nowym Jorku oraz ks. prof. Ryszard Czekalski, rektor UKSW

Przed gmachem Lincoln Center w północnym Manhattanie od lewej: prof. David Gibson, dyrektor Centrum Religii i Kultury Fordham University w Nowym Jorku oraz ks. prof. Ryszard Czekalski, rektor UKSW

– Budujemy silne partnerstwa transatlantyckie, które mają przynieść konkretne korzyści naszej społeczności akademickiej: nowe możliwości wymiany, wspólne projekty badawcze i perspektywę tworzenia wspólnych programów studiów – podkreślił ks. prof. Ryszard Czekalski, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych.

Zainicjowana współpraca łączy perspektywę prowadzenia badań w międzynarodowych zespołach z rozwojem oferty dydaktycznej i tworzeniem nowych możliwości zdobywania doświadczeń akademickich. Jej fundamentem są wspólne zainteresowania naukowe oraz potencjał uczelni, których dorobek pozwala podejmować przedsięwzięcia obejmujące nauki humanistyczne, społeczne, ścisłe, przyrodnicze, nauki o zdrowiu oraz nauki medyczne. Rozwijanie relacji z amerykańskimi uczelniami stanowi istotny krok w umiędzynarodowieniu UKSW.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję